Zjawa – recenzja

zjawa

Mówi się, że zemsta jest słodka; jest cierpliwa; najlepiej smakuje na zimno; jest dla słabych; jest w rękach Boga. Człowiek oszukany przez innych i pozostawiony na pastwę losu często nie może oprzeć się jej sile. Z drugiej strony, czy zemsta da satysfakcję? Czy zagoi wszystkie rany? Czy przywróci wcześniejszy porządek i spokój?

„Zjawa”, oparta na debiutanckiej powieści Michaela Punke’a, opowiada o wydarzeniach z 1823 roku. Przewodnik – Hugh Glass uczestniczy w wyprawie mającej na celu zdobycie zwierzęcych skór i przetransportowanie ich rzeką Missouri. Podczas wędrówki dochodzi do napaści przez Indian. Jakby tego było mało, Glass staje w szranki z niedźwiedziem grizzly, gdzie ciężko poturbowany ledwo uchodzi z życiem. Jego dwóch kompanów – John Fitzgerald i Jim Bridger, zostawiają go na pewną śmierć. Żądny zemsty Glass wyrusza w samotną podróż, w której nie ma sprzymierzeńców, a natura jest największym wrogiem.

Ubiegłoroczny laureat Oskara – Alejandro Gonzales Inarritu, mówiąc kolokwialnie, nie tracił czasu. Po świetnie przyjętym, kameralnym „Birdmanie” porwał się na film ceremonialny , a zarazem trudny w realizacji. Hermetyczność została zastąpiona pięknymi, otwartymi przestrzeniami. Obraz kręcono w trzech krajach – Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Argentynie, na terenach niedostępnych dla zwykłych śmiertelników. Producenci musieli zdobyć mnóstwo pozwoleń i wynająć ekipę ratunkową, ponieważ argentyńskie góry należą do najbardziej niebezpiecznych.

Od strony technicznej film wchodzi na zupełnie inny, trudno dostępny pułap. Zdjęcia autorstwa Emmanuela Lubezkiego zapierają dech w piersiach (Oskar murowany). Czuć otchłań, zimno, ból i krew. Scena walki Glassa z niedźwiedziem przeszła już do historii kina – jest niezwykle ekspresyjna i powoduje paraliż ciała. Wiele scen nakręcono na jednym ujęciu. Walka z Indianami również nie pozostawi nas obojętnymi. Nie inaczej ma się sprawa z efektami specjalnymi i z całą masą dźwiękowych smaczków. Wszystko jest tu wykonane ze szczególną kosmetyką i precyzją.

Największe kontrowersje budzi sam Leonardo DiCaprio. Wielu krytyków twierdzi, że pomimo tego, iż jest to oskarowa kreacja, to daleko jej do innych ról aktora. W środowisku „znawców filmowych” jest taka tendencja, że rola może być wybitna tylko wtedy, gdy główny bohater jest uzależnionym od alkoholu inwalidą, skreślonym przez społeczeństwo outsiderem, a łzy lejące się z jego oczu są gwarantem tego, jak ciężka i wyczerpująca była to kreacja. DiCaprio wykazał się ogromnym wysiłkiem fizycznym, przez co nadał Glassowi autentyczności i ludzkich emocji, a argumenty w stylu „normalny człowiek nie przeżyłby tego” są niedorzeczne. Pamiętajmy, że oglądamy film o przetrwaniu, a nie „Wożąc Panią Daisy”. Co by nie mówić, to Tom Hardy jest tutaj najjaśniejszym elementem. Aktor nie po raz pierwszy udowadnia, że jest w absolutnej czołówce (wystarczy obejrzeć jego ostatnie trzy filmy). Rolą bezwzględnego najemnika Fitzgeralda przypieczętował tylko ostatni rok.

Zemsta daje satysfakcję, ale chwilową. Nie goi ran, tylko bardziej je rozbliźnia, przez co wcześniejszy spokój już nigdy nie powraca. Jest to, co teraz i kilkaset kilometrów przed nami do przejścia. Może nie będziemy walczyć z niedźwiedziem, Indianami i współkompanami, ale ze swoim lękiem i niepewnością o jutro. Musimy iść do przodu, aby wygrać tę walkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pomóż nam

Strefa filmu

Repertuar kin

Zobacz na co warto iść do kina. Więcej »

Premiery

Nie zapomnij o najciekawszych premierach filmów. Więcej »

Informator

ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów, itp. Więcej »

Polecamy