zakladnikwsŚwiat wielkiej finansjery to dosyć wdzięczny do podjęcia temat, więc srebrny ekran serwował nam go już wielokrotnie i stąd mogłoby się wydawać, że niewiele nowego można do tego tematu dorzucić. A jednak, jak pokazują ostatnie produkcje, moda albo i popyt na tego typu filmy trwa, a twórcy w każdym z nich próbują przemycić coś od siebie. Dość wspomnieć, że niedawno na dużym ekranie gościł niezły „Big Short”, wcześniej mieliśmy świetnego „Wilka z Wall Street, a od kilku dni w kinach możemy zobaczyć najnowsze dzieło Jodie Foster „Zakładnik z Wall Street”, który najtrafniej określić można jako obraz solidny, choć z mankamentami.

Produkcja Foster to w zamyśle trzymający w napięciu thriller z krytyką mediów i współczesnego społeczeństwa w tle. W filmie wygadany gospodarz telewizyjnego show Lee Gates (George Clooney) doradza ludziom w co inwestować na giełdzie, ale jego doradztwo bardziej przypomina show rozrywkowe niż rzetelny program o inwestowaniu na giełdzie. Przez jego porady Kyle Budwell (Jack O’Connell) lokuje swoje oszczędności w akcje spółki, z której niespodziewanie wyparowuje 800 tys. dolarów i Kyle traci wszystkie pieniądze. Sfrustrowany i zdeterminowany decyduje się wtargnąć na plan telewizyjnego show i biorąc za zakładnika Gatesa oraz jego ekipę grozi wszystkim zdetonowaniem bomby, jeśli nie dowie się w jaki sposób wspomniana spółka straciła tyle pieniędzy. Dalej akcja zahacza o kilka zwrotów, ale i tak tworzone napięcie sabotowane jest trochę przez naiwność rozwiązań fabularnych jak na przykład błyskawiczne śledztwo dziennikarzy z ekipy Gatesa oraz przez to, że przebieg fabuły nie zaskakuje aż tak, bowiem od pewnego momentu jasne jest dokąd zmierza główny wątek i na kinowym ekranie takie rozwiązanie widzimy bardzo często.}

{youtube}7WmIF6mofLA{/youtub

Zdecydowanie lepiej wypada natomiast warstwa, w której Jodie Foster przemyca nam gorzkie i ciekawe spostrzeżenia o nas samych. Krytyka tego, że w dzisiejszym świecie media gubią gdzieś dziennikarską rzetelność i informację na rzecz show i skandali aż razi w oczy. Podobnie jak refleksja, że my jako społeczeństwo tak łatwo dajemy się uwieść populistycznym hasłom, lubimy rozrywkę, która dostarcza adrenaliny, nasz bunt przeciwko wadliwemu systemowi najczęściej jest chwilowy i trwa dopóki nie znajdzie się ktoś, kogo można obarczyć winą, a schematów rządzących rynkami finansowymi najczęściej nie rozumiemy. W filmie świetnie pokazują to kadry, w których grupy ludzi w Stanach i na świecie na żywo oglądają jak Kyle Budwell grozi śmiercią Lee Gatesowi, sceny, gdy ta dwójka maszeruje z bombą ulicami i wcale nie odstrasza to gapiów, czy obrazy gdy po momencie kulminacyjnym społeczeństwo wraca do przerwanych zajęć jak gdyby nigdy nic. Te elementy „Zakładnika z Wall Street” są tymi najmocniejszymi, choć odnajdziecie tu też ograne refleksje o złych rekinach biznesu i mechanizmach rządzących światem wielkich finansów.

Produkcja Foster ma też jeszcze jedną zaletę – doborową obsadę aktorską. Clooney i Julia Roberts, grająca producentkę show o inwestowaniu, przyciągają nazwiskami i charyzmą na ekranie, ale uwagę skupia na sobie również O’Connell. Całkiem zgrabnie i przekonująco tworzy Kyle’a – desperata bez planu działania zaślepionego porażką nie tylko tą finansową, ale i życiową.
 
Reasumując, „Zakładnik z Wall Street” to zgrabnie zrealizowane kino z interesującymi refleksjami, absolutnie nie męczące w odbiorze. Gdyby nie kilka słabszych elementów mogłoby konkurować ze wspomnianymi na początku produkcjami, a tak plasuje się gdzieś w stawce filmów solidnych, ale nie wyróżniających się.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
kacvegas3
Kac Vegas 3 – recenzja
aferim
Aferim! – recenzja
janeeyre
Jane Eyre – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*