Zabójczyni – recenzja

zabojczyniKino Dalekiego Wschodu zawsze wyróżniało się na tle innych produkcji filmowych. Jego zmysłowość nie leżała nigdy w grze aktorskiej, efektownym montażu, zaskakującym scenariuszu czy reżyserskiej wirtuozerii (chyba że mówimy o Akirze Kurosawie). Główną, a często jedyną siłą napędową dalekowschodnich produkcji były zdjęcia. „Przyczajony tygrys, ukryty smok”, „Hero” czy „Dom latających sztyletów” to jedne z ostatnich obrazów potwierdzające operatorski kunszt. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego filmu Hsiao-Hsien Hou – „Zabójczyni”.

Akcja „Zabójczyni” rozgrywa się w IX-wiecznych Chinach. Nie Yinniang jest wychowaną i wyszkoloną w klasztorze morderczynią. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie zlikwidowania jednego z najważniejszych chińskich magnatów. Kierujące bohaterką współczucie nie pozwala fachowo wykonać zadania. W konsekwencji jej mentorka i przełożona w jednej osobie – Mniszka – nakazuje, aby pozbawiła życia własnego kuzyna.

„Zabójczyni” nosi znamiona melodramatu, dramatu społecznego, a momentami skromnego kina akcji, jednak trudno rozpatrywać poniższy film w jakiejkolwiek z wyżej wymienionych kategorii. Reżyser żongluje gatunkami i nie pozwala nam jednogłośnie określić zamysłu swoich działań. Ciekawym patentem są natomiast dominujące w filmie odgłosy natury. Świat opisany jest tu za pośrednictwem śpiewu ptaków, szumu wiatru i dźwięku stali. Jeśli już pojawi się jakiś dialog, to niewiele wnosi on do całego obrazu. Możliwe, że jest to spowodowane brakiem głównego bohatera. Tytułowa zabójczyni jest tylko jednym z trybików, a nie sercem napędzającym maszynę.

Podstawowym mankamentem filmu jest jego tempo – powolne, momentami wręcz senne. Obraz zdobył Złotą Palmę w Cannes dla najlepszego reżysera. Jury przyznające nagrody musiało chyba cierpieć na bezsenność. Każdy miłośnik kina liczy się z osobą  Hsiao-Hsien Hou, jednak nie ma co się oszukiwać – Palmę wręczono mu z sympatii do starych produkcji, a nie za tę kołysankę, jaką „Zabójczyni” bez wątpienia jest. Na wyróżnienie zasługuje jedynie tajwański operator – Mark Lee Ping Bin. Zdjęcia jego autorstwa są sztuką najwyższych lotów. Zarówno otwarta, górska przestrzeń jak i zamknięte, ciemne pomieszczenia bogatych domów są pierwszorzędnie wykadrowane, a bogactwo barw przyprawia o ciarki na plecach.

https://www.youtube.com/watch?v=9YHcUhGNUV0

„Zabójczyni” jest filmem przeciętnym. Świadczy o tym nie tylko brak fabularnego lidera, ale przede wszystkim senny klimat. Prawdą jest, że poszczególne kadry krzyczą emocjami, jednak w zestawieniu z powolnym tempem ich hałas zostaje całkowicie zagłuszony. Oczy mogą zobaczyć piękne rzeczy, ale czy przedwcześnie się nie zamkną?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pomóż nam

Strefa filmu

Repertuar kin

Zobacz na co warto iść do kina. Więcej »

Premiery

Nie zapomnij o najciekawszych premierach filmów. Więcej »

Informator

ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów, itp. Więcej »

Polecamy