fdc23b91b4ee22f4e5e01948180ed76a1Rozpoczynamy nowy cykl – wywiady z aktorami i aktorkami prezentującymi się na deskach łódzkich teatrów. Jako pierwszy Karol Puciaty, student ostatniego roku PWSFTviT.  Znany między inni z gry w spektaklach Tape i Instynkt gry. Pojawił się także w Barwach szczęścia, M jak Miłość i w Ojcu Mateuszu.

Rozmawiają: Agnieszka Malinowska i Aleksandra Tusińska

Grałeś jedną z najbardziej charakterystycznych postaci w spektaklu Tape. Powiedz w jaki sposób znalazłeś się w obsadzie? Był jakiś casting? Zostałeś wypatrzony na ulicy, tak jak w amerykańskich filmach?

Karol Puciaty: Tak, w kawiarni… A potem zostaje się wielkim gwiazdorem… (śmiech)  Nie. To jest zupełnie, zupełnie inna droga. Tekst sztuki poznaliśmy wraz ze znajomymi, m.in. z Konradem (przyp. Konrad Łaszewski-wcielił się w rolę Johna), z którym gram w spektaklu, już dosyć dawno temu. Na drugim roku mieliśmy zamiar zrobić coś z tym tekstem. Początkowo miał być to egzamin na trzecim roku, ale niestety nie wyszło…  Mimo wszystko chcieliśmy zrealizować sztukę, więc wzięliśmy sprawy w swoje ręce i próbowaliśmy zdobyć najpierw sam tekst, bo znaliśmy sztukę tylko poprzez film. Zakupiliśmy Tape w oryginale, za siedem euro, bo nie mogliśmy znaleźć nigdzie tłumaczenia na język polski. Podjąłem się tłumaczenia tegoż dzieła. Jakoś mi się udało i na czwartym roku mieliśmy  już w zamiarze zrobić to jako dyplom ze szkoły. To też nie wypaliło. Znaleźliśmy młodą reżyserkę z Warszawy, naszą znajomą, którą poznaliśmy w Łodzi podczas warsztatów, która zgodziła zrobić z nami Tape jako swój dyplom. Sprawy się trochę pokomplikowały i tak naprawdę nie był to dyplom szkolny, tylko projekt dodatkowy – nasza inicjatywa i reżyserki z Warszawy. Początkowo mieliśmy realizować całość w innym miejscu. Jednak wolałbym nie zdradzać w jakim…

Jeśli to jakaś tajemnica to oczywiście nie zdradzaj.

(Śmiech) Niestety tam się nie dogadaliśmy i kiedy już byliśmy w próbach Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi zgodził się udostępnić miejsce, scenę i pomógł, bardzo pomógł przy scenografii. Spektakl był tak naprawdę robiony po kosztach. Teraz jedno przedstawienie potrafi kosztować 100 tys. zł. Nasz kosztował, żeby nie skłamać, niecałe dziesięć, nie licząc praw autorskich, które pokryła szkoła. Założenie było takie, żeby zaraz po szkole spróbować samemu pójść do teatru, bo jeżeli teatr nie przychodzi po ciebie po szkole – czasy są bardzo trudne – spróbowaliśmy coś zrobić sami. Udało się, spektakl się spodobał dyrektorowi Zdzisławowi Jaskule i weszliśmy do repertuaru .

Czyli z Twoją rolą było zupełnie inaczej niż można sobie wyobrazić.

Tak, tak. To była duża przygoda.

Powiedziałeś, że z kolegą, który grał Johna znałeś się wcześniej. Z dziewczyną, która Wam partnerowała również? Na scenie wszystko wyglądało tak, jakbyście się naprawdę przyjaźnili. Wasza gra była bardzo naturalna.

Tak. Taki był zamiar – sztuka psychologiczna, więc chcieliśmy pokazać przede wszystkim relacje międzyludzkie prawdziwych osób, które wykreowaliśmy.

Czyli wszyscy razem studiujecie?

Tak, tak.

Spektakl Tape jest jeszcze na deskach Teatru Nowego?

Tak. Zaczęliśmy pracować nad nim w zeszłym roku. Mieliśmy pierwsze pokazy przedpremierowe z końcem czerwca 2012, ale ze względu na różne zobowiązania Teatru premiera została przesunięta dopiero na początek stycznia (przyp. premiera odbyła się 5 stycznia).

Widzowie jeszcze nie raz będą mogli spektakl obejrzeć?

Jjak najbardziej. Zapraszam serdecznie 29 i 30 stycznia, oraz 1, 2 i 3 marca. Teatr ciągle robi roszady ze spektaklami, ale jesteśmy w repertuarze, mamy prawa do tekstu, do tłumaczenia więc jeżeli tylko publiczność będzie na to przychodzić to Nowy powinien utrzymać nas w repertuarze.
 
A inne miasta też wchodzą w grę?

Póki co próbujemy „wkręcić” się na Festiwal Pierwszy Kontakt w Toruniu. To festiwal debiutów teatralnych. Myślę, że to pierwszy punkt docelowy, tak żeby wyjechać z Łodzi. Co dalej? Zobaczymy. Chcielibyśmy pojeździć ze spektaklem, szczególnie, że scenografia pozwala na to – jest dosyć mobilna.

Tape spodobał się w Łodzi, więc może spodoba się gdzie indziej…

Dokładnie. Dlaczego nie?

Skupimy się na szkole filmowej, bo jesteś już prawie absolwentem… Powiedz, ciężko było się dostać? Udało ci się za pierwszym razem, czy to była ciężka droga?

Czy ciężko się było dostać? Myślę, że tak. Sama ilość osób, które co roku przychodzą na egzaminy wstępne o tym świadczy. Jest to zawsze w okolicach tysiąca osób, które walczą o dwadzieścia parę miejsc. Obiektywnie mówiąc – myślę, że jest ciężko.

W takim razie jak wyglądała Twoja droga? Możesz nam opowiedzieć?

Skończyłem liceum w 2005 roku i już wtedy zdawałem do szkoły filmowej. Tylko do Łodzi. Nie wiem, może dlatego, że moja siostra studiowała w tym mieście medycynę.  Miałem punkt, o który mogłem się zahaczyć. Poza tym najbardziej chciałem zdawać właśnie tutaj. Po pierwszym etapie, który przeszedłem, byłem zmuszony, ze względów osobistych, zrezygnować z dalszej próby dostania się. Kolejny raz do filmówki zdawałem trzy lata później. Dałem sobie ostatnią szansę. Miałem gdzie wracać, studiowałem w Białymstoku, więc nie byłby to dla mnie jakiś wielki ból, gdybym się nie dostał. Stwierdziłem tylko, żeby nie „pluć sobie w przyszłości w brodę”, to spróbuję. No i jakoś wyszło (śmiech).

Ze swoich osobistych doświadczeń możesz potwierdzić, że PWSFTviT w Łodzi jest jedną z najlepszych szkół aktorskich w Polsce? Atmosfera, która tam panuje naprawdę jest taka niepowtarzalna, jak mówi wiele osób?

Myślę, że coś w tym jest. Mam dużo znajomych z różnych szkół i o tym, o czym wszyscy mówią, to przede wszystkim atmosfera egzaminów wstępnych, które już są pewnym etapem szkoły, jest najlepsza właśnie w Łodzi. Nie wiem na czym to polega, może właśnie w podejściu samych studentów, którzy pomagają mocno kandydatom, ale też… no nie wiem, wszyscy mówią, że tutaj najlepiej się bawili, że byli najmniej zestresowani. Może coś w tym jest… może przekłada się to też na późniejszą naukę w szkole, bo same poziomy uczelni bardzo ciężko jest porównać.

Nie żałujesz tej decyzji?

Nie, nie żałuję. Zastanawiałbym się gdybym miał zdawać jeszcze raz, czy bym to zrobił, bo jest to dosyć ciężki kawałek chleba, szczególnie po szkole.

Ale Tobie się udało…

Tak myślę. Jestem dopiero na początku tej trudnej drogi. Każdy, kto dostaje się do szkoły czuje się jakby urosły mu skrzydła – „Jestem najlepszy i teraz świat stoi przede mną otworem”. Potem jednak następuje weryfikacja.

Szkoła filmowa jest generalnie bardzo zajmująca…. Zajęcia od rana do wieczora, masz czas na życie prywatne?

Właśnie o tym mówiłem, myśląc, że gdybym miał zdawać drugi raz, to zastanowił bym się, bo jest to bardzo duże wyrzeczenie. Zajęcia od poniedziałku do niedzieli, od rana do wieczora.

Chciałbyś skupić się jednak na scenie teatralnej, czy pójść w kierunku telewizji?

Jak najbardziej chciałbym działać w teatrze, bo teatr moim zdaniem, dla aktora to jest jedyne miejsce, w którym może się dalej rozwijać. Na planie filmowym czy w telewizji pracuje się zupełnie inaczej. Myślę, że każdy aktor powiedziałby to samo, po szkole, że chce grać w teatrze. Żeby nie tracić połączenia ze sztuką. Ciężko teraz nazwać cokolwiek w telewizji sztuką.

Jakbyś dostał taką naprawdę ciekawą rolę do zagrania w telewizji?

Oczywiście, jedno nie wyklucza drugiego. Każdy musi jakoś żyć. Zarabia się jednak w telewizji, a w teatrze jest się dla idei. Takie są teraz warunki. Tak to działa.

Na koniec powiedz jakie są Twoje plany zawodowe? Czy jest coś na czym chciałbyś się najbardziej skupić? Dokończenie studiów to najważniejsze, ale jak skończysz te studia to co będziesz robił?

Tak naprawdę studia kończą się z końcem czwartego roku. Ten semestr, na którym się teraz znajduję, to czas na napisanie pracy magisterskiej. Teraz każdy magister musi mieć napisaną pracę teoretyczną, nawet jeśli nasze studia są czysto praktyczne. A na czym chce się skupić? Przede wszystkim chce znaleźć swoje miejsca gdzieś w teatrze. Jeden spektakl tu, jeden tam – fajnie, cieszę się, ale trzeba dalej brnąć ku scenie. Tłumaczę następną sztukę, bo może znowu coś uda się samemu zrobić. Potem próbować gdzieś to sprzedać. Czemu nie? Myślę, że w obecnych czasach to też jest dobra droga.

Wiążesz swoją przyszłość z jakimś konkretnym miastem? Łódź?

Mieszkam na stałem w Warszawie. Od września. Tak wyszło, chociaż i tak częściej jestem w Łodzi, niż tam.

Warszawa to jednak większe pole do popisu…

Tam jest rynek, są castingi, jest najwięcej teatrów. Ale jak wspomniałem, z teatrami jest ciężko.

W Łodzi jest mniejsza konkurencja, tu jest mniej „aktorów”…

Studenci po szkole jeżdżą po wszystkich miastach, także do Łodzi, więc konkurencja wszędzie jest taka sama. Na przykład w poniedziałek jadę na rozmowę do Zielonej Góry. Nigdy tam nie byłem, więc dla mnie to jest już koniec świata.

Czyli zawód aktora wymaga duszy podróżnika?

O tak… Mocno na walizkach, cały czas.

A gdybyś dostał prace w teatrze gdzieś na końcu świata, to co, pojechałbyś?

No pewnie! (śmiech)

Odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu…

Tak, tak… Gdyby to było coś bardzo interesującego, to pewnie, oczywiście.
 
Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy powodzenia.

Dziękuję również.

/fot.prom.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
033a
Topografie Ludzkie zaprezentowane w OFFicynie (foto)
25012013_059
Kabaret Bi-Ba-Bo – Miłość ci wszystko wybaczy (foto)
teatrwizualizacja
Teatr Muzyczny szuka logo
1 Komentarz
  • 22 maja 2017 at 08:28

    Super strona i jeszcze lepszy artykuł. Ciekawy, przemyślany,
    nowatorski. Czekam na więcej

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*