10270787_355691334605596_5230392376191503296_nPo krótkiej przerwie powracamy do Was z cyklem „Za sceną”. Młody, zdolny, zdeterminowany! Ze świetnie zapowiadającym się aktorem młodego pokolenia- Jakubem Sokołowskim – rozmawia Agnieszka Malinowska.

Agnieszka Malinowska: Kuba, jesteś świeżo upieczonym absolwentem Krakowskiej Szkoły Teatralnej…

Jakub Sokołowski: Tak, to prawda. W tym roku skończyłem studia i na początku grudnia obroniłem się  na czwórkę.

AM: W takim razie gratulacje. Powiedz, skąd właściwie wziął się u Ciebie pomysł  na aktorstwo?

JS: Sześć, a może siedem lat temu poszedłem na warsztaty teatralne do domu kultury. Nie pamiętam dlaczego się na to zdecydowałem, ale poznałem tam świetnego pedagoga i aktorkę zarazem, która dobrze mnie pokierowała. To była Aldona Jankowska. Później na mojej drodze pojawił się jeszcze Wojtek Terechowicz, a później to już prosto do PWST.

AM: Rozumiem, że to właśnie z aktorstwem wiążesz swoją przyszłość?

JS: Nie chciałbym odpowiadać w wyświechtany sposób, że „nie umiem nic innego”, bo to nie prawda (śmiech). Taką obrałem sobie drogę i nie mam zamiaru z niej zbaczać. Mam nadzieję, że powoli będę dążył do swoich celów.

AM: Wybrałeś krakowską PWST. Dlaczego Twój wybór nie padł na tak osławioną łódzką Filmówkę?

JS: Każda państwowa szkoła ma swoje zalety i plusy. W życiu często dzieje się tak, że ten wybór nie zależy od nas, tylko od tego gdzie akurat uda nam się dostać. A poza tym, Kraków to moje rodzinne miasto.

AM: Aktorstwo to ciężki zawód, okupiony błyskiem fleszy i krzykliwym światkiem show biznesu. Nie ma tam raczej miejsca na przyjaźnie i trwałe związki. Nie obawiasz się tego?

JS: Masz rację, zgadzam się, że to ciężki zawód, ale powiedzmy sobie szczerze- górnik chyba  ma gorzej (śmiech). A o przyjaciół się nie martwię. Na szczęście – mam swoich. Oczywiście, to też nie oznacza, że zamykam się na ludzi, wręcz przeciwnie – jestem otwarty na nowe rzeczy. A jeśli chodzi o show biznes- nie byłem jeszcze na pudelku więc nie mam kłopotu z błyskaniem fleszy (śmiech).

AM: Jeszcze (śmiech). No właśnie, a widzisz siebie w przyszłości w telewizji czy na deskach teatrów?

JS: Wydaje mi się, że mamy w Polsce jeszcze ten komfort, że nie musimy się deklarować do tego, gdzie chcemy grać. Powiem Ci, że uwielbiam grać na scenie, ale i przed kamerą dobrze się czuję. No i mam nadzieję, że nie będę musiał być zmuszony podejmować takiej decyzji.

AM: Miałeś przyjemność współpracować z doświadczonymi aktorami, np.: w serialu „Prawo Agaty” czy w filmie „Dzień Kobiet”…

JS: Tak, tak… grałem epizod w „Dniu Kobiet” z Katarzyną Kwiatkowską i muszę przyznać,  że było bardzo profesjonalnie, chociaż nie wydaje mi się, żeby ona to pamiętała… Wtedy, to był mój pierwszy film… Ale właściwie nikt nie miał do mnie dużych zarzutów. Tak sobie myślę, że chyba zawsze pamięta się swój pierwszy film.

AM: Na pewno to duże przeżycie. Porozmawiajmy o teatrze. 13 września miała miejsce premiera spektaklu, w którym można zobaczyć Cię u boku świetnej aktorki młodego pokolenia- Karoliny Chapko. „Romeo i Julia 1939” to totalna klasyka. Jak się czujesz w takim repertuarze?

JS: Muszę powiedzieć, że na początku było mi ciężko… Tytułowa rola, wiersz, sceniczny debiut. Na szczęście, miałem bardzo życzliwy i pomocny zespół w teatrze. Trudne było dla mnie to, że mieliśmy dwie Julie i obydwie są totalnie inne! To było dla mnie strasznie duże wyzwanie, bo na jednej próbie gra się tak, a na drugiej znów inaczej. Myślę, że widownia wszystko zweryfikuję, ale nieskromnie powiem, że słyszałem pozytywne opinie.

AM: Będzie można zobaczyć Was w innych miastach?

JS: Miejmy nadzieję. Reżyser ma plany wysłać nas na festiwale, ale niestety- z tak dużą obsadą zawsze jest kłopot.

AM: Wiem, że próby do spektaklu były okupione ciężką pracą. Miesięczny obóz przygotowawczy pewnie nie sprawił problemów takiej wysportowanej osobie jak
Ty (śmiech)?

JS: (śmiech) Faktycznie, byłem już po miesiącu pokazów nad morzem z naszą grupą więc można powiedzieć, że byłem w formie… ale powiem Ci, że i tak nie było lekko. Grzegorz Suski, który prowadził obóz, to naprawdę tytan pracy (śmiech).

AM: Nie mogę Cię nie zapytać o teledysk do utworu „Jeden Moment” (w wyk. K2 ft Buka).  Jak wspominasz pracę na planie tego rodzaju?

JS: Powiem Ci, że było zupełnie inaczej niż dotychczas miałem okazję pracować. Mieliśmy zaplanowanych kilka ujęć, takich jak na przykład skok ze spadochronem, jazda WRC albo Supermoto, ale reszta? To była wielka improwizacja (śmiech). Chodziliśmy po mieście z Sylwią Borowską i robiliśmy głupoty. Było fajnie (śmiech).

AM: Odnajdujesz się w takim klimacie muzycznym?

JS: Od siedmiu lat tańczę break-dance więc kultura hip-hop jest mi bardzo bliska. Mam nawet kilku swoich ulubionych polskich wykonawców. Ale na co dzień słucham raczej innych klimatów, no na przykład Melody Gardot.

AM: Tekst piosenki i teledysk poruszają ważne kwestie. Stworzyłeś sobie taką „awaryjną listę rzeczy do wykonania”?

JS: A wiesz, że faktycznie zrobiłem? Ale w głowie… i to jeszcze przed kręceniem teledysku. Na pewno widziałaś film „The Bucket List” z Freemanem i Nicholsonem?

AM: Tak… Komedia, która porusza kwestię śmierci… Ciekawe połączenie (śmiech).

JS: Dokładnie… A teledysk był właśnie inspirowany tym filmem.
 
AM: Kuba, Twoje demo robi wrażenie. Jesteś wszechstronnie utalentowany 🙂 Grasz, tańczysz, żonglujesz, słyszałam też, że nieźle śpiewasz! Czy jest coś, czego
nie potrafisz :)?

JS: Z tym śpiewaniem to bym nie przesadzał, ale powoli się uczę (śmiech). W sumie to faktycznie- oprócz aktorstwa zajmuje się jeszcze kilkoma innymi rzeczami. W wakacje na przykład wyjeżdżam z chłopakami w trasę po Polsce. W różnych miastach robimy pokazy taneczno-akrobatyczne na ulicach. Naszą grupę nazwaliśmy „Śpiewające Trampki” (śmiech). Zapraszam.

AM: W takim razie wiem już, co robisz w wolnym czasie (śmiech). A jak odpoczywasz od aktorstwa i całego tego zgiełku sceny?

JS: Powiem Ci szczerze, że nienawidzę od tego odpoczywać… Czuje się wtedy jak dziurawa dętka (śmiech). Jestem jeszcze młody i dopóki będę miał energię, to chciałbym pracować jak najwięcej! Ale jeśli już faktycznie mam sporo wolnego czasu, to poza wyjazdami z chłopakami, często nadrabiam też zaległości z klasyki kina, no albo oglądam Top Gear (śmiech).

AM: Kto Cię inspiruje?

JS: Pewnie nie będę oryginalny, chyba każdy ma osobę, na której się wzoruje. Mógłbym się długo nad tym rozwodzić więc powiem Ci tylko tak: Christoph Waltz.

AM: Dziękuję za rozmowę i oczywiście życzę samych radości podczas nadchodzących Świąt 🙂

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Julian_wieewski_Grand_Prix_Festiwalu
Werdykt 32. Festiwalu Szkół Teatralnych
IMG_0895
Dotknij Teatru w Łodzi – informacje
Rutka Teatru Lalek Arlekin z dwiema nagrodami Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*