Rewicz_-_fotos_2

Chcesz zostać przeżuty i wypluty w jak najbardziej pozytywnym tych słów znaczeniu? Wybierz się na „Z Różewicza dyplom” Teatru Studyjnego PWSFTviT w Łodzi.

Studenci IV roku roku „łódzkiej filmówki” pod przewodnictwem Zbigniewa Brzozy postanowili pobawić się w podchody przy pomocy tekstów Różewicza. Wykorzystując dramaty takie jak  „Grupa Laokoona”, „Świadkowie, albo nasza mała stabilizacja”, „Dzidzibobo czyli miłość romantyczna czeka już pod drzwiami”, czy też między innymi „Co tu macie. Na punkcie skupu makulatury”, owijają sobie widzów wokół palca, swobodnie, niczym gumę do żucia.

Zaczyna się niby niepozornie. Na widowni wieje pustkami. Na scenie spokojnie. Ale z każdą minutą ta maszynka zaczyna się nakręcać coraz bardziej i ukazywać swoje piękne mechanizmy. A potem już nie chce się, by się zatrzymała.
 
Nie mam na celu niezasłużenie gloryfikować tego przedstawienia, ale choćbym i chciała to narzekać nie ma na co. Bo kwintesencję wszystkiego udało się tutaj uzyskać. Jest dużo śmiechów, mnóstwo absurdów, toż to wszak Różewicz. Ale umiejętnie łączy się to z przeżuwaniem bólu, niedopasowaniem, grozą monotonii codzienności. W niespójności tu siła, w skakaniu po tematach, scenach. Łapie się widza i wrzuca go na karuzelę, która w żadnym wypadku nie prowadzi do mdłości. Aktorzy prezentują pełne spektrum swoich możliwości, są swobodni, szalenie uzdolnieni, czuć, że znajdują się w odpowiednim miejscu, że są świadomi swojej roli i przeznaczenia. Bawią się słowami, formą, niektórzy swym ciałem. Ważna odnotowania jest także cisza, która w moim odczuciu jawi się jako ważny element spektaklu. Pozwala się jej tutaj bowiem rozbrzmiewać, dzięki czemu nasyca ona jeszcze bardziej wypowiadane kwestie.

I nie jest to wszystko tak lekkie, jakby się wydawało, nie jest to łatwe, ale przecież o to chodzi. O szczerość, zabawę konwencją, zaprzyjaźnianie się z widzem, zabieranie go na drugą stronę lustra. Wyśmiewa się tutaj cały teatralny patos, nadęcie. Nie stoi to jednak na drodze do smacznego i wartościowego produktu końcowego.

Jedyne, czego mogę sobie i aktorom życzyć to, by z przedstawienia na przedstawienie, miejsc pustych pozostawało coraz mniej. Krzywdę wielką wyrządzi sobie bowiem każdy, kto na sztukę się nie uda.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Alicja42
Alicja w krainie czarów w Arlekinie – recenzja
spiski_-_foto_bartlomiej_dmochowski_20121029_1644046807
Spiski w Teatrze Powszechnym – recenzja
szkolazon
XXI MFSPiN: Szkoła żon – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*