zdalekaodzgielkuW 1967 roku brytyjski reżyser – John Schlesinger nakręcił film „Z dala od zgiełku” z Julie Christie, Alanem Batesem, Peterem Finchem i Terencem Stampem w rolach głównych. Obraz odniósł duży sukces zarówno finansowy, jak i artystyczny, o czym świadczą trzy nominacje do Złotego Globu w kategoriach najlepszy dramat, najlepszy aktor w roli głównej, najlepsza aktorka w roli drugoplanowej oraz nominacja do Oscara w kategorii najlepsza muzyka oryginalna. Po prawie pięćdziesięciu latach ktoś wpadł na pomysł zrobienia remake’u. Ciekawe, po co?

„Z dala od zgiełku” to ekranizacja słynnej powieści Thomasa Hardy’ego, opowiadająca o losach spadkobierczyni fortuny – Bathsheby Everdene, która, targana emocjami, nie jest w stanie stwierdzić, któremu z trzech adoratorów oddać swoje serce. Pierwszym z nich jest prosty, ale dobroduszny pasterz – Gabriel. Drugi mężczyzna to dużo starszy od panny Everdene bogacz William. Natomiast kobiecarz i hulaka – sierżant Francis Troy zamyka ten tercet absztyfikantów.

Twórca filmu „Polowanie” – Thomas Vinterberg nie miał łatwego zadania. Remake ma to do siebie, że przy naprawdę udanej wersji oryginalnej, jaką bez wątpienia jest film Schlesingera, ciężko jest stworzyć coś równie dobrego. Na uwagę zasługuje przede wszystkim Carey Mulligan, której rola nie ogranicza się do odwzorowania kreacji Julie Christie. Młoda aktorka idealnie balansuje pomiędzy chwilowym zauroczeniem a dojrzałym zdecydowaniem. Z początku wydaje się nieśmiałą, prostą dziewczyną, na której barki spadł ciężki grad nieszczęśliwych wypadków. Po głębszym rozważeniu za i przeciw, postać grana przez Mulligan nabiera pewności siebie. Nie jest to już zbłąkana dziewczynka dryfująca gdzieś we mgle.



   
Męska część obsady stara się dotrzymać kroku świetnej Mulligan, jednak ten karkołomny wyczyn udaje się jedynie Michaelowi Sheenowi. William Boldwood w jego wykonaniu jest człowiekiem o wielkim sercu i pomimo posiadanych zasobów finansowych uczucia stawia na pierwszym miejscu. Aktor doskonale wyważył proporcje, przez co za jakiś czas może być zatrudniany głównie do tego typu ról.
   
W ogólnym rozrachunku dostajemy dobry melodramat ze świetną obsadą i trafnymi maksymami. Najlepsza z nich brzmi: „trudno wyrazić kobiecie uczucia słowami wymyślonymi przez mężczyzn”. W filmie Roberta De Niro „Prawo Bronxu” bohater grany przez Chazza Palmintieri mówi do swojego młodego wspólnika, że mężczyzna spotyka w życiu trzy znaczące kobiety. Jedni spotykają je w pewnych odstępach czasu, a drudzy w tym samym momencie. Podobnie ma się rzecz u Bathsheby Everdene. Spotkała w jednej chwili trzech najważniejszych mężczyzn i naprawdę długo zajęło jej wybranie najlepszego z nich.

Jeśli zestawić remake „Z dala od zgiełku” z oryginałem, to nowsza wersja wydaje się być jedynie namiastką tego, co prawie pięćdziesiąt lat temu budziło zachwyt i uznanie. W dzisiejszych czasach brakuje dobrych kostiumowych melodramatów. Ten jest dobry, ale czy potrzebny?

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
podajmidlon
Podaj mi dłoń – recenzja
ycie_to_jest_to
Życie to jest to – recenzja
Zimna wojna – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*