Wyczerpani_6_Magda_Hueckel

Inspiracją dla spektaklu zrealizowanego przez Nowy Teatr w Warszawie była postać Shannon Michelle Wilsey, znana bardziej pod artystycznym pseudonimem Savannah. Niestety, mimo tytułu sztuki Wyczerpani, twórcy przedstawienia zdecydowanie nie wyczerpali tematu, a dosadniej mówiąc nawet się nim nie zajęli.

Savannah zagrała w ponad stu filmach i stała się jedną z najpopularniejszych aktorek porno. Popełniła samobójstwo w wieku 23 lat. Sam pomysł na przedstawienie dość ciekawy – realizacja typowa dla współczesnego teatru – miałka i efekciarska.

Wiele krzyków, pląsów, ruchu, gry świateł, efektów wideo i dźwięków perkusyjnych (jakże popularnych w nowoczesnych aranżacjach – przykład oscarowy Birdman). Dwie famme fatale – Marlena Dietrich (Ewa Dałkowska) i Savannah (Agnieszka Żulewska). Żyją w niematerialnym świecie, gdzie istnieje jedynie kult ciała. W świecie, w którym wszystko opowiada się mediom, gdzie „piękni nie będą mogli być nieszczęśliwi”. Wszyscy oczekują na to „coś”, co nigdy nie nadejdzie. Ciało jako forma sztuki, jako mięso, jako karta przetargowa, czy też narzędzie pracy. I… niestety nic więcej od Wyczerpanych nie otrzymamy.

Kiedy aktorzy w psychopatyczny sposób biegają po scenie zabierając znacznie czas sztuki, to znak, że spektakl będzie zły i taki pozostanie. To praktycznie sprawdza się za każdym razem. Wyczerpani są takim złym spektaklem, wydmuszką, z której reżyser i choreograf, Claude Bardouil, nie wyciągnął chociażby kropli esencji. Nawet w sferze ruchu można było mieć wiele zastrzeżeń, tu też nie osiągnięto zamierzonych rezultatów.

joomplu:87961

Pomysł był ciekawy, zderzenie dwóch famme fatale również. I nic za tym nie idzie. Kilka ciekawych układów choreograficznych, niewielka liczba monologów i poza tym pustka – brak głębi postaci, brak fabuły, brak spełnienia oczekiwań.

Wyczerpani to współczesny teledysk stacji MTV, która nie puszcza już teledysków. Pusty, kolorowy, nieco drapieżny (zdecydowanie zbyt mało drapieżny), wychodzący z pewną propozycją, która nie spełnia oczekiwań widza. Zapewne był to najsłabszy spektakl prezentowany w ramach tegorocznego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Poza tym trwał niecałą godzinę, chociaż w informacjach, również na stronie Teatru, czas trwania jest o dwadzieścia minut dłuższy.

Na zakończenie warto przypomnieć sobie skecz Kabaretu „Limo” związany ze współczesną realizacją jasełki. I nic więcej nie trzeba dodawać.

/fot. mat.pras. Magda Hueckel

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
hotelminister
Hotel Minister w Teatrze Powszechnym – recenzja
13
Pomoc Domowa w Powszechnym – recenzja
jajo_weza_64
Jajo węża w Teatrze Jaracza – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*