wyspakukurydzyIstnieją filmy, które mimo bardzo spokojnego, a wręcz ślimaczego tempa narracji, paradoksalnie potrafią porwać widza. Do tej grupy zaliczyłbym Wyspę Kukurydzy – zdobywcę Kryształowego Globu na festiwalu w Karlowych Warach i gruzińskiego kandydata do tegorocznych Oscarów.

Dwójka bohaterów – starzec (İlyas Salman) i dorastająca dziewczyna (Mariam Buturishvili), najprawdopodobniej jego wnuczka, osiedlają się na jednej z żyznych wysp, utworzonych przez nurt kaukaskiej rzeki Inguri. Powód, dla którego się tam pojawiają, jest prozaiczny   – muszą zasiać i zebrać kukurydzę, której plony umożliwią im przetrwanie zimy.

Pech chciał, że rzeka stanowi granicę między dwoma skonfliktowanymi terytoriami – Abchazją i Gruzją. Z tego powodu szum płynącej wody co jakiś czas mącą wystrzały i odgłosy eksplozji – tak bowiem brzmiała melodia codzienności lat 90. XX wieku w tamtych rejonach. Równolegle toczą się więc dwie wojny – jedna prowadzona na karabiny i granaty, i druga, gdzie oręż stanowią łopaty i widły.

Starzec, traktując żołnierzy obu stron z jednakowo grzeczną obojętnością, demonstruje swoją opinię na temat sensu, a raczej bezsensu, terytorialno-politycznych sporów. Jemu wystarczy jego kawałek ziemi, własny wolterowski ogródek. Parafrazując Wyspiańskiego (zbieżność nazwiska z tematyką zupełnie przypadkowa), można by powiedzieć – Niech na całym świecie wojna, byle kukurydziana wyspa spokojna. Niestety – przestrzeń bohaterów, za sprawą pojawienia się w niej rannego żołnierza, zostaje pozbawiona swojej neutralności. Jego obecność nie jest obojętna dla głównej bohaterki, która odbywa swoją własną krucjatę – zmaga się z budzącą się w niej kobiecością.

https://www.youtube.com/watch?v=b5Fc9ydpP_Q

Mimo toczącej się „tuż obok” wojny, obraz emanuje spokojem. Momentami cierpliwość widza zostaje nawet wystawiona na ciężką próbę, gdyż szczegółowości, z jaką ukazana jest rolnicza rutyna – od przekopywania ziemi po podlewanie roślin – nie powstydziłby się sam Reymont. Ostatecznie okazuje się jednak, że linia dzieląca życie w zgodzie z naturą od walki z nią jest naprawdę cienka.

Sędziwy mentor i młodsza uczennica to schemat dobrze znany, chociażby z filmu Leon Zawodowiec czy Mistrz i Małgorzata. Jednak w tym wypadku relacja ta ma dość nieszablonowy charakter. Scenarzyści (gruzini George Ovashvili i Nugzar Shataidze oraz holender Roelof Jan Minneboo) wzięli sobie do serca powiedzenie głoszące, że „milczenie jest złotem”. Dialogi w Wyspie Kukurydzy (a może nawet na Wyspie Kukurydzy) dałoby się policzyć, używając palców jednej ręki. To językowe skąpstwo może nieco przytłoczyć współczesnego widza, przyzwyczajonego do wszechobecnego wrzasku, ale jednocześnie zmusza do samodzielnej refleksji i analizy tego, co dzieje się na ekranie. Tym właśnie zostałem urzeczony – ciszą.

Mia z Pulp Fiction powiedziała, że wyjątkowi ludzie to ci, którzy potrafią milczeć. I sądzę, że w tej kwestii zgodziliby się z nią mieszkańcy wyspy.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
locke
Locke – recenzja
podroznastostop
Podróż na sto stóp – recenzja
tylkobog
Tylko Bóg wybacza – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*