wypiszwymaluj„Wypisz, wymaluj… miłość”, dzięki okropnemu polskiemu tłumaczeniu tytułu, w pierwszym kontakcie dociera do świadomości jako kiczowata i lukrowa komedia romantyczna. Na szczęście, gdy zaryzykować i obejrzeć, można się miło zaskoczyć.

Jest to komedia romantyczna – fakt ten faktem pozostanie. Warto jednak odnotować, że trzecim z filarów – oprócz miłości oraz scen naznaczonych uśmiechem i łzą – jest tutaj wątek filozoficzny pod postacią walki słów i obrazów. Dzięki temu reżyser Fred Schepisi wraz ze scenarzystą Geraldem Di Pego, chociaż nie stworzyli arcydzieła odmieniającego żywoty widzów, spłodzili film, który łącząc dobre z pożytecznym, ma możność spodobać się szerokiemu gronu widzów, jednocześnie trochę mądrych rzeczy do głowy wkładając. Z pewnością nie porywałabym się na stwierdzenie z plakatu, iż jest to „nieprzeciętnie błyskotliwa komedia romantyczna”, jednak nadal pozostaję ukontentowana, że na temat wiodący wybrano wojnę epistemologiczno-estetyczną. Bój pomiędzy wyrazami a obrazami wydaje się być bowiem nierozwiązywalny, wciąż żywy, tętniący, ewokujący wiele emocji. Pamiętam, że sama próbowałam toczyć spory tej maści – wszystkie kończyły się brakiem konsensusu i pianą z ust toczoną po obu stronach.

Dobrą monetą tego filmu są też aktorzy – Juliette Binoche wraz z Clivem Owenem tworzą wyrazistą parę głównymi bohaterów. Nie są wypchanymi słomą kukiełkami z przyklejonymi na ustach sloganami o sztuce dla sztuki. Żyją, czuć krew tłoczoną przez ich żyły.

Tu jednak wychwalanie będzie miało swój kres. Gdy ktoś chce wypełnić sobie popołudnie i nie ma zbyt wielkich oczekiwań „Wypisz, wymaluj… miłość” pewnie go zadowoli. Kąciki ust do góry powędrują odpowiednią ilość razy, tyle samo łezka w oku się zakręci, a i westchnąć będzie można. Ale na wywroty liczyć nie należy, nic tutaj nie zdziwi, nie wyprowadzić świeżych wniosków, nie spuentuje intrygująco. Miły wypełniacz czasu – owszem, ale niestety nic więcej.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
czarnywegiel
Czarny węgiel, kruchy lód – recenzja
koszmarzulicywiazow
Koszmar z ulicy Wiązów 2010 – recenzja
Rodziny się nie wybiera – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*