probyogniaRok po dość ciekawej ekranizacji bestsellerowej powieści Jamesa Dashnera na ekranach kin pojawia się kontynuacja Więźnia Labiryntu. Niestety Próby ognia nawet w połowie nie dorównują świeżością pierwszej części opowieści o Thomasie i grupie jego przyjaciół.

Bum na powieści s-f skierowane do młodszego odbiorcy trwa w najlepsze. Niezłe notowania historii opowiedzianych na podstawie książkowych, tudzież komiksowych, pierwowzorów – Igrzysk śmierci, serii Niezgodna czy też Gry Endera (która, mam nadzieję, będzie jednak kontynuowana), a także wspomnianego Więźnia labiryntu. Naprawdę jest w czym wybierać.

Każda z powyższych produkcji na pewno zrealizowana jest z iście hollywoodzkim rozmachem – niezłe efekty wizualne i sporo widowiskowych scen. W każdej pojawia się cała gromada młodych, uzdolnionych aktorów (w Próbach są to m.in. Dylan O’Brien, Kin Hong Lee, Kaya Scodelario i Thomas Brodie-Sangster), którym wtórują „starzy wyjadacze” (Aidan Gillen, Lili Taylor, Patricia Clarkson czy Giancarlo Esposito). Każda z powyższych produkcji ma także ma swoich fanów, jak i przeciwników, głównie ze względu na sporo nierówności pojawiających się w kolejnych odsłonach sag. Tu jest podobnie.

W warstwie fabularnej odbiorca otrzymuje ekranizację Próby ognia połączoną z kilkoma elementami znanymi z Leku na śmierć (w kinach w 2017 roku). Niestety, o ile pierwsza część Więźnia była lekkim powiewem świeżości, to w Próbie mamy do czynienia z wyłącznie wieloma kalkami z postapokaliptycznych filmów czy też survival movies. Bohaterowie nadal uciekają przed tajną organizacją DRESZCZ, w dodatku muszą walczyć z pseudozombie próbując dostać się pod skrzydła rebeliantów. I tyle. Plus kilka braków logiki w narracji i mnóstwo nużących scen. W skrócie rzec ujmując – dostajemy produkt o klasę niższą od „jedynki”. Trudno się temu jednak dziwić, zazwyczaj środkowa cześć opowieści jest tą najgorszą (chociażby tolkienowskie Dwie wieże). Należy z uporem czekać na, miejmy nadzieję, niezłe zakończenie.

Próby sił spodobają się „psychofanom” twórczości Dashnera i wielbicielom talentu aktorskiego O’Briena. Inni wyjdą z projekcji z bardzo mieszanymi, raczej negatywnymi odczuciami. Wes Ball stworzył bardzo wtórny obraz skierowany do raczej młodszego, niezbyt wymagającego widza, który być może nie widział czy to Mad Maxa, czy też Ucieczki Logana. Szkoda, bo pierwsza część obiecywała niezłą kontynuację. A tak otrzymaliśmy wtórny amerykański blockbuster, o którym szybko się zapomni.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
synszawla
Syn Szawła – recenzja
mapadzwiekowtokio
Mapa dźwięków Tokio – recenzja
ratujacpanabanksa
Ratując Pana Banksa – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*