witajciewklubie

Jeśli spośród sześciu nominacji do Oscara film zdobywa trzy statuetki, to oznaka dobrego i godnego uwagi obrazu. Z czystym sumieniem za taki mogę uznać Witaj w klubie Jeana-Marca Vallée – tegorocznego laureata Oscara. Opowiedziana historia z pewnością poruszy każdego widza, jednak na szczególną uwagę i ogólny zachwyt zasługuje „wyczyn” aktorski Matthew McConaughey’a oraz Jareda Leto.

Głównym bohaterem jest Ron Woodroof (McConaughey) – wielbiciel rodeo, erotoman, homofob, elektryk z zawodu, który nie stroni od narkotyków i alkoholu. Jego życie skupia się przede wszystkim na doraźnych rozrywkach i prymarnych uciechach. Wygląd Rona natychmiast konotuje myśli z brakiem sił i krążącą w powietrzu chorobą. Okazuje się, że Ron jest nosicielem wirusa HIV. Ron nie jest w stanie przyjąć do wiadomości wyroku śmierci. Lekarze wprost oznajmiają mu, że pozostało mu trzydzieści dni życia. Nie można się dziwić reakcji Rona, ponieważ żadna osoba z początku nie przyzna się do popełnionych win, które stały się źródłem choroby. Jednak, w przypadku Rona źródłem tym jest pewnego rodzaju ograniczenie, które tkwi w jego homofobii. Bowiem, Ron uważa, że nosicielami wirusa HIV są jedynie homoseksualiści. Nie bierze pod uwagę innych przyczyn zakażenia, czyli współżycia bez zabezpieczenia z osobą biorącą narkotyki. Kiedy prawdy nie jest już w stanie odrzucić, postanawia walczyć o swoje życie.

Pierwszym krokiem jest szukanie pomocy u lekarzy. Chce poddać się nowej terapii, mającej na celu sprawdzenie na wybranych pacjentach zakażonych wirusem HIV, nowego leku. Kiedy jego prośba zostaje odrzucona sięga do nielegalnych źródeł, pozwalających na dotarcie do nowego medykamentu… który z biegiem czasu okazuje się być niekorzystnym dla zdrowia osób walczących o życie. Dlatego Ron rozpoczyna boje na własną rękę – już nie tylko o swoje życie, ale i życie innych zakażonych osób. Wśród nich jest Rayon (Jared Leto), transseksualista, który wchodzi w spółkę z Ronem i zakłada klub, mający na celu półlegalną „dystrybucję” leków dla nosicieli HIV. Okazuje się, że są one o wiele skuteczniejsze od tych, które podawane są w szpitalach dzięki umowom z bogatymi koncernami farmaceutycznymi.

To jeden z problemów poruszonych w tym filmie, czyli konflikt pomiędzy polityką koncernów farmaceutycznych, których leki nie przynoszą pożądanych efektów, zaś pogarszają zdrowie pacjentów, a sprawą śmiertelnie chorych ludzi, chcących za wszelką cenę opóźnić wyrok śmierci. Nawet sąd wie, że walka Rona o dostęp do leków faktycznie pomagających chorym jest słuszna, jednak w świetle prawa jest nielegalna… Drugi problem jest znacznie bardziej wartościowy, bowiem chodzi o postać Rona i jego przemianę. Pomimo bardzo szybko nadchodzącej wizji śmierci, dopiero teraz jego życie nabiera większej wartości. Do tej pory homofob, zaś później przyjaciel transseksualisty. Wcześniej niezdający sobie w ogóle sprawy ze znaczenia swojego istnienia, teraz usilnie i niestrudzenie walczący o nie i inne ludzie losy, zmierzające ku śmierci.

Witaj w klubie to film niebywale przykuwający uwagę widza ukazaną historią (opartą na faktach), zaś przede wszystkim niebywałymi kreacjami aktorskimi. Matthew McConaughey, kojarzony do tej pory przede wszystkim z miałkimi komediami romantycznymi, staje się teraz wyrazistą osobowością aktorską, która należycie została doceniona przez Akademię Filmową za postać Rona (Oscar za pierwszoplanową rolę męską). Nie mógł zostać pominięty również Jared Leto, wcielający się w rolę transseksualisty (Oscar za drugoplanową rolę męską), którego postać Rayona, ukazująca się u boku Rona, tworzy bardzo dobry, humorystyczny oraz ironiczny duet. Krótko rzecz ujmując: film, który warto zobaczyć.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
przebaczeniekrwi
Przebaczenie krwi – recenzja
krolowielata
Królowie lata – recenzja
hugo
Hugo i jego wynalazek – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*