wirtualnawojnaNa ekrany kin wszedł niedawno dokumentalny film Jacka Bławuta pod tytułem Wirtualna wojna. Jest to premiera o tyle nietypowa, że miała ona miejsce ponad pół roku po telewizyjnej (na kanale HBO). Z pewnością jest to tytuł, na który warto zwrócić uwagę nie tylko, jeśli jest się miłośnikiem kina dokumentalnego.

Wirtualna wojna opowiada o grupie ludzi grających przez Internet w IL-2 Sturmovnik. Reżyser skupia się na graczach czterech narodowości: Amerykanach, Niemcach, Polakach i Rosjanach. Większość z nich przyjmuje w toku gry awatary zgodne z ich pochodzeniem. Amerykanie grają jako Amerykanie, Niemcy jako Niemcy, a Polacy latają alianckimi samolotami z polskimi szachownicami.

Kiedy gracze postanawiają odtworzyć w środowisku wirtualnym rzeczywistą bitwę z czasów II wojny światowej budzą się w nich uśpione narodowe antagonizmy. Rosjanie i Polacy otwarcie wyrażają swoją nienawiść do Niemców, jako do nazistowskich agresorów, a sami Niemcy bardzo poważnie traktują obronę swojego wirtualnego terytorium przed „aliancką przemocą”.

Tytułowa Wirtualna wojna okazuje się więc aż nazbyt rzeczywista. Świetnie pokazuje ona, że pomimo wielu lat, które upłynęły od zakończenia II wojny światowej, wielu ludzi wciąż traktuje ten konflikt bardzo personalnie, a emocje z nim związane towarzyszą im w interpretowaniu współczesności.

Drugim tematem – równie istotnym obok zacierania granic między współczesnością i historią oraz rzeczywistością, i światem wirtualnym – jest tutaj kwestia sublimacji, jakiej doświadczają uczestnicy gry dzięki internetowej rozrywce. Są w stanie być kimś innym, często lepszym i atrakcyjniejszym niż w rzeczywistości. Świetnie pokazuje to chociażby przykład jednego z polskich graczy, który opowiada w filmie o tym, że chciał zostać pilotem i zapisał się do szkoły wojskowej. Ostatecznie jego marzenie przekreśliły problemy zdrowotne – sposobem na ich przezwyciężenie okazała się gra w Internecie.

Film Bławuta jest raczej stonowany, jeśli chodzi o stronę formalną. Reżyser stara się nie ujawniać swojej obecności, jeśli nie jest do tego zmuszony. Jego interlokutorzy zwracają się co prawda w stronę kamery, ale już samego głosu twórcy Wirtualnej wojny nie słyszymy ani razu. Dzięki temu można odnieść wrażenie, że bohaterowie filmu mówią o sobie raczej widzom, niż komukolwiek innemu. Wyjątkiem są nieliczne sceny, kiedy zwracają się oni do niego personalnie, jak np. jedna z żon graczy.

Wyjątkiem od tej reguły bywa dosyć nachalna ścieżka dźwiękowa. Ma ona często jawnie ironiczny charakter. Przykładem jest scena przygotowań graczy do bitwy. Oto w rytmie patetycznego dźwięku werbli dorośli mężczyźni siedzący przed komputerem (niektórzy w strojach lotników), szykują się do wirtualnej misji z taką powagą, jakby miała ona rzeczywiście decydować o losach II wojny światowej. Wyraźnie są zatem w tym momencie nie tylko obserwowani, ale i wyszydzani przez autora.

Podsumowując, film Bławuta to bardzo udany dokument. Zainteresuje z pewnością nie tylko szerokie grono grających w Internecie, ale i licznych wielbicieli kina. Wirtualna wojna nie jest rzecz jasna pozbawiana wad. Mowa tu chociażby o wspomnianych środkach formalnych, które czasami w sposób nachalnym narzucają sposób interpretacji danych scen. Na szczęście problem ten nie doskwiera widzowi podczas całego seansu, na który warto się wybrać.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
tabu
Tabu – recenzja
wpiwnicy
W piwnicy – recenzja
wiecejnizmiod
Więcej niż miód – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*