wilgotnemiejscaWilgotne miejsca w reżyserii Davida Wnendta to kontrowersyjna ekranizacja, równie kontrowersyjnej książki Charlotte Roche. Film epatuje scenami szokującymi, jednak nie robi tego w sposób nieprzemyślany. Owe sceny nie stanowią tutaj atrakcji samej w sobie, a są integralną częścią przemyślanej fabuły i pomagają w stworzeniu interesującego portretu psychologicznego głównej bohaterki.

Owa bohaterka (Helen) to nastolatka, która sprawia swoim rozwiedzionym rodzicom problemy wychowawcze. Eksperymentuje nie tylko z alkoholem, narkotykami i seksem, ale przede wszystkim z brakiem higieny… Młodzieńcza kontestacja i „szał hormonów” objawiają się u Helen fascynacją brudem oraz „obleśnymi” cieczami. Nastolatka znajduje dwuznaczną przyjemność m.in. w: zamianie krwawych tamponów z koleżanką; wcieraniu w pochwę bakterii z deski klozetowej, znajdującej się w publicznej toalecie; wąchaniu i wysmarowywaniu ust wydzielinami (z niemytych celowo) miejsc intymnych.

Reakcją widza, który owe eksperymenty obserwuje, jest częste odwracanie wzroku od ekranu, ale w zadziwiający sposób łączy się to z sympatią żywioną wobec głównej bohaterki. Opisane wyżej zachowania to przede wszystkim „sposób na dojrzewanie”, jaki wybrała Helen. Bohaterka uwielbia się wyróżniać, wzbudzać kontrowersje za wszelką cenę i fantazjować – jej eksperymenty z wydzielinami idealnie nadają się do łączenia wszystkich tych trzech rzeczy. O tym, że młodzieńcza kontestacja jest często tyleż efektowna, co z gruntu naiwna widz wie doskonale. Dlatego dosyć łatwo może owe „wyczyny” niesfornej nastolatki tolerować.

Oczywiście istnieje również ryzyko, że pokazywane na ekranie osobliwości przysłonią części widzów interesującą postać Helen. Będą oni krytykować film za samo pojawienie się kontrowersyjnych eksperymentów bohaterki, nazywając je „tanimi” chwytami, pomagającymi szybko wzbudzić zainteresowanie widowni bądź czerpać z ich oglądania perwersyjną przyjemność. Wydaje się jednak, że niezależnie od sposobu zekranizowania książki Roche, sam fakt zajęcia się tak kontrowersyjnym materiałem musiał wzbudzić reakcje dwuznaczne, których twórcy filmu kontrolować nie są w stanie, ale chyba również nie mają takiej intencji.

Reżyser starał się za to wyraźnie zasugerować, że swoją bohaterkę i jej pasje traktuje z przymrużeniem oka. Sugeruje to nam chociażby poprzez pojawienie się już na samym początku filmu długiej sekwencji animowanej komputerowo, która obrazuje „przerażający” świat bakterii, znajdujących się na powierzchni deski klozetowej w publicznej toalecie. Wyraźnie sugeruje się nam tym samym, że wszystko, co oglądamy nie dzieje się do końca „na serio”, a postać Helen jest tak samo umowna, jak świat walczących ze sobą bakterii, zapożyczony z reklam pewnego środka czyszczącego. Owa sekwencja jest jednocześnie zapowiedzią efektowności formalnej filmu, który niezależnie od naszego stosunku do kontrowersji, jakie znaleźć można na ekranie, zobaczyć po prostu warto.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
pina
Pina – recenzja
podprad
Pod prąd – recenzja
mojrower
Mój rower – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*