wieladalineJako ludzkość chcielibyśmy być wieczni, a najlepiej wiecznie młodzi. Chcielibyśmy nie chorować, nie starzeć się, za to ciągle korzystać z uroków życia. A co jeśli moglibyśmy zostać nieśmiertelni, ale ceną tej nieśmiertelności byłoby patrzenie na przemijanie i śmiertelność naszych najbliższych oraz na zmieniające się czasy? Czy perspektywa wiecznego życia nadal byłaby dla nas tak kusząca? Odpowiedzi na te pytania doskonale zna Adaline Bowman, główna bohaterka najnowszej produkcji Lee Tolanda Kriegera zatytułowanej „Wiek Adaline”.

Film Kriegera to opowieść o z pozoru zwykłej kobiecie – matce, żonie, a później wdowie imieniem Adaline (w tej roli Blake Lively). Kobiecie, którą w wyniku wypadku los obdarzył niezwykłym darem – wieczną młodością. Adaline dostała więc to, czego wielu ludzi pragnie, a jednak nie uczyniło jej to szczęśliwszą. To, że ona przestała się starzeć nie oznaczało bowiem, że również świat się zatrzymał, wręcz przeciwnie – wszystko dookoła podlegało nieubłaganemu upływowi czasu, kobieta zaś, by nie zdradzić swego sekretu, zmuszona była ciągle uciekać. Nadszedł jednak czas, gdy w jej życie wkroczył Elis (Michiel Huisman) i z czasem nasza bohaterka zapragnęła zmiany.

„Wiek Adaline” to więc bardzo baśniowa i szablonowa opowieść o miłości, niezgodzie na to, co przynosi los oraz walce o własne szczęście. Choć film sklasyfikowano jako melodramat to jednak ujęcie go w te ramy wcale nie jest takie oczywiste. Produkcja ta czerpie bowiem i z romansu i dramatu, ale także wywołuje skojarzenia z formą jaką jest bajka. Oprócz elementu baśniowego w postaci nieśmiertelności, pojawia się tu bowiem narrator, który towarzyszy nam zarówno w trakcie kadrów z obecnego życia Adaline, jak i retrospekcji z jej przeszłości. Co więcej, magiczna i bajkowa jest atmosfera rozgrywających się w filmie wydarzeń oraz zakończenie, nota bene banalne i rozczarowujące. Bohaterowie zaś całej historii są raczej z gatunku tych ugładzonych – sympatycznych i równocześnie przyjemnych dla oka.

Spośród postaci na uwagę zasługuje na pewno odtwórczyni głównej roli, a więc Blake Lively, która tutaj prezentuje nam nie tylko swoją urodę, ale i trochę warsztatu aktorskiego. Jako Adaline umiejętnie łączy ona piękno, grację i seksapil z zagubieniem oraz samotnością. Znacznie bardziej na ekranie wyróżnia się, choć w epizodycznej roli, Harrison Ford jako ojciec Elisa oraz Ellen Burstyn w kreacji Flemming – córki Adaline. To właśnie raczej Ford, a nie Lively tworzy w obrazie Kriegera tą melodramatyczną część wzruszając i ujmując postacią dojrzałego faceta, który traci emocjonalną równowagę.

Podsumowując, „Wiek Adaline” to taka współczesna, sprawnie opowiedziana bajka, którą pewnie słyszeliście nie raz. Mimo to jest w tym obrazie coś urzekającego i zapewne spodoba się niejednemu widzowi.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
2dniwnowymjorku
2 dni w Nowym Jorku – recenzja
tajemnica
Tajemnica Westerplatte – recenzja
zmilosci
Z miłości – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*