walesaplakatLech Wałęsa – mąż, ojciec, elektryk, związkowiec, działacz, mediator, noblista, prezydent. Tak pokrótce można przedstawić karierę tego człowieka. Od zera do bohatera? Zaczynał w Stoczni Gdańskiej, skończył w Pałacu Prezydenckim – mimo upływu lat, wciąż jest ceniony na całym świecie. Jego zwolennik Andrzej Wajda od dawna chciał zrealizować o nim film i wreszcie mu się ta sztuka udała – Wałęsa. Człowiek z nadziei od 4 października gości na ekranach polskich kin.

Punktem wyjścia tej opowieści jest wywiad z Lechem Wałęsą, który w 1981 roku przeprowadziła z nim znana włoska dziennikarka Oriana Fallaci. W związku ze wspomnianą rozmową, obraz ten przede wszystkim opiera się na retrospekcjach- cofając się w czasie docieramy do pierwszych strajków w stoczni, a w życiu samego Lecha – do pojawienia się pierwszego dziecka. Dalej ta historia toczy się schematycznym torem, można mieć odczucie, że otworzyliśmy encyklopedię, która prowadzi nas od nitki do kłębka – w tym przypadku do upadku komunizmu. Jest to z pewnością spory minus produkcji, ponieważ nie ukazuje on nic nowego, czego widzowie wcześniej by nie wiedzieli. Pojawiło się również wiele głosów, że obraz Wajdy jest pewnego rodzaju laurką dla Wałęsy. W nocie biograficznej nie ma miejsca na przekłamania, w obrazie filmowym już tak, więc można śmiało twierdzić, że pewne interesujące fakty z życia człowieka „Solidarności” zostały pominięte. Myślę, że stało się tak ze względu na fakt, iż bohater filmu żyje i może na bieżąco odnieść się do pracy reżysera, czy scenarzysty – dlatego też jestem przeciwnikiem stawiania filmowych pomników za żywota. Jeśli już o fabule mowa, wiadomo – napisało ją życie, jednak odrobinę charakteru nadał jej Janusz Głowacki. W dużej mierze, to właśnie dzięki niemu widz nie zaśnie podczas seansu. Nie ma to związku z monotonią życia Wałęsy, a raczej z faktem, że były polski prezydent nigdy nie należał do oratorów. Owszem, mawiał dużo, ale często zupełnie niezrozumiale. Te lapsusy językowe zostały sprytnie więc przez scenarzystę uchwycone i uwypuklone. Nie obyło się zatem bez klasyki w stylu „Nie chcem, ale muszem”. Nie zabrakło także wykorzystania ważnych wydarzeń z życia Wałęsy – pojawia tutaj skakanie przez mur, czy internowanie w stanie wojennym.

Interesująco prezentuje się również wywiad Fallaci z Wałęsą. Źródła historyczne, podają fakty zupełnie różne od tych, które zaprezentował Wajda w swoim filmie, ale mimo to owe sekwencje ogląda się z zainteresowaniem. Między aktorami, czyli Marią Rosarią Omaggio a Robertem Więckiewiczem mimo wysiłku, aby było jak najchłodniej, wyczuwalna jest chemia i sympatia do siebie. W rzeczywistości między rozmówcami bardzo mocno iskrzyło i nie były to z pewnością iskry przyjaźni. W filmowej wersji wywiadu rozmowa toczy się szybko, oboje odpalają papierosa od papierosa, tłumacz nie nadąża z przekładem, a całość utrzymana jest w dość spokojnym tonie. Wałęsa czasem denerwuje się na pytającą, ale nie ma między nimi wielkich tarć. Z czasem, dziennikarka, która już zdążyła zorientować się z kim ma do czynienia, wykorzystuje swój spryt i doświadczenia, zadając coraz to trudniejsze, nieco ośmieszające Wałęsę pytania. Ona kobieta wykształcona, która w przeszłości rozmawiała z wielkimi władcami takimi jak Chomeini (jest odniesienie do tej rozmowy w filmie), teraz musi rozmawiać z prostym, zarozumiałym i pewnym siebie człowiekiem. Szczególne brawa należą się tutaj Robertowi Więckiewiczowi, który świetnie interpretuje zachowania Wałęsy. Podobieństwo między nim a pierwowzorem jest widoczne – może nie jest to sobowtór Lecha, ale jego sposób wypowiadania się, mowa, czy gestykulacja pozwalają widzowi uwierzyć, że wybór nie mógł być inny – jest to aktor stawiający pierwsze kroki w głównych rolach, ale odnajduje się w nich naprawdę doskonale.

Gdy pojawiają się retrospekcje, widza drażnić mogą fragmenty, w których zamiast archiwaliów wykorzystywane są makiety i aktorzy. Takie sytuacje pojawiają się m.in. przy przemowie Danuty Wałęsy po odebraniu Nagrody Nobla dla męża, czy podczas porozumień czerwcowych. Może nie przeszkadzałoby to tak bardzo, gdyby nie ostatnia scena, kiedy to w amerykańskim kongresie do zasiadających tam słowami „My naród” przemawia prawdziwy Wałęsa – niekonsekwencja twórców. W obrazie Wajdy brakuje także konfliktów małżeńskich Danuty i Lecha. W rolę małżonki Wałęsy wcieliła się Agnieszka Grochowska. W tej opowieści jej bohaterka została zepchnięta na drugi plan, ale nie mogło jej na nim zabraknąć – podobnie jak żony w życiu samego Lecha Wałęsy. W Człowieku z nadziei aktorka odgrywa typową Matkę Polkę, zajmującą się domem, mężem i dziećmi. Mimo różnic zdań zawsze stanie za mężem murem – świadczy o tym scena z przeszukania ich mieszkania, czy ta, w której Danuta odbiera w imieniu Wałęsy Nagrodę Nobla w Norwegii. Bez Danuty nie byłoby Lecha – żona, matka, kucharka, praczka, sprzątaczka-  szyja rodziny w wielu momentach stawała się głową własnego męża. Pani prezydentowa w swej książce opisuje wiele ciekawych zdarzeń z ich życia, w obrazie filmowym zawarta jest tylko jedna scena, w której między nimi iskrzy. Sądzę, że wykorzystanie pewnych smaczków z prywatnego życia Wałęsów mogłoby urozmaicić tę schematyczną opowieść. Takiego  błysku dodają zaś konfrontacje aktorskie Roberta Więckiewicza ze Zbigniewem Zamachowskim i Cezarym Kosińskim. Sceny przesłuchań na UB w pewien sposób oddają również to, że bohater Wajdy tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i często działał impulsywnie i instynktownie – patriota gotów poświęcić dla kraju wiele? No właśnie, w filmie pojawia się kilka scen, które świadczą o zupełnie innej twarzy Lecha. Myślę, że Wałęsa to nie koniecznie Człowiek z nadziei, bardziej z nadzieją… na lepsze jutro i przychylność losu.

Wałęsa. Człowiek z nadziei zamyka tryptyk Wajdy traktujący o upadku komunizmu. Niestety, jego najnowszy film nawet delikatnie nie zbliża się do poprzedników i nie pomoże mu nawet korespondowanie z Człowiekiem z żelaza, zdjęcia Pawła Edelmana, czy występ na ekranie plejady polskich aktorów – reżyser od lat nie potrafi zbliżyć się do swojego geniuszu i to jest jego głównym problemem. Filmowy pomnik dla Wałęsy nie jest więc dziełem wybitnym, ale nie jest on również gniotem, którego nie da się oglądać. To taki typowy przeciętny, oświatowy obraz, który nie musi martwic się o swoją przyszłość. Szkoły na niego pójdą, będzie wkrótce „wałkowany” w telewizji, a że nie wnosi nic do naszego życia? Trudno. Najważniejsze, że powstał – wilk jest syty, owca cała, czyli Wajda zadowolony, a Wałęsa szczęśliwy – niewiele osób może przecież pochwalić się filmem biograficznym za żywota…

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
easternboys
Eastern boys – recenzja
nicwidmo2
Nić widmo – recenzja
puzzle
Puzzle – recenzja
1 Komentarz
  • lalal
    8 maja 2017 at 17:28

    :-* 😳 😳 😳 😳 😳 😳 😳 😳 😳

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*