warsawbynightCztery kobiety – w wielkim mieście, nocą (jak sam tytuł wskazuje). Zupełnie przypadkiem mijają się w toalecie klubu „Warsaw”. Nie łączy ich nic, oprócz jednego – wszystkie są zagubione i szukają miłości. Chyba już gdzieś to widzieliśmy.

Iga (Iza Kuna) ma kochającą rodzinę, ale kusi ją zakazany owoc – mąż jej siostry, który uwikłany jest już w inny romans. (pełen szacunku ukłon w stronę „Mody na sukces”?).

Helena (Stanisława Celińska) jest straszą kobietą, która ciągle żyje tym, co było i wciąż pamięta dawną miłość. W swoje urodziny śledzi ex-męża, z którym rozwiodła się zaledwie trzydzieści lat temu, i wyciąga go z klubu nocnego na kolację. Zaprasza na nią również zamówioną przez niego striptizerkę. No jasne.
Maja (Roma Gąsiorowska) reprezentuje typ bohaterki, która sama nie wie, czego chce od życia. Pomaga samotnemu i jeszcze bardziej zagubionemu mężczyźnie, ale nie wynika z tego nic dobrego. W sumie to nic z tego nie wynika.

Nastoletnia Renata (Marta Mazurek) z powodu swojej orientacji seksualnej i niebieskich włosów nie może odnaleźć się w małym miasteczku. Podczas wyjazdu do Warszawy przeżywa noc rodem z serialu „Skins” – jest ogromna domówka, nieszczęśliwa miłość, próba samobójcza i oczekiwanie świtu na dachu bloku.
Film jest nierówny – pierwsza i ostatnia historia może i są nieco przerysowane, ale ogląda się je dość przyjemnie. Druga z opowieści odpycha absurdem, a trzecia epatuje rozdmuchanym dramatyzmem. Dialogi również zaliczają wzloty i upadki. Kwestie młodszych bohaterów są naprawdę dobrze napisane, ale pomiędzy innymi postaciami zdarzają się rozmowy, które aż porażają swoja sztucznością.

https://www.youtube.com/watch?v=WzrtpQIlYIg

Ważną rolę w filmie odgrywa Warszawa – twórcy chcieli ukazać stolicę jako miasto nieustającego melanżu. Z tego powodu na bohaterów co jakiś czas wpada korowód roześmianych postaci w maskach. Zabieg tak nieporadny, że aż irytujący. Kazik śpiewał o chodnikach, zarzyganych po sobotnich nocach. Na ekranie imprezowe życie stolicy jest wyjątkowo „czyste” – ani jednej potłuczonej butelki, ani jednego błyskającego kogutami radiowozu, ani jednego zataczającego się przechodnia – co prawda trafia się grupka mężczyzn, którzy trochę dokazują, ale są oni wyjątkiem od grzecznie bawiącej się większości. Nibylandia.

Wszystkie kobiece postaci wykreowane przez scenarzystę, Marka Modzelewskiego, zachowują się bardziej lub mnie irracjonalnie. Nie od dziś wiadomo, że jest to domeną płci pięknej, ale wiadomo też, że co za dużo, to nie zdrowo. Dla odmiany, w którejś z historii, mogłaby pojawić się chociaż jedna zrównoważona reprezentantka płci pięknej.

Paradoksalnie najlepiej wykreowanym bohaterem „Warsaw by night” jest postać drugoplanowa  – taksówkarz, z którego usług korzystały nasze panie. Kierowca komentuje rzeczywistość, przewijającą się w lusterku, a wszystkim klientom opowiada tę samą historyjkę o paranormalnych zjawiskach. Autentyczny szofer z krwi i kości.

Film ogląda się bez większego wysiłku i sądzę, że bez większego wysiłku zapomina się o nim kilka dni po seansie. Kobiety może się wzruszą, a faceci co najwyżej wzruszą ramionami.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Kochając Pabla, nienawidząc Escobara – recenzja
aferim
Aferim! – recenzja
makbet
Makbet – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*