wspirali„Wszystko jest spiralą” – mów Tamir, jeden z bohaterów najnowszego filmu Konrada Aksinowicza, obrazującego problem związków dysfunkcyjnych. Reżyser próbuje odpowiedzieć na kilka pytań: kochankowie się nienawidzą, dlaczego więc się kochają? Skoro nie mogą na siebie patrzeć, w jakim celu nadal są ze sobą? Te kwestie pozostają jednak bez odpowiedzi, czy warto szukać do nich klucza?

Agnieszka (Katarzyna Warnke) i Krzysztof (Piotr Stramowski) wyruszają we wspólną podróż, która ma być ich ostatnim wspólnym wyjazdem. On chce odejść od żony, kocha inną. Po drodze jednak spotykają Tamira (Tamir Halperin) – kontakt z nowopoznanym mężczyzną na zawsze odmieni ich życie.

Spirala jest wytrychem otwierającym wszystkie drzwi. Pojawia się ona nie tylko w tytule, ale także w życiu ekranowych bohaterów. Góry Stołowe – właśnie pośród tych krajobrazów rozgrywa się akcja filmu Aksinowicza. Są one piękne same w sobie, dlatego też i w obiektywie kamery prezentują się niezwykle smakowicie. Kto choć raz był w okolicach Zieleńca czy Polanicy Zdroju ten, wie, że drogowych serpentyn wijących się niczym wąż pośród lasu jest tam całe mnóstwo. Doskonałości polskich plenerów W spirali zostały wykorzystane do granic możliwości. Kadry autorstwa Wojciecha Zielińskiego są istną orgią dla oczu – tajemnicze, niespokojne, przenikające w głąb duszy – tworzą one niejako psychologiczny portret tych miejsc, ale i bohaterów znajdujących się w centrum wydarzeń.

Związki dysfunkcyjne mają to do siebie, że pozostające w nich obie strony nie potrafią znaleźć nici porozumienia, mimo tego nadal tkwią oni ze sobą w chorych relacjach – źle im ze sobą, bez siebie jeszcze gorzej. Taki sam los spotyka Agnieszkę i Krzysztofa. Ona jest producentką filmową, on utalentowanym aktorem – małżeństwo z rozsądku? Mogłoby się wydawać, że tę dwójkę łączy tylko praca, z biegiem historii okazuje się, że zdecydowanie nie. Problem w tym, że między Katarzyną Warnke, a Piotrem Stramowskim (notabene są parą w prywatnym życiu) nie wyczuwa się większych emocji. Być może taki zabieg był celowy, niemniej zwłaszcza on nie potrafi przekonać do siebie. Brakuje mu pazura, którym zdrapałby z siebie kartonową powłokę. Ekranowe relacje małżonków również są papierowe i ograniczają się głównie do krzywych min, pustych dialogów i… namiętnego seksu. Huśtawka nastrojów idealnie odzwierciedlałaby życie tych dwoje, gdyby zechciano zbudować głębszy portret ich problemów. Finalnie zaprezentowano powierzchowny wachlarz niby emocji, który miast zaciekawienia wywołuje oburzenie. Całość swoją naturalnością ratuje Tamir, jednak należy pamiętać, że on jest tylko zapalnikiem, który ma wzniecić pożar – sam iskier nie powinien wytwarzać. Fabularne niedoskonałości na szczęście wypełniają wspomniane zdjęcia, montaż i nielinearna narracja, dzięki której prezentowana historia kilkukrotnie zatacza krąg. Z każdym kolejnym „okrążeniem” twórcy odsłaniają kolejne wątki, dokładając do swojej układanki nowe puzzle, pozwalające widzowi lepiej orientować w obserwowanych przezeń wydarzeniach. Przy prostym i niezbyt wymagającym scenariuszu ten zabieg był strzałem w dziesiątkę.

Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi na myśl oglądając dzieło Konrada Aksinowicza, to oczywiście Roman Polański i jego Nóż w wodzie. Kolejnymi filmami, które pojawiają się przed naszymi oczyma w trakcie seansu są chociażby Pi Darrena Aranofsky’ ego czy Piknik pod wiszącą skałą Petera Weira. Reżyser przekonuje, że W spirali to jego autorskie dzieło, niezmącone inspiracjami, niemniej trudno odciąć się od ww. porównań. Nielinearna opowieść owiana tajemnicą, w której występuje małżeństwo i tajemniczy autostopowicz? Pozwólcie, że pozostawię to pytanie bez odpowiedzi.

W spirali to opowieść z niewykorzystanym potencjałem. To kino autorskie, które próbuje nawiązywać tematyką do thrillera z zacięciem psychologicznym. Film cechują świetne zdjęcia i nielinearne prowadzenie historii, a także ostre jak brzytew cięcia montażowe Prezentowanej historii brakuje jednak zęba i psychologicznej głębi, które powodowałaby, że widz od początku do końca chciałby uczestniczyć w podróży i poszukiwać zagubionego klucza do filmowych drzwi. Ostatecznie musi wyważać je kopniakiem – nie jest to najlepsze rozwiązanie.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
ghostrider2
Ghost Rider 2 – recenzja
latowmiescie
Lato w mieście – recenzja
80_milionw
80 milionów – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*