wimieniudiabla

Każdy centymetr twojej skóry poczuje Jezusa… – brzmi zachęcająco, prawda? Słowa te, promujące W imieniu diabła Barbary Sass sugerują, że być może będzie to film, który trochę namiesza w katolickim kraju i przyciągnie do kin fetyszystów.

Tymczasem Sass, dla której inspiracją była historia kazimierskich betanek, przekonuje, że film nie jest wymierzony przeciwko Kościołowi. Konfrontacja ascezy i czystości z ludzkimi pragnieniami ma szansę stać się uniwersalną historią i daje wiele możliwości wyrazu – od psychologicznych, przez formalne, po alegoryczne  (co udowadnia choćby Matka Joanna od Aniołów Jerzego Kawalerowicza, Diabły Kena Russella czy Siostry Magdalenki Petera Mullana).

W żeńskim klasztorze pieczę nad młodymi zakonnicami sprawuje despotyczna matka przełożona (Anna Radwan). Przekonana, że świat jest skalany złem, pragnie uchronić przed nim podopieczne izolując je całkowicie od świata zewnętrznego.  Jej obawy wydają się być uzasadnione – już kilka sióstr zgrzeszyło i musiało opuścić zakon. Na domiar złego, zakonnice są w większości niefrasobliwe i nieświadome jakie piekło czyha na nie za rogiem. Szczególnie narażona jest Anna (Katarzyna Zawadzka – nagrodzona za tę rolę w Gdyni), która w przeszłości została skrzywdzona, a teraz nękają ją senne koszmary. Nie ogranicza też swojej służby do kościoła, ale chce pomagać ludziom – innymi słowy: pcha się w ramiona diabła. Matka przełożona, coraz bardziej zdesperowana, gotowa jest podjąć radykalne kroki i eliminować każdego, kto sprzeciwi się jej poglądom. Jej relacja z Anną zacieśnia się i staje się coraz bardziej dwuznaczna. W klasztorze pojawia się ojciec Franciszek (Mariusz Bonaszewski), egzorcysta, który ma zapewnić zakonnicom bezpieczeństwo i dokonać rewolucji, jak się okaże, nie tylko w instytucji Kościoła, ale i w samych kobietach.            

W imieniu diabła koncentruje się nie na metafizyce czy boskim wymiarze, ale na mechanizmie władzy: manipulacji i przemocy. Sam Bóg nie jest istotny – bo można Go zastąpić mężczyzną: miłość do Pana usprawiedliwi fanatyczne wystąpienia i zakamufluje zepsucie, a atmosferę żarliwego uniesienia trudno odróżnić od erotycznych ekscesów. Granica między żarliwą wiarą a szaleństwem, pokorną służbą a rywalizacją, między miłością a wynaturzeniem, jest bardzo cienka. Zwłaszcza, że akcja filmu toczy się w środowisku gęstym od emocji: kobiety, coraz bardziej separowane od świata zewnętrznego, spragnione są zainteresowania. Aż drżą, gdy ojciec Franciszek wyławia je łaskawie z tłumu.                           

Złowrogi nastrój, sygnalizowany już od początku filmu,  kreuje muzyka Michała Lorenca i zdjęcia operatora Wiesława Zdorta. Jak fotogeniczne są powiewające w orgiastycznym niemal tańcu szaty zakonnic, jak efektownie brzmią demoniczne pieśni i wyszeptywane pośpiesznie modlitwy w mrokach kościoła – W imieniu diabła jest na to dowodem.  Obraz zła dopełnia gra czarnych charakterów; w filmie łatwo bowiem wskazać, kto jest kim. Postaci są czarno-białe, ich psychologia jest potraktowana powierzchownie i przewidywalnie. Motywacje są tak proste, że aż niejasne, zło trudne do sprecyzowania i wcale niegroźne. Jakikolwiek bunt w filmie jest nieprzekonujący, bo i  trudno zaangażować się w konflikt i dramat bohaterek, nawet jeśli gra Zawadzkiej czy Gąsiorowskiej (infantylnej zakonnicy), jest interesująca. By stoczyć się w szaleństwo wystarczy, by wyposzczone kobiety napotkały mężczyznę.                                   

Szukałam w filmie jakichś prawd, choćby banalnych, ale podanych w ciekawy sposób – taki, który namieszałby nawet nie w środowisku katolickim, ale w głowie widza. Jednak  za sprawą W imieniu diabła, takiej rewolucji nie będzie. Bo i może, nie to było jego celem. Może wystarczy, że jest to obraz  człowieka, który pragnie władzy i jej się poddaje. Szkoda jednak, że portret ten nie robi wrażenia, a film o niebezpieczeństwie jest całkowicie bezpieczny. A bać się w kinie przecież warto.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
melancholia
Melancholia – recenzja
chinczyknawynos
Chińczyk na wynos – recenzja
beattheworld
Beat the world. Taniec to moc – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*