wdrodzeNa ekrany naszych kin weszła niedawno ekranizacja jednej z najbardziej wpływowych amerykańskich powieści XX wieku, czyli W drodze Jacka Kerouaca. Ta wydana w 1957 roku książka stała się niejako manifestem słynnego pokolenia beatników; inspirowała również wielu późniejszych artystów do niego nienależących – chociażby Jima Morrisona. Można się tylko dziwić, że dopiero 55 lat po powstaniu kultowej powieści zdecydowano się na stworzenie jej filmowego odpowiednika. Próby tej dokonali reżyser Walter Salles oraz scenarzysta Jose Rivera.

W drodze to historia przyjaźni początkującego pisarza Sala i jego znajomego Deana. Mężczyźni spędzają większość czasu dyskutując, pijąc alkohol, uprawiając seks z różnymi kobietami i podróżując po Stanach Zjednoczonych bez konkretnego celu. Są ciągle w drodze – w ten sposób, podobnie jak i w książce, poszukują wolności w purytańskiej Ameryce końca lat czterdziestych, i początku pięćdziesiątych. Problemem jest chyba jednak to, że owo purytańskie tło nie jest tu zbyt dobrze naszkicowane.  Zderzenie konserwatywnej Ameryki z beatnikami znajdziemy tylko w kilku nielicznych scenach, np. kiedy Dean z dwójką nieokrzesanych znajomych odwiedza Sala podczas Bożego Narodzenia organizowanego przez jego purytańską rodzinę.

Film Sallesa, pomimo, iż jego bohaterowie żyją w szybkim tempie, charakteryzuje się dosyć powolnym rytmem. Przez pierwsze półtorej godziny seansu nie stanowi to absolutnie żadnego problemu. Problem pojawia się jednak w momencie, kiedy na zegarku dostrzegamy, iż nie minęły jeszcze dwie godziny, a film – jakby na złość – nie chce się skończyć. Z czego to wynika? Scenarzysta i reżyser „W drodze”, konstruując swój film, najwyraźniej mieli olbrzymi problem z dokonaniem selekcji powieściowego materiału. W rezultacie produkcja ta, składa się z olbrzymiej ilości pustych dramaturgicznie scen. Oglądamy po wielokroć chociażby imprezy, w których uczestniczą bohaterowie filmu – w pewnym momencie okazuje się, że każda kolejna jest łudząco podobna do poprzedniej. Tego typu fragmenty przerywają – niestety tylko na chwilę – interesujące, acz epizodyczne występy Viggo Mortensena i Steve`a Buscemiego. Aktorzy, którzy odgrywają główne role w filmie Sallesa, wypadli nieco słabiej. Nie ma tu jednak mowy o jakimś tragicznym nieporozumieniu – spisali się po prostu poprawnie.

Głównym mankamentem W drodze jest to, iż jest to film całkowicie nijaki. Prawie wszystko, pomijając nieudaną selekcję powieściowego materiału, jest tutaj poprawne. Problem polega jednak na tym, że poprawnych i zapomnianych filmów jest znacznie więcej niż książek takich, jak ta Kerouaca, którą czytują, i zapewne czytywać będą kolejne pokolenia na całym świecie.

   

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
obywatelroku
Obywatel roku – recenzja
worldwarz
World War Z – recenzja
najszczesliwsza
Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*