ugotowanyKiedyś wystarczył skromnie przyrządzony hamburger. Można go było zjeść przy najzwyklejszej budce z szybkimi przekąskami. Dzisiaj to już nie wystarcza. Nagle wszyscy stali się koneserami wykwintnie upichconych dań, których smak musi otumanić zmysły, a sposób podania porazić swoją kompozycją i doborem barw. Tytułowy ugotowany (a raczej przypalony – zgodnie z oryginalnym tłumaczeniem) Adam Jones jest człowiekiem, który z hamburgera zrobi dzieło sztuki, a Wam, drodzy smakosze, zgotuje nie lada ucztę.

Adam Jones miał kiedyś wszystko – pieniądze, sławę, kobiety i uznanie krytyków. Przygotowywane przez niego potrawy budziły podziw. Przez niektórych nazywany był Picassem kuchni. W pewnym momencie stracił wszystko, tylko przez własną głupotę. Teraz próbuje odbudować imperium – stworzyć najlepszą restaurację na świecie.

Reżyser – John Wells, serwuje widzom prawdziwy kolaż smaków. Gotowanie i kuchenne zmagania mają dla niego duże znaczenie, jednak nie są najważniejszym składnikiem. Wells skupia się przede wszystkim na problemach osobistych głównego bohatera. Adam Jones jest jak Axl Rose sztuki kulinarnej – kiedyś wielki – dziś od nowa uczący się chodzić. To, że w kuchni biega niczym Usain Bolt, wcale nie oznacza, że w życiu osobistym nie raczkuje.

Bradley Cooper jest aktualnie najjaśniejszą gwiazdą w Hollywood, a kreacją Adama Jonesa tylko utwierdza nas w tym przekonaniu. Grany przez niego bohater składa się głównie z ostrych przypraw, co wcale nie oznacza, że nie ma w nim odrobiny delikatnego sosu czy kropli miodu. Reszta obsady idealnie wpasowuje się w aktorskie menu, a kuchnia w roli dalszoplanowej daje im pełne pole do popisu.

Niestety „Ugotowany” nie jest niczym więcej, jak tylko dobrze poprowadzoną komedią obyczajową, która wypłynęła na fali kulinarnych programów telewizyjnych. Jednakże nie należy przechodzić obok tego filmu obojętnie, ponieważ tryskający z niego optymizm może zarazić nawet najbardziej zatwardziałych malkontentów. Poza tym widok misternie przygotowanych potraw powoduje, że na sali kinowej można poczuć ich zapach.
   
Pomimo prostej historii, „Ugotowany” uświadamia nam, jak ważne są międzyludzkie relacje i pomoc przyjaciół. Sami niewiele osiągniemy, a pracą zespołową możemy dojść na sam szczyt. Wygrana nie ma większego znaczenia, jeśli u swego boku nie masz kogoś, z kim możesz podzielić się szczęściem. Pracownicy kuchni są jak organizm – bez nogi czy ręki nie będzie on funkcjonować prawidłowo, a bez serca rozleci się przy pierwszej, lepszej okazji. 
   
Nieważne, gdzie jesz. Ważne, co i z kim. Przed seansem zarezerwuj miejsce w dobrej restauracji. Jeśli nie masz na to funduszy, wybierz się do najbliższej budki z hamburgerami. Zaproś osobę bliską Twemu sercu i rozkoszuj się smakiem. Bon Appetit.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
chwaladziwkom
Chwała dziwkom – recenzja
weekend
Weekend – recenzja
samotnoscliczbpierwszych
Samotność liczb pierwszych – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*