Na ścianach klubu o czerwonych ścianach witały i patrzyły na gości zdjęcia autorstwa Marka Karewicza. Stoliki zapełnione ludzkim gwarem spotkania i okazji do rozmów. Właściwie zwyczajny dzień w „TU”, jedynie instrumenty zdradzały niczym roznoszący się zapach gotujących się smakołyków, że będzie smacznie, że będzie grane.

W gotowości rozświetlone delikatnymi lampkami stały syntezatory, różnorodne instrumenty klawiszowe, gitary, perkusja. Panująca w klubie rodzina atmosfera cały czas podsycana przez krzątające się po przestrzeni trzy wspaniałe kobiety, dbające o rozpalone ognisko wyjątkowego klimatu i wydarzeń w TU .

Chwilę po dwudziestej na scenę wyskoczyło czterech gotowych do działania mężczyzn.

Ze sceny popłynął specyficzny humor, oraz równie specyficzne dźwięki. Idealnie skrojone indywidualne spostrzeżenia Tymona Tymańskiego rozlały się po widowni, zapełniając głowy i zmuszając do refleksji na temat otaczającej nas, obywateli świata rzeczywistości. Wszystko to przeplatane jazzową eksrpesją, licznymi improwizacjami oraz zwinnymi przejściami tworzyło niepowtarzalną koncertową sytuację. „Porażaj mnie” śpiewał ze sceny Tymon, elektryzując publicznosć swoją osobą i niskim chropowatym głosem. Obecni doświadczali tańca polskiego słownictwa z dźwiękiem i rytmiką.

Migoczące flash’e i ekrany telefonów nadających na żywo koncert, raz po raz wysuwały się ponad głowy obserwujących muzyczny spektakl, a ze sceny prosto w obecne twarze płynęły słowa „Telefony, telefony! Telefony w mojej głowie!”

Skradające się rozpoczęcie, mocny i treściwy środek koncertu aż po zaskakujące zakończenie, któremu towarzyszyła zamiana miejsc i instrumentów.

To była kosmiczna podróż w wykreowaną na miejscu oddaloną indywidualną przestrzeń.

/txt. Karina Olejniczak, fot. Rafał Jakuszczonek

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
DSCF0357
SOHF: Velvet (foto)
_DSC0902
Lao Che w Bedroomie (foto)
DSC_0465
Soundedit 2012 – drugi dzień (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*