turboTwórcy filmów Rybki z ferajny i Shrek Forever zapraszają na odjazdową animację. A co w niej? Wyścigi, ogromne prędkości, spora dawka adrenaliny i rozpędzony… ślimak Turbo –  zagościł on na ekranach polskich kin 27 września.

Bohaterem animacji jest ślimak-marzyciel o imieniu Teoś. W dzień pracuje on przy segregacji pomidorów, w nocy na wideo ogląda wyścigi bolidów na legendarnym torze Indianapolis. Mały mięczak fascynuje się wysokimi prędkościami i pragnie sam wystartować w tych fascynujących zawodach. Nieprawdopodobny bieg wydarzeń sprawi, że marzenia głównego bohatera nie będą tylko mrzonką – Teoś z prostego winniczka przemieni się w Turbo – wyścigówkę.

To kolejna po Autach oraz Samolotach animacja z wyścigami w tle. Tak naprawdę Turbo fabularnie zbudowany jest na podobnej zasadzie co jego poprzednicy i polemizuje z nimi. Oglądamy bohatera, żyjącego z dala od wielkiego świata – jest on  robotnikiem myślącym w każdej chwili swojego życia o wielkiej karierze i sławie. Tak jak Zygzak McQueen, czy Dusty, Teoś również jest lekkomyślny i nie zawsze podejmuje dobre decyzje – mimo tego nie sposób go nie polubić. Niestety, powtarzalność i schemat, to bolączka wielu filmów tegoż gatunku. Twórcy od dłuższego czasu nie potrafią znaleźć sposobu na pominięcie sztampy. Tworzone są więc historie o bardzo podobnej fabule, zmieniają się jedynie bohaterowie i scenografia wokół nich.

W przypadku Turbo na plus trzeba z pewnością zapisać fakt, iż jednymi z bohaterów są… latynoscy bracia sprzedający tacos. Ten kulturowy krąg w animacjach nie został do tej pory jeszcze „dotknięty”. Mieliśmy już przecież Azjatów, czarnoskórych, białych, ale Amigos nie uświadczyliśmy. Podobnie zresztą jak i ślimaków. Animowanymi bohaterami były już: mrówki, robaki, myszy, szczury, psy, koty, pszczoły, ale mięczaki w skorupkach nie. To właśnie główne dwa elementy wyróżniające Turbo spośród pozostałych produkcji. Nie oznacza to jednak, że obraz ten jest nieudany. Wręcz przeciwnie, to bardzo pozytywna opowieść o przyjaźni, marzeniach i dążeniu do nich. Oczywiście, nie mogło zabraknąć też walki dobra ze złem i elementu wykluczenia…

Film ten ogląda się bardzo dobrze- jest on okraszony delikatną nutką humoru, postaci są przyjazne, sceny wyścigów dopracowane są do perfekcji dlatego ciężko doszukać się jakichkolwiek wad. Zarówno dzieci jak i dorośli powinni przez blisko półtorej godziny seansu świetnie się wspólnie bawić.

Obraz można oglądać również w polskiej wersji językowej. Swojego głosu w nim użyczyli m.in. Antoni Pawlicki, Jarosław Boberek czy Robert Rozmus. Dubbingu słucha się przyjemnie, choć jestem przekonany, że żaden ze słyszanych aktorów nie zapadnie w pamięci na dłużej. Animację tradycyjnie można oglądać także w technologii 3D.

Turbo to rozrywka na dobrym poziomie, przeznaczona dla całej rodziny. Jeśli lubicie animacje i chcecie odprężyć się w kinie po ciężkim dniu pracy, dodatkowo sprawiając radość swoim pociechom, to ten tytuł będzie dla was idealny. Lekka, miła i przyjemna animacja, na której nikt nie powinien się nudzić.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
rajwiara
Raj: wiara – recenzja
doszpikukosci
Do szpiku kości – recenzja
pozegnania
Pożegnania – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*