terminator5

Witamy w świecie rządzonym przez Skynet. Świecie pełnym śmiercionośnych maszyn, które chcą zniszczyć naszą cywilizację. Ludzkość, pod przywództwem Johna Connora (Jason Clarke) wreszcie stawia opór. Jednakże śmiercionośne roboty korzystają z broni ostatecznej – wysyłają do 1984 roku terminatora (w tej roli ponownie Arnold Schwarzenegger), którego zadaniem jest zabicie Sarah Conor (tym razem nie pod postacią Lindy Hamilton, a gwiazdy serialu Gra o tron Emilii Clarke).

Jedynym ratunkiem okazuje się Kyle Reese (nie Michael Biehn, a Jai Courtney). Kto zna historię, ten wie, że zostanie on ojcem Johna. Kto również myśli, że wszystko to już widział i o tym słyszał – jest w błędzie. Witaj w świecie Genisys. Genisys to Skynet jednakże z innej, równoległej czasoprzestrzeni.

Najnowszy Terminator może wprowadzić widza w skrajne stany emocjonalne. Dla purytańskich wielbicieli oryginału będzie to jak grzebanie (kopanie) i niszczenie legendy. Wielbiciel postmodernistycznych zabaw otrzyma natomiast dwie godziny pełne odniesień i żonglerki z poprzednimi częściami filmu (z naprawdę wieloma kalkami, nie tylko słownymi, ale scenami żywcem wziętymi z głównie pierwszego i drugiego Terminatora).

Ja należę do tej drugiej grupy, dlatego kontakt z Terminatorem: Genisys sprawił mi prawdziwą frajdę, chociaż należy podkreślić, że film Alana Taylora (specjalisty od seriali m.in. Gra o tron, Mad Men, Rzym i Zakazane imperium) ma wiele niedoróbek z postacią Johna Connora na czele (także nieprzekonująca gra aktorska Jasona Clarke).

Od strony wizualnej nie można się do niczego przyczepić, nie brak w filmie epickich pościgów i walk, pojawiają się również inni starzy znajomi, jak chociażby nieco zapomniany model T1000 (szkoda, że widzieliśmy wersji T-X). W gratisie otrzymujemy kilka gagów, głównie z udziałem Arniego, a także wspomniane kalki z poprzednich części filmu.

Po krótkim rozbracie Terminator powrócił po części do korzeni. Fascynacja fanów „jedynki” wiązała się z motywem paradoksu podróży w przeszłość, tym razem jest podobnie. Gdyby jednak fabuła najnowszej odsłony była nieco bardziej rozbudowana i pokręcona mielibyśmy większa frajdę. A tak powstał kolejny Terminator, średni, który zapewne nie spodoba się każdemu – cóż nie z każdą rzeczywistością widz musi się zgodzić. Można było „podrasować” nieco scenariusz, którego tempo pod koniec siada i pomyśleć o nieco innym doborze aktorów (z Jasonem Clarkiem na czele).

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
partygirl
Party Girl – recenzja
niezniszczalni
Niezniszczalni – recenzja
senna
Senna – recenzja (DVD)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*