ted2

Niecały tydzień temu do polskich kin weszła druga część komedii o przygodach pluszowego misia Teda. W przypadku tej produkcji określenie „weszła” jest bez wątpienia eufemizmem – bardziej pasuje tu stwierdzenie „wbiła się bez pukania, razem z drzwiami, na krzywy ryj”.

Ted, któremu głosu użyczył reżyser filmu Seth MacFarlannie, nie jest typowym niedźwiadkiem-przytulanką – lubi kobiety, imprezy, burdy i używki (w dowolnej kolejności). Taki obraz bohatera zapamiętaliśmy z pierwszej części produkcji. Teraz nastał czas na zmiany – ślub, praca, plany, dotyczące dziecka. Na drodze do szczęścia stają jednak bezduszni urzędnicy (a jakżeby inaczej!). Uznają, że miś nie jest istotą żywą, ale przedmiotem, któremu nie przysługują prawa obywatelskie. Z tego powodu pluszowy bohater traci pracę, a jego związek małżeński zostaje unieważniony.

Tak dalej być nie może! Zaczyna się sądowa krucjata o odzyskanie człowieczeństwa. Mentalnie Teda wspiera jego wierny kumpel – John (Mark Wahlberg), a merytorycznie – Samatha Jackson (Amanda Seyfried), początkująca prawniczka, a prywatnie koneserka marihuany. Cała trójka szybko znajduje wspólny język, a za sprawą palonego kilogramami zielska zgłębianie zawiłości prawa zamienia się w nieziemską zabawę (z autopsji mogę powiedzieć, że prawo i zabawa stoją w jednym szeregu wyłącznie w amerykańskich komediach).

Dla głównych bohaterów poprawność polityczna to rzadki gatunek argentyńskiego kaktusa, o którym nigdy nie słyszeli i zapewne już nie usłyszą. Ted i John kpią ze wszystkich i wszystkiego, śmiejąc się w żywe oczy bezradnym celnikom, pilnującym granicy dobrego smaku. Jest ostro, momentami wręcz chamsko, ale ciągle zabawnie. No to właśnie liczyłem i nie rozczarowałem się – scenarzyści (Alec Sulkin, Wellesley Wild oraz wspomniany już Seth MacFarlane) odrobili pracę domową. Lojalnie ostrzegam – zdarzają się również sceny (m.in. przepychanka w banku spermy), które bardziej żenują niż śmieszą. Tego można było uniknąć. Na dużego plusa zasługują, mniej lub bardziej oczywiste, popkulturowe aluzje, pojawiające się w Tedzie 2. Osoby, nieodróżniające Star Treka od Gwiezdnych Wojen, wzruszą tylko ramionami, ale cała reszta uśmiechnie się pod nosem, widząc, jak twórcy puszczają do niej oko.

Z racji tego, że główny bohater walczy w sądzie o swoje prawo do człowieczeństwa, film może wywołać u bardziej wrażliwej części publiczności refleksję – co to znaczy być istotą żywą? Czym jest godności ludzka? Może, ale nie musi i zapewne nie wywoła – bo nie o to w nim chodzi. Ted 2 to po prostu komedia dla osób zmęczonych modną ostatnio troską o to, żeby, broń Boże, kogoś przypadkiem nie urazić. Ten film, zupełnie celowo, urazi wielu. Widzom, znającym znaczenie słowa „dystans”, nic nie grozi, jednak osoby, które po wysłuchaniu niepoprawnie politycznego żartu, poważnie rozważają zawiadomienie prokuratury, powinny odpuścić sobie seans i pozostać w domach – po co tracić nerwy?

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wilkzwallstreet
Wilk z Wall Street – recenzja
swing
Swing – recenzja
zniewolony
Zniewolony. 12 Years a Slave — recenzja
1 Komentarz
  • TeddyBear
    17 lipca 2015 at 06:18

    Super recencja! Aż chce się obejrzeć film! 😆

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*