IMG_7245ziemia_brzyk-hawaRemigiusz Brzyk, reżyser spektaklu, wielokrotnie powtarzał, że jego sztuka opiera się na książkowym pierwowzorze, a nie ekranizacji Ziemi obiecanej zrealizowanej przez Andrzeja Wajdę. Mimo tego ciężko nie zderzyć i nie oglądać przedstawienia także poprzez pryzmat mistrzowskiej adaptacji. Na szczęście Ziemia… zrealizowana na deskach Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi okazuje się spektaklem bardzo sprawie zrealizowanym, najkrócej mówiąc – otrzymujemy sztukę bardziej niż solidną, w skali jeden sześć – mocną czwórkę z maleńkim plusem.

Łódź, dziewiętnasty wiek. Czas wielkiego rozwoju miasta, powstających i upadających, niczym grzyby po deszczu, fabryk. W takim świecie swój interes z mozołem “kręci” Karol Borowiecki (Michał Bieliński). Jego marzeniem jest założenie fabryki, swój cel realizuje przy pomocy zarówno przyjaciół – Moryca Welta (Adam Kubaj) i Maksa Bauma (Konrad Michalak), ale również dzięki różnorakim machlojkom i romansom.

joomplu:102571

To co najbardziej zachwyca, to sfera wizualna sztuki. Bardzo przemyślane wykorzystanie przestrzeni tworzącej wnętrze fabryki, efekty świetlne, zabawy inscenizacyjne. Także należy pochwalić grę “nestorów” Nowego – Wojciecha Bartoszka (występującego w roli Bucholca i Adama Borowieckiego), Dariusza Kowalskiego (Muller i Grosglick) oraz Dymitra Hołówko (Halpern, Zuker, Stary Żyd). Dla wszystkich wielkie oklaski. Niestety „młodsi” nie dorównywają im umiejętnościami zarówno aktorskimi, jak i, tutaj duży minus, głosowymi. Często wypowiedziane przez nich kwestie są niesłyszalne lub też zagłuszane przez towarzyszące dźwięki czy to fabryk, czy też podkładu muzycznego.

joomplu:102561

To co mierzi, to złe dobranie obsady – głównych postaci powieści Reymonta. Usprawiedliwić można nieco rolę Maksa – jest tu praktycznie zmarginalizowana, Moryca zapamiętamy jedynie poprzez krzyk i rzucanie się na scenie, a Karol Borowiecki w wykonaniu Michała Bielińskiego okazuje się jakimś dziwnym, nieco kabaretowym, lowelasem. Na szczęście wspomniane powyżej Bartoszek, Kowalski czy Hołówko zdecydowanie “podciągają ich” na scenie, przez co, szczególnie w drugiej części sztuki, Ziemię obiecaną ogląda się przyjemnie i z zaciekawieniem.

joomplu:102564

Łódzki Teatr Nowy przyzwyczaił widzów do dziwnej, często niezrozumiałej, hochsztaplerki. Sztuka Remigiusza Brzyka na szczęście okazuje się bardzo sprawną, konsekwentnie prowadzoną, realizacją, która jest obecnie jedną z ciekawszych przedstawień w repertuarze tego teatru. Zapewne aktorzy muszą się jeszcze nieco “rozegrać”, można by także jeszcze nieco całość skrócić, szczególnie pierwsza część sztuki jest nieco zbyt monotonna, także poprawić nagłośnienie, kwestie zagłuszane są poprzez inne dźwięki. To jednak, mniejsze lub większe, szczegół. Widać w realizacji Ziemi obiecanej Brzyka pewną “iskrę”, odróżniającą solidność od czegoś bardziej artystycznie większego. Czegoś, co możemy prawie „dotknąć” na scenie przy ulicy Więckowskiego w Łodzi.

/fot. HaWa – mat.pras.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
federico
Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Federico?
Dybuk w Jaraczu – recenzja
Janulka według Witkacego w Arlekinie – recenzja
1 Komentarz

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*