2apoApokalipsa Michała Borczucha, według tekstu Tomasza Śpiewaka, to kolejna propozycja tegorocznej edycji Festiwalu Sztuk Pięknych i Nieprzyjemnych w Łodzi. Przedstawienie porusza problem współczesnej kondycji Europy, problemów migracji i naigrywanie się z tak zwanej inteligencji.

Oś opowieści wiąże się z trzema postaciami – reżysera i pisarza – Pier Paolo Pasoliniego, ikony obrazoburczych, skandalicznych obrazów, Oriany Fallaci – jednej z ikon dziennikarstwa dwudziestego wieku, feministki, zagorzałej przeciwniczki Islamu, a także, postać fotografa – Kevina Cartera, laureata Nagrody Pulitzera, oskarżanego o bierność w chwili uczestniczenia w dramacie Somalijskiej dziewczynki.

1apo

Według słownika PWN apokalipsę można odczytywać m.in. jako “wydarzenia, które niosą chaos i zniszczenie” albo też “utwór lub obraz, którego tematem jest prorocza, groźna wizja przyszłości”. Teatralna apokalipsa dotyczy wydarzeń “tu i teraz”, chociaż opiera się na ikonach kultury nieżyjących już od kilkunastu – kilkudziesięciu lat. Spektakl Borczucha nie jest ani “pro” ani też “anty”. Nie przedstawia odpowiedzi, jedynie stawia pewne diagnozy –  chociażby seks gdzieś w warszawskim mieszkaniu przeplatany dyskusją o tym, co będzie “gdy Kaczyński dorwie się do władzy”. Pusty seks słoikowych intelektualistów.

Uchodźcy w tym dramacie prezentowani są z jednej strony, jako wampiry. Z drugiej – jako osoby pozbawione “europejskiej kultury”. Ograniczające się do sprzedaży tandetnych perfum i ciuchów. “Nasze panowanie dobiegło końca” – można usłyszeć. Czy z tym wiązać należy apokalipsę? Dlaczego w ogóle nadchodzi?

Po pierwsze – krytyka intelektualistów, puste hasła rewolucji, papierowe przesłania i brak konkretów. Intelektualizm jedynie w sferze teoretycznej, nie praktycznej. Pustka wydzierająca się ze słów Passoliniego, pustka skierowana w stronę innych. Zapomnienie o swoich korzeniach, korzeniach własnego istnienia, dobrach kultury, to co powstało, kto zaistniał przed czy po Chrystusie. Przede wszystkim jednak bierność – brak łez, współczucia, myślenie tylko o sobie, a nie o innych.

Niejednoznaczność sztuki rozumieć można wielorako, chociażby w kontekście żebraka – bardziej obchodzi nas los uchodźcy z Afryki czy Azji, niż przeciętnego mieszkańca naszego kraju, który na mrozie umiera z głodu. Bardziej porusza nas pozowane zdjęcie, niż osoba stojąca od nas metr, dwa. Niestety, mówią to też realizatorzy. Wszystko, co powiedziano, ogranicza się do teatru, realizatorzy “mrugają do widza” – to tylko sztuka, to tylko film. Sztuczne bibeloty, śnieg, fragment karetki. I zapewne wszystko zakończy się klęską – widzowie wyjdą “bez głów”, a nie z “podniesionymi rękoma”.

3apo

Apokalipsa Nowego Teatru w Warszawie jest spektaklem ciekawym. Zapewne ma wiele mankamentów, między innymi tempo sztuki z minuty na minutę słabnie, a niektóre sceny wydają się zbędne. Jednak należy uznać całość za dość dobrą realizację.

W sztuce występują: Halina Rasiakówna, Ewelina Żak, Bartosz Gelner, Marek Kalita, Sebastian Łach, Piotr Polak, Jacek Poniedziałek i Krzysztof Zarzecki. Ascetyczna scenografia, która na oczach widzów “przesuwa się z to jednej, to z drugiej strony”. Ciekawy projekt, który jednak, o czym wspomniano, skazany jest na porażkę. Nikogo nie poruszy, nie zmusi do działania – nadchodzi apokalipsa, godzimy się z nią, nie potrafiąc, cokolwiek zdziałać, zmienić bieg wydarzeń. I tylko biernie przyglądamy się kolejnym krwawym scenom prezentowanych w codziennych wiadomościach, tak biernie przyglądamy się scenom prezentowanych w spektaklu.

/fot. mat.pras.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Ferragosto w Teatrze Powszechnym – recenzja
by_kasia_chmura_www-8851
Oś w Teatrze Powszechnym – recenzja
pocalunek
Pocałunek – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*