DOWOD_galeria_5_1

W „Dowodzie na istnienie drugiego” mistrzów ceremonii jest więcej niż dwóch. Oprócz pary geniuszy w postaci Gombrowicza i Mrożka swoją klasę i fantazję ujawniają wyraziście też twórcy – reżyser Wojtyszko oraz dwóch głównych aktorów – Englert oraz Kosiński.

Filarem spektaklu są dwie osobistości-instytucje, autonomiczne wszechświaty, świetnie rozpisane przez Wojtyszkę.  Z jednej strony Gombrowicz: centrum układu słonecznego – jasny, potężny, oślepiający innych swym blaskiem. To on jest tutaj dyrygentem; czasem, w akcie swojej szczodrości, rozdaje znakowane karty, by potem detonować umiejętnie rozstawione obnażające bomby. Teatrzyk rozgrywa się przez niego i dla niego, wszyscy jak posłuszne planety krążą wokół, uniżenie oddając hołd.

Pozornie wszyscy – bo wśród tych kukiełek (ich obecność jest niezwykle istotna – nadają całemu spotkaniu lekkości, rozprężają atmosferę) jest jeden posąg milczący – Mrożek. Nie tańczy jak inni, jest przezroczysty, ale w sposób manifestacyjny. Jego skromność i introwertyczność pozbawione są służalczość i poddaństwa. Nie klęka – też jest mistrzem, góruje po prostu w inny sposób. Gombrowicz jest megalomańskim demiurgiem, otwarcie głoszącym swój geniusz. Mrożek – milczącym obserwatorem, który ujmuje tajemnicą. Pycha Gombrowicza jest pełna wdzięku i czaru, urzekają jego kąśliwe uwagi, wielkie słowa wygłaszane lekko i z humorem, ironią czy wręcz autoironią. Mrożek prawdy trzyma w sobie, objawia się w pełni dopiero w swej twórczości. Jest bombą z opóźnionym zapłonem; błyskotliwym eskapistą, tylko z pozoru manipulowanym przez materię.

joomplu:87335   
To właśnie sprawa kluczowa, powód dla całego spotkania: Gombrowicz chce z bliska przyjrzeć się cudzemu fenomenowi, sprawdzić go, wypróbować. Może to właśnie godny następca, który potrafi światu wystawić cyniczne i wnikliwe diagnozy? Może chęć doświadczenia żywego i inspirującego spotkania, szlachetnej wymiany słów? Choć Gombrowicz i Mrożek spotkali się naprawdę, niewiadomo jak ich konfrontacja wyglądała. Wojtyszko przed widzami projektuje swoje osobiste wizje i robi to niezwykle umiejętnie. Dużo w tym dynamiki i świeżości, spektakl magnetyzuje połączeniem kąśliwego humoru i dysput na tematy kluczowe. Do tego doliczyć trzeba sprawnie poczynioną dekonstrukcję – wielcy pisarze nie są figurkami ze złota, ale żywymi tkankami ujawniającymi nie tylko swą potęgę, ale też lęki i słabości. Prawdę.
   
Moc ta nie mogłaby wyrazić się w pełni, gdyby nie kreacje aktorskie. Englert jest dumnym pawiem, scena jego tronem. To Gombrowicz urzekający i absorbujący; razem z postaciami sztuki ma się ochotę padać przed nim na kolana. Kosiński dźwiga zadanie jeszcze trudniejsze – musi mówić równie wiele, ale pozycję i obecność potwierdzając praktycznie bez słów. Demonstruje wszystko postawą, gestem, a nawet samym spojrzeniem.  Englert i Kosiński uwypuklają, że Gombrowicz i Mrożek to z jednej strony porażający kontrast, z drugiej – dwie strony tej samej monety.

„Dowód na istnienie drugiego” to spotkanie kontrastów i przeciwieństw. Konfrontacja i interakcja. Odkrywanie prawd i odkrywanie prawdy. Wzajemne czytanie się, aby wyłuskać nieznane dotąd sensy. Rozwijająca się relacja. Rodząca się więź.

fot. mat.pras.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
pocalunek
Pocałunek – recenzja
Niech_zyje_wojna_fot._M._Siarek_5
33 FST: Niech żyje wojna!!! – recenzja
10072013_017
Letnia Scena: Moja droga B. – recenzja (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*