Wydmuszka” to najnowsze przedstawienie w Teatrze Małym w Manufakturze. Spektakl jest opowieścią o sile przyjaźni, miłości i nadziei. Niby komedia, ale nie pozbawiona przysłowiowej kropli dziegciu.

Akcja sztuki rozgrywa się w prowincjonalnym miasteczku. Jako pierwszą poznajemy Halinę, podstarzałą bibliotekarkę. Całe dnie spędza między zakurzonymi regałami, czas zabijając rozważaniami o dawnej miłości i odbieraniem telefonów od matki. Zaniedbana, pogodzona ze swoim losem, nadużywająca słowa „bynajmniej”. Pewnego deszczowego dnia, szukając schronienia przed ulewą, w bibliotece pojawia się Roksana – młoda żona miejscowego biznesmena. Kobieta jest całkowitym przeciwieństwem Haliny. Biżuteria, tipsy, modne ciuszki. Tandetna i bogata. Halina z pobłażaniem poleca jej romans Danielle Steel – jako dobry start przygody z literaturą.

Wydawać by się mogło, że ze zderzenia takich dwóch zupełnie odmiennych światów nic dobrego wyjść nie może. Jak bardzo myli się jednak widz, szufladkując z góry obie kobiety. Okazuje się bowiem, że od słowa do słowa, od książki do książki, panie zaczynają się przyjaźnić. Poruszają co raz więcej tematów. Rozmawiają o miłości, odwadze, życiu. I choć ich poglądy diametralnie się różnią, to przeciwieństwa dobrze się uzupełniają. Warto czasem spojrzeć na los z innej perspektywy. Przyjaźń doda im również odwagi, żeby wziąć życie we własne ręce.

Być może „Wydmuszka” nie jest przesadnie odkrywcza, ale w dość wdzięczny sposób porusza ważne tematy. Pierwsza część przedstawienia to przede wszystkim humor, bazujący na kontraście między dwiema kobietami. Druga (może nieco zbyt dosłowna) jest esencją problematyki przedstawienia. Loretta Cichowicz oraz Malwina Irek zostały doskonale dobrane do ról, które odgrywają. Dobrze się je ogląda.

„Wydmuszka” napisana została przez dziennikarza Marcina Szczygielskiego. – Lepiej potrafię zrozumieć kobiety, niż mężczyzn, bliższy jest mi ich sposób patrzenia na świat, nawet łatwiej potrafię się z kobietami porozumieć niż z mężczyznami – przyznał w rozmowie z Leszkiem Skierskim. I choć sztuka jest o kobietach, nie jest tylko dla kobiet. Mówi o ogólnoludzkich prawdach, które nigdy nie ulegają przedawnieniom, nie wychodzą z użycia.

I jeszcze małe sprostowanie. Mimo że „Wydmuszka” miała swoją premierę w Teatrze Małym niedługo przed Wielkanocą, to nie ma ze świętami wiele wspólnego, choć tytuł mógłby sugerować coś innego.
 
PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
jajo_weza_64
Jajo węża w Teatrze Jaracza – recenzja
zazamknie
Przy drzwiach zamkniętych – recenzja
biedermann_20100121_2088462231
Biedermann i podpalacze – najnowsza premiera Teatru Nowego
1 Komentarz
  • 9 czerwca 2017 at 04:55

    Hmmm czy tak jest nie wiem do końca. Autor chyba nie
    do końca uwzględnił wszystkie istotne kwestie…

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*