weekendzrCytując słowa jednej z bohaterek spektaklu, iż Szekspir nie wymyśliłby lepszej intrygi, można bez namysłu zaprzeczyć tej tezie. Gdyby nawet spod Szekspirowskiego pióra wyszła taka sztuka, jaka udała się Robinowi Hawdonowi, to z pewnością na deskach Globe Theatre nie stanęliby tak wyśmienici aktorzy, mogący wywołać szczery oraz niczym nieskrępowany śmiech, jacy zagościli w sztuce Weekend z R.

Komedia ta została napisana specjalnie dla Krystyny Jandy przez Robina Hawdona, którego komedie wystawiane są niemal na całym świecie. Janda, oprócz wyreżyserowania dzieła, podjęła także wyzwanie zagrania głównej roli komedii, angażując w nią również znakomitych aktorów, takich jak Katarzyna Gniewkowska, Cezary Żak, Piotr Machalica czy Jacek Poniedziałek. Spektakl ten, którego premiera miała miejsce 27 listopada 2010 roku na deskach Och-teatru w Warszawie, 11 marca zagościł w łódzkim Teatrze Muzycznym.

Historia Weekendu z R. wbrew pozorom nie jest skomplikowana. Sztuką rządzi z początku błaha intryga, która wraz z rozwojem nieprzewidzianych oraz niekontrolowanych wydarzeń, przeradza się w bezkresną i niezmierzoną farsę. Otóż Clarice (Krystyna Janda) podczas nieobecności swojego męża Rogera (Cezary Żak / Lech Łotocki), zaprasza na weekend kipiącego homoseksualnością architekta wnętrz – Rodneya (Jacek Poniedziałek / Rafał Mohr), który ma pomóc w stworzeniu nowej aranżacji domu, której nie jest przychylny jej małżonek, a przede wszystkim wyczekuje przyjazdu swojego włoskiego kochanka Roberta (Piotr Borowski). Okazuje się, że nie tylko Clarice prowadzi podwójne życie i planuje upojny weekend w towarzystwie swojego adoratora. Mianowicie, miłosne sekrety posiada także jej mąż Roger, mający romans z Daisie (Katarzyna Gniewkowska / Aleksandra Justa) – jej najlepszą przyjaciółką, z którą również planuje romantyczny weekend. Tymczasem misternie przygotowywany plan małżonków bierze w łeb przez przypadkową rozmowę telefoniczną… W efekcie wszystkie ogniwa rozpoczynającej się w tym momencie krotochwili, nabierają błyskawicznego tempa, za którym nie podążają bohaterowie – pada w końcu pytanie pani domu: Każdy wie kim jest? – a co dopiero widzowie. W efekcie rezygnacji Rogera z wyjazdu, do domu jego i Clarice, napływają uwikłani w ciąg niezrozumiałych knowań kochanki i kochankowie – ci prawdziwi oraz ci domniemani.

https://www.youtube.com/watch?v=DfaYTytoCNI

Toczące się wydarzenia oraz przybieranie nowych ról przez bohaterów spektaklu powoduje niekontrolowany chaos słów, znaczeń oraz charakteru postaci. Żaden z bohaterów nie zna prawdy o pozostałych postaciach, przez co każdy żyje w odosobnionym świecie, mającym inny sens oraz wymowę. W gruncie rzeczy, każda postać Weekendu z R. może posiadać własny scenariusz oraz historię. Gra słów, niedopowiedzenia chroniące przed odkryciem prawdy przez partnerów toczącej się farsy, to tylko niewielka część składająca się na nie nieprzeciętny humor Weekendu z R. Pamiętam artykuł z „Gazety Wyborczej”, w którym uznano, że Polak w teatrze szuka twarzy z telewizji. Uważam, iż w stwierdzeniu tym kryje się prawda. Czy jest to jednak wada bądź skaza współczesnego teatru? Na przykładzie spektaklu Krystyny Jandy uważam, że dobór tak znakomitych aktorów, oddających niebywały dowcip teatralnej sytuacji, a przy okazji znanych z ról filmów lub seriali telewizyjnych, nie jest czymś umniejszającym dla rangi sztuki. Wręcz przeciwnie – będąc jego odbiorcą odczułam wysoki poziom wydarzenia, uwidaczniającego się w perfekcyjnej oraz atrakcyjnej grze aktorskiej.

Bez wątpliwości wielką sztukę reprezentuje osoba Krystyny Jandy, wcielającej się w postać zauroczonej w swoim kochanku dojrzałej kobiety, zachowującej się przy nim jak nastolatka, która straciła dla niego głowę. Jej kreację trudno jest oceniać, ponieważ przyzwyczaiła nas do odgrywania wybitnych postaci. I tym razem Janda tryska sceniczną energią oraz wyrafinowaną aktorską manierą. Przede wszystkim w Weekendzie z R. jest jednym z głównych źródeł niepohamowanego śmiechu.

Drugą znaczącą postacią pod względem wyborności humoru swojej postaci jest Jacek Poniedziałek, który w sposób przerysowany, jednak gustowny i nie odstręczający, gra przewrażliwionego na swoim punkcie homoseksualistę, który jak każda inna osoba farsy, nie może odnaleźć się w nowej i absurdalnej dla siebie sytuacji.

W spektaklu tym splot niedorzeczności oraz wielowarstwowej intrygi powoduje zagubienie się odbiorcy w toczącym się zgiełku nowo przybieranych ról oraz masek bohaterów, którzy sami zatracają sens oraz zrozumienie sytuacji, w której się znaleźli – niezależnie od własnej woli. Dlatego widz nie powinien się przejmować nadchodzącym momentem, kiedy to nie wie kto jest kim dla kogo, dlaczego oraz kim był wcześniej. W Weekendzie z R. nie ma to najmniejszego znaczenia. Największą istotą tego spektaklu jest fakt, iż śmiech widza opuszcza teatr, jednak nie schodzi z jego ust przez dalszy ciąg znakomitego wieczoru spędzonego z tak znakomitymi artystami.

Robin Hawdon, Weekend z R. (A surfeit of lovers)
Premiera: 27 listopada 2010 r., Och-teatr
Reżyseria: Krystyna Janda
Obsada: Krystyna Janda, Katarzyna Gniewkowska / Aleksandra Justa, Piotr Borowski, Lech Łotocki / Cezary Żak, Piotr Machalica, Jacek Poniedziałek / Rafał Mohr

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
iwonak
Iwona, księżniczka Burgunda Teatru Studyjnego – recenzja
999_movingtbarakhd
ŁSB: Moving Target – recenzja
Merylin_Mongol_fot._B._Warzecha_3
Teatr Ateneum: Merylin Mongoł

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*