_MG_4716Można by rzec, iż spektakle Chorei są niezwykle przewidywalne. Wiadomo bowiem, że każdorazowo uderzą swą mocą widza prosto w brzuch, że przemielą, że po spektaklu trzeba będzie zbierać z podłogi swą pogruchotaną dolną szczękę.

W przypadku Upadku… nie mogło być inaczej. Widziany przeze mnie już trzykrotnie ciągle doprowadza do rozrostu drażniącej guli w gardle. Drażniącej i dławiącej z powodu emocji i dreszczy wędrujących po plecach.

Spektakl opiera się na prostocie, jest jakby esencją historii, którą chce się przekazać. Drobne rekwizyty, minimalizm, oszczędne dodatki. Ale w tych małych szczegółach znajduje się sedno. W tych rysach kredą na ścianie pozostawionych,  w tej cielesności uciążliwej, tej fizyczności ograniczającej. W tych gestach, minach i spojrzeniach manipulowanych. W zepchnięciu pod ścianę. W kobiecym szlafroku i ślubnej sukience. W nożu i słowach, co bolą bardziej i wgryzają się raniąc i uwierając. W samotności. W samotności, która przelewa się na widza, która wylewa się wodospadami z aktora i wsączona powoli, to czasem znowu gwałtownie, do odbiorców.

Bo o samotność w tej sztuce właśnie chodzi. O niemożność ucieczki od niej, mimo starań wszelakich. Próby te widzimy na własne oczy, te akrobacje i wysiłki, pot i przyspieszony oddech. Prezentuje je Janusz Adam Biedrzycki. To on uosabia chłopca (mężczyznę? kobietę?) pragnącego uciec, pragnącego się uwolnić, walczącego daremnie. Zachwyca jego szczerość, autentyczność, zaangażowanie, ból, który umiejętnie rozgryza na scenie.

_MG_4757

Ale wyróżnić trzeba też dwa elementy odmienne. Bo choć jest to monodram dodatkowa para osób trudzić się musiała. Przede wszystkim Sebastian Klim, który zawsze stojąc gdzieś na uboczu w spektaklach Chorei, gra główne skrzypce. A właściwie kontrabas, perkusję i bas. Instrumentalny geniusz, po prostu. No i światło! O ile te sceniczne poczynania straciłyby na przekazie, gdyby nie właściwa gra światłem (tym razem zamiast Macieja Kowalczyka zajęła się nim Magdalena Paszkiewicz – odpowiedzialna swoją drogą za reżyserię, scenariusz, choreografię i scenografię całego spektaklu).

Nie jestem w stanie uczynić niczego innego jak ukłonić się po trzykroć.

/fot.mat.pras.

Zobacz także:

TOV/Dobro w Teatrze Nowym (foto)

Festiwal Retro/Per/Spektywy 2012 – informacje, program

  

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dobrywieczor
Dobry wieczór kawalerski – recenzja
ICH_CZWORO_TJ_foto_Greg_Noo-Wak_8
Ich czworo w Teatrze Jaracza – recenzja
SHITZ_B1_X
Shitz w Teatrze Nowym — recenzja
1 Komentarz
  • Magdalena
    22 sierpnia 2012 at 09:04

    To największa nagroda, że wynik naszej pracy, moich myśli, dramaturgii i emocjonalności Adama, dźwięków Sebastiana oraz światła, które ustawia Maciej Kobalczyk (cierpliwie znosząc moje dyrektywy – dziękuję Maćku:) dotyka i porusza widza!
    Dziękuję i proszę bardzo
    Magdalena Paszkiewicz

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*