Totalnie_szczliwiPrawie dwie godziny porządnej kulturalnej rozrywki, subtelnie podsuwającej do refleksji bardzo ważną kwestię: w jaki sposób, w dzisiejszym świecie funkcjonuje pojęcie miłości i uczuciowości. Sztuka Jacka Filipiaka Totalnie szczęśliwi, którą możemy oglądać na deskach Teatru im. Stefana Jaracza, to doskonała komedia opowiadająca współczesną historię miłosną.

Ona – Elizabeth (Ewa Audykowska – Wiśniewska) to sfrustrowana, przez lata niedoceniana aktorka, która pracuje w sex telefonie. On – Andreas (Kamil Maćkowiak) to typ indolenta. Niespełniony pisarz, mimo trzydziestki na karku, ciągle na garnuszku u rodziców. Oprócz tego, że mieszkają w tym samym bloku, łączy ich coś jeszcze: obydwoje, mimo tego, że stwarzają świetne pozory, są samotni i trochę pogubieni emocjonalnie. Każde z nich równie mocno potrzebuje miłości i bliskości.

Bohaterowie spektaklu, naznaczeni piętnem czasów postępującej społecznej degrengolady, z niemałym wysiłkiem starają się wykrzesać z siebie odrobinę odwagi do tego, aby otworzyć się na drugiego człowieka, zaufać mu. Muszą drastycznie przeinterpretować pojęcie miłości i przyjaźni. Zerwać z globalistycznym pojmowaniem tych uczuć i nauczyć się okazywać je na nowo. Zadanie trudne, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

joomplu:30666Andreas już w pierwszej scenie uwodzi widzów swoim urokiem. Chcąc nawiązać bliższą znajomość z atrakcyjną sąsiadką, przychodzi do niej, żeby pożyczyć nie sól, czy mąkę, ale… prezerwatywę. Trzeba przyznać, że to dość niebanalny pomysł na zwrócenie uwagi kobiety. Elizabeth będzie mu służyła pomocą, dając mu do wyboru całą paletę różnokolorowych prezerwatyw, a kiedy ten wybierze czarną dowie się, że „Czarne nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem, bo czarny wyszczupla”…

Choć poruszane w sztuce tematy oscylują wokół niespełnionych ambicji, strachu przed zaangażowaniem, czy kryzysem zaufania, a więc sytuacji wzbudzających uczucia pejoratywne, spektakl nie jest trudny w odbiorze, a co najważniejsze nie emanuje pesymizmem. Dynamiczne, krzepkie, przepełnione humorem dialogi sprawiają, że sztuka, która przecież do najkrótszych nie należy, do końca trzyma w napięciu, nie nuży i powoduje, że kąciki ust mimowolnie, przez cały czas kierują się ku górze.

Totalnie szczęśliwi przyciągają kunsztownym aktorstwem, swobodnym poczuciem humoru, a przede wszystkim… realizmem. W dzisiejszej rzeczywistości, w której relacje damsko-męskie są uschematyzowane i przedstawiane w sposób coraz bardziej zwulgaryzowany, odarty z prywatności, coraz trudniej zdobyć się na odrobinę szczerej intymności i bliskości. Strach przed odrzuceniem, wyśmianiem, niepowodzeniem – paraliżuje. Czy w takim razie  w ogóle warto próbować? Czy warto poszukiwać prawdziwej miłości? Na pewno warto wybrać się do teatru na Totalnie szczęśliwych i po obejrzeniu spektaklu choć chwilę podumać nad związkami uczuciowymi.

/fot. materiały prasowe

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
blazen2
Letnia scena 2013: Błazen Pana Boga – recenzja
P8
Pokolorowanki – recenzja (foto)
IMG_4347
LS 2015: Shirley Valentine (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*