SingleIRemiksy01Wyższe piętro warszawskiego wieżowca może być światkiem większych fars niż nam się to wydaje. „Single i remiksy” – sztuka w reżyserii Olafa Lubaszenki, świadczy o tym doskonale. A my mogliśmy się przekonać o tym dzięki teatrowi Lutnia, który w piątkowy wieczór gościł nie lada gwiazdy! Jeśli korporacyjne życie nie jest Wam obce i nie chcecie poświęcać czasu, aby po godzinach oglądać powtórkę z codziennego dnia pracy, to jesteście w wielkim błędzie, nie wybierając się na tę sztukę. Dzięki „Singlom i remiksom” może spojrzycie na tą przestrzeń nieco przychylniejszym okiem? Bo w końcu tyle się tam może jednak wydarzyć!

Sztuka Marcina Szczygielskiego bierze pod lupę stosunki w, tak bardzo współczesnym, światku korporacji. Magda (weronika Książkiewicz), wojująca pani prezes, prężnie rozwijającego się czasopisma „Single w wielkim mieście”, jest typową przedstawicielką kobiet spod znaku „facet z wozu, koniom lżej”. Uważa, że najbardziej wartościowym pracownikiem jest ten, którego nie dotyczą żadne osobiste zobowiązania, bo przecież „singiel to najlepszy utwór na płycie”, więc nie warto inwestować w „zapychacze” w postaci ludzi w stałych związkach. Całe przedsiębiorstwo wtłacza w karby swojej ideologii. Kłopot pojawia się w momencie, kiedy wydawnictwo zostaje przejęte przez indyjskiego rekina – działalność rodzinną, która kładzie istotny nacisk na związki pracowników, przede wszystkim szefostwa. Czyżby Magda musiała obrócić, więc swoją filozofię o 180 stopni? Zwłaszcza, że wisi nad nią widmo wizytacji nowego przełożonego Nirka (Lesław Żurek), przybywającego z Indii. Co jest w stanie zrobić szefowa, żeby utrzymać się przy władzy? Tyle samo, co pracownicy chcący zatrzymać swoje posady, kiedy w tle widać kredyt na 30 lat i nie spłacony samochód. Okazuje się, że polityka dotychczasowa polityka Magdy nie była dosyć skuteczna, bo jej najbliżsi pracownicy – dyrektor Sebastian (Wojciech Medyński) i Joanna (Anna Mucha) są od 5 lat małżeństwem. Ale oczywiście nikt o tym dowiedzieć się nie może, bo kredyt sam się nie spłaci. Tym razem Magda musi się postarać chyba bardziej.

Sytuacja, która dla wielu jest codzienną tragedią tu ubrana jest w tak zabawną formę, że nie sposób powstrzymać publiczności od salw śmiechu. Sztuka, w przewrotny sposób, uwidacznia do czego jest zdolny człowiek przyparty do muru. Zwłaszcza, dobrze widać to w roli Sebastiana, genialnie zagranego przez Wojciecha Medyńskiego. Z jednej strony mając apodyktyczną szefową, z drugiej równie nieustępliwą żonę wychodzi z tego wszystkiego z nerwami w strzępkach i astmą, odbierającą dech na każdym kroku. Jedyne co trzyma go w ryzach to wizja osiągnięcia sukcesu zawodowego, a przynajmniej utrzymania posady, którą już ma. Z resztą łączy go to z szefową. Magda, podobnie jak pręży swoje ciało na początku spektaklu, tak też chce traktować swój umysł i emocje, ukierunkowując je wyłącznie na sukces. A zaprowadzi ją to do … Bollywood, które w swoim kiczu jest jak zawsze nieprawdopodobnie cudowne!

SingleIRemiksy04

Sztuce być może brakuje w swojej przewrotności do Moliera, ale po jej obejrzeniu nie sposób czuć zawód. Sam fakt możliwości oglądania tak znanych twarzy pewnie przyciąga wielu. I trzeba przyznać, że to niemała przyjemność zobaczyć ich w swojej profesji. Wojtek Medyński stworzył najlepszą z kreacji, nadając swojej pozornie spłoszonej postaci niesamowitej energii i przyprawiając publiczność o ból policzków. Z kolei Weronika Książkiewicz jest po prostu mocą w najczystszej postaci i jeśli na co dzień ma choć trochę z siły Magdy, to wolałabym z nią nie zadrzeć. Anna Mucha nie błyszczy może aż tak bardzo przy tej dwójce, ale mimo tego jednym wejściem jest w stanie powalić całą publiczność na kolana. Przy takim zestawie dość blado prezentuje się Lesław Żurek i to chyba jedyna rzecz jaką można zarzucić tej sztuce (może jeszcze poza paroma suchymi żartami, ale przecież wszyscy uwielbiamy suchary!).

Zamiast martwić się kredytem zaciągniętym na 30 lat polecam wybrać się na tę sztukę. Bo nie samą pracą żyje człowiek. Trzeba się też z niej czasem pośmiać. A jak wiadomo śmiech przedłuża życie, więc może „Single i remiksy” przedłużą nasze życie na tyle, żeby jeszcze doczekać emerytury!

/fot. mat.prom.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
IMG_4005
LS 2015: Moral insanity. Tragedia ludzi głupich – recenzja
3w3k
Wieczór Trzech Króli w Teatrze Nowym – recenzja
INTERNETy_A_MIASTO_L
Miasto Ł – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*