17_fot._Janusz_Szymanski

W ramach kolejnej edycji projektu Dotknij Teatru, 22 marca na Małej Scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi swoją premierę miał spektakl Savannah Bay w reżyserii Anny Ciszowskiej (na podstawie dramatu francuskiej pisarki Marguerite Duras).

W surowej scenerii otoczonej widzami, rozgrywa się konfrontacja dwóch kobiet. Nie jest wiadome w jakim konkretnie miejscu one się znajdują, ani czy są one postaciami realnymi i żyjącymi, bądź duchami, zjawami… Nad bohaterkami oraz rozgrywającą się akcją panuje pewnego rodzaju iluzja oraz oniryzm, ponieważ poprzez towarzyszącą muzykę oraz sposób przedstawienia historii odczuwa się pewnego rodzaju tajemnicę, czasami wręcz nierealność.

Madeleine – aktorka i piosenkarka (w tej roli Barbara Dembińska), za sprawą młodej kobiety (Katarzyna Anna Małachowska) powraca wspomnieniami do swojej przeszłości: lat dojrzewania oraz pierwszej miłości, jako czasu szczęścia oraz beztroski, kariery zawodowej, muzyki, jak i czasu nieszczęść, cierpienia oraz bólu, spowodowanego między innymi konsekwencjami zakochania. Wspomnienia te stają się bardziej dramatyczne, kiedy uświadomimy sobie obecną sytuację artystki, będącej samotną, sparaliżowaną starszą kobietą, niemającą nic poza tym, co zachowała w swojej pamięci.

joomplu:50411

Narratorem, a zarazem reżyserem Savannah Bay jest wspomniana młoda kobieta, towarzysząca Madeleine podczas jej wyznań. Ta jednocześnie jest ich prowokatorką, wywołującą je z pamięci Madeleine. Odnosi się wrażenie, że gra ona na emocjach artystki, bawi się nią, przywołując na zmianę wspomnienia radosne i smutne, wzbierające śmiech, jak i rozpacz Madeleine.

Tak jak spektakl ten nie jest długi, bo trwa około 45 minut, tak i ten tekst nie będzie o nim długo traktował. Kiedy światła zgasły, zwiastując koniec Savannah Bay, poczułam pewnego rodzaju pustkę, wręcz anemiczność. Niestety, stan ten nie był spowodowany nadmiarem emocji oraz wrażeń na mnie oddziałujących podczas odbioru przedstawienia, ale ich niedostatkiem. Poza ogólnym odbiorem oraz zrozumieniem tego, co się działo na scenie, widz pozostaje z niczym – żadnym zamysłem nad podjętym tematem, refleksją, emocjonalnym przeżyciem spektaklu. Oczywiście, poza dobrą grą aktorską oraz pomysłem na tę sztukę, nie jestem w stanie jej polecić. Ci, którzy oczekują od teatru poruszenia, namysłu i intelektualnego usatysfakcjonowania, trwającego dłużej niż sam spektakl, z Savannah Bay wyjdą zawiedzeni.

/fot. mat.pras. Janusz Szymański

PRZECZYTAJ INNE RECENZJE TEATRALNE

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Aj_waj_fot._Piotr_Nadolski_12
Aj Waj! Czyli historie z cynamonem… – recenzja
25072013_033
Letnia Scena: Być jak Maria Janion – recenzja (foto)
Wesele_fot._1
31 FST: Wesele – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*