romans1akt26To miała być podróż sentymentalna. Daleko od zgiełku, z ogniem w kominku i gramofonem grającym rosyjskiego walca. A przy tym prosta historia, która nie wymaga interpretacyjnego wysiłku, lecz przynosi ukojenie. Tak wynika z opisu spektaklu na stronie Teatru Małego. Udało się w dwóch trzecich.

„Romans z Czechowem” w reżyserii Mariusza Pilawskiego to spektakl złożony z adaptacji trzech utworów Czechowa: jednoaktówek „Oświadczyny” i „Niedźwiedź”, oraz noweli „Łabędzi śpiew”. A dlaczego „romans”? Bo sposób w jaki spektakl łączy ze sobą trzy wykorzystane utwory ma podłoże czysto intuicyjne i nie wynika z żadnych powiązań treściowych pomiędzy nimi. Wspólnym mianownikiem trzech kolejnych inscenizacji składających się na spektakl jest ich specyficzna nastrojowość, przywodząca na myśl stereotypowy obraz romantycznej, dziewiętnastowiecznej Rosji. Słowo „romans” oznacza tu „flirt” z twórczością Czechowa.

W teorii brzmi to nieźle. Jednak praktyka w spektaklu Pilawskiego sprowadza się do tego, że teksty adaptowane są na scenę „po bożemu”. Przy użyciu takiej samej scenografii i takich samych środków wyrazu, jakie mogłyby być wykorzystane w inscenizacji dziewiętnastowiecznej. Awangarda więc z „Romansu z Czechowem” żadna – ale też nie do miłośników awangardy jest on skierowany.

„Oświadczyny” i „Niedźwiedź” to zabawne historyjki oparte na najprostszych schematach dramatycznych. W „Oświadczynach” szlachcic (w tej roli Pilawski) odwiedza sąsiada (Marek Kołaczkowski) prosząc o rękę jego córki (w tej roli wymiennie Magdalena Kaszewska, lub Małgorzata Lipka). Próbując porozmawiać o tym z samą zainteresowaną nie może dojść do sedna, bo oboje co rusz kłócą się o jakieś błahostki. W „Niedźwiedziu” ordynarny z pozoru wierzyciel (Wojciech Bartoszek) przychodzi do wdowy po koledze z wojska (Elżbieta Czerwińska) odebrać dług, który jej mąż ponoć u niego zaciągnął. Bohaterowie początkowo nie mogą na siebie patrzeć, a w końcu się w sobie zakochują.

romans2akt30

Rozwój akcji nie zaskakuje, ale bawi – zwłaszcza, że aktorzy dobrze odgrywają swoje role, potrafiąc w odpowiednich momentach nawiązać kontakt z publicznością. Relacje między głównymi bohaterami urozmaicają ponadto bardzo udane kreacje postaci drugoplanowych. W „Oświadczynach” – ojca narzeczonej, a w „Niedźwiedziu” – służącego wdowy (w tej roli również Pilawski).

Przedstawienie pozwala spojrzeć z przymrużeniem oka na komizm szarego życia, z całą jego śmiesznością wyłaniającą się z nas np. w sytuacjach, gdy zaczynamy obgadywać naszego sąsiada, lub gdy perorujemy na temat różnic między osobowościami męskimi i kobiecymi. W prawdzie wobec pewnych aspektów życia w wieku dziewiętnastym nie sposób wyzbyć się protekcjonalizmu, to myślę, że takie sztuki jak „Romans z Czechowem” też bywają potrzebne. Pozwalają uciec od skomplikowanych problemów rzeczywistości w świat, w którym wszystko jest proste i zmierza ku szczęśliwemu końcowi.

Problem mam z ostatnią częścią „Romansu”: „Łabędzim śpiewem”. Historia aktora o przebrzmiałej sławie (Stanisław Brejdygant), który wspomina lata świetności kompromituje spektakl. Sprawia wrażenie, jakby reżyser, bojąc się krytyki za jednopłaszczyznowy obraz rzeczywistości chciał pod koniec zafundować widzom garść prawd uniwersalnych. Niestety stylistyka całości spektaklu wymusiła wykorzystanie tej samej co w przypadku poprzednich części, dziewiętnastowiecznej konwencji. W efekcie, zamiast nastrojem romantycznej idylli, ze sceny wieje skansenem. Rzekome uniwersalia wypowiadane przez bohatera zamieniają się zaś w stos łopatologicznie wykładanych truizmów.

Trzecia część jest na szczęście krótka. Natomiast o dwóch poprzednich można powiedzieć, że nie są złe. „Romans z Czechowem” to spektakl, który nikogo przesadnie nie zachwyci, ale też nikogo nie zgorszy. Dobry wtedy, gdy idąc do teatru nie oczekuje się artystycznego wyrafinowania, ani poszerzania światopoglądu, lecz zwyczajnego relaksu. Można pójść, pooglądać, pośmiać się.

/fot.mat.prom.

PRZECZYTAJ INNE RECENZJE TEATRALNE

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
weekendzr
Weekend z R. – recenzja
Mczyzna_ktry_pomyli_fot._2
31 FST: Mężczyzna, który pomylił swoją żonę… – recenzja
fst
33 FST: Przypadek Klary – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*