_MG_6192Jeśli nie jesteśmy mordercami, to tylko przez przypadek. Tą myślą wydaje się podszyty spektakl „Roberto Zucco” w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej. W świecie, który na deskach Teatru Studyjnego wykreowali studenci łódzkiej filmówki słowo „człowiek” nie brzmi dumnie. Raczej smutno i przerażająco.

Tytułowego bohatera sztuki Bernarda-Marie Koltesa poznajemy już jako mordercę. Zabójcę swojego ojca, który po ucieczce z więzienia odwiedza matkę. Zabija ją. Potem zabija też inspektora policji i nastolatka. Policjanta prawdopodobnie dla zemsty, chłopca z przypadku, a matkę… z miłości? Scena spotkania z matką elektryzuje. Obie postaci na przemian epatują względem siebie chorobliwym oddaniem i histerycznym żalem. Histeria bierze jednak górę, skutek musi być tragiczny.

Spektakl jest inscenizacją zapoczątkowanego zbrodnią procesu psychicznej i moralnej autodestrukcji bohatera. A raczej bohaterów, bo to nie tylko historia chłopca z dobrego domu. Wzorowego ucznia, któremu marzyły się studia na uniwersytecie, lecz który jednym napadem szaleństwa skazał się tułaczkę po marginesach społeczeństwa. To też historia ludzi o losach krzyżujących się z jego losem. Członków różnych klas społecznych unieszczęśliwiających siebie i swoich bliskich poprzez bałwochwalczą wierność schematom postępowania narzucanym przez otoczenie. Jest taka scena, w której Roberto rozpaczliwie powtarza swoje imię i nazwisko. Zapytany dlaczego to robi odpowiada: „bo boję się, że zapomnę”. Z jednej strony jest to wyraz desperacji człowieka, któremu nieustanna nagonka nie pozwala przyznawać się do swojej tożsamości. Z drugiej strony przeraźliwy apel o wzajemną empatię. O to, żeby w człowieku dostrzegać osobowość, a nie uświęconą społecznie wiązkę nakazów i zakazów skupiającą się w funkcjach, jakie w rodzinie pełnić powinni: brat, siostra, ojciec, matka, syn.

W gruncie rzeczy głównym tematem nie są jednak losy bohatera, ale pytanie: dlaczego zabił po raz pierwszy? Odpowiedź jakiej zdaje się udzielać on sam jest przerażająca: po prostu.

„Roberto Zucco” to studium nieuświadomionej frustracji wywoływanej koniecznością dopasowania się do norm współżycia w rodzinie, społeczności, społeczeństwie. To spektakl dla odważnych. Gotowych dostrzec drzemiącego w nich mordercę i wyciągnąć konsekwencję co do tego, jak go nie zbudzić. Ogląda się jak na szpilkach.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Dwoje_rum_foto_Greg_Noo-Wak_3
Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku – recenzja
Człowiek z Manufaktury – recenzja
zazamknie
Przy drzwiach zamkniętych – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*