Mord_fot._Janusz_Szymaski1Co właściwie powinno nas wzruszać? Czy cierpienie maltretowanego dziecka, niewinnej ofiary wojny i ludzkiego okrucieństwa? A może utrata godności, z której odarto parę kochanków w chwili, która miała być dla nich najszczęśliwszą?

Przerażać powinna nas niewątpliwie przemoc, tytułowy mord, krew, krzyk i ludzka podłośćobjawiająca się brakiem poszanowania dla bliźnich, współobywateli, członków rodziny, czy po prostu, dla wszystkich,otaczających nas ludzi, których spokój i poczucie bezpieczeństwa mogą zostać zmącone niemal w każdej chwili, z najbardziej błahego dla nich powodu.

Współczesny teatr przybiera zbyt często rolę dziesiątej muzy, chcąc zapewnić widzom nie tylko dreszcz emocji, ale i chcąc zaskoczyć ich środkami wyrazu, po które do tej pory nie sięgnął jeszcze nikt wcześniej. Czego przecież może oczekiwać potencjalny widz, jeśli nie rozrywki? Czym przyciągnąć go do teatralnej sali, kiedy wokół jest tyle innych możliwości?

Krzyk, przemoc, szykany i bluźnierstwa to prawdziwa nowoczesność, która musiała wkraść się na teatralną scenę aby przyciągać publiczność i aby zapisać tytuły tworzonych sztuk grubą czcionką w programach artystycznych i na prezentowanych afiszach. Tytuły proste, chwytliwe, intrygujące i niosące za sobą treść, której oczekuje współczesna publiczność, zwabiona obietnicą sensacji i mocnych wrażeń.

Czy jednak nie można wzbudzić w nas, widzach emocji w żaden inny sposób? Czy słuchając o wojnie musimy słuchać o niej w sposób tak oczywisty, prezentowany w formie niemal reportażowej?

Czy brutalność może być ukazana tylko brutalnością, a zemsta ma odnosić się jedynie do chęci pozbawienia życia winnego naszej osobistej tragedii? Czy krzywda musi przydarzyć się właśnie dziecku, tylko dlatego, ze pewnym jest iż krzywda niewinnych i bezbronnych, wzrusza publiczność najbardziej?

Jako widzowie oczekujemy emocji, chcemy dowiedzieć się czegoś więcej o sobie, o życiu, poznać kolejne, nieznane historie, doświadczyć dotąd niedoświadczonego i odkryć w sobie i innych to, co do tej pory pozostawało nieodkryte.

Chcemy zrozumieć świat i rządzące nim prawa, żyjąc w nim jednocześnie na co dzień, zajęci swoimi sprawami. Nie zwracając uwagi na bezpośrednie otoczenie, wybieramy się do teatru po porcję uczuć, wstrząsających scen i rozrywki, której nie zaserwowało nam samo życie, bądź których w życiu nie chcieliśmy, nie umieliśmy odnaleźć.

Zgadzając się jednak na ten kierunek zmian i na obrazę naszej emocjonalnej inteligencji doprowadzamy do sytuacji, w której teatr zbliża się w swojej ofercie życiowej edukacji do pogardzanej telewizji, a wystawiane na deskach scenicznych sztuki są kolejnymi kopiami, dawniej świeżych, a obecnie nieco już odgrzewanych pomysłów, które sprawdziły się raz i sprawdzać się będą, dopóki doprowadzą do zapełnienia sali, widzami głodnymi rozrywki.

„Mord” Hanocha Levina to nic innego, jak bazujący na podstawowych emocjach, nie wnoszący niczego do dialogu o tragedii wojny przejaw przerostu formy nad treścią i zmarnowana szansa na przekazanie niemal nieograniczonymi środkami wyrazu artystycznego, prawdziwych emocji i skomplikowanych, niewytłumaczalnych, antagonistycznych ludzkich zachowań czasów konfliktu i pokoju.

Gdyby nie scenografia Wojciecha Stefaniaka i zabiegi reżyserskie oraz opracowanie muzyczne Norberta Rakowskiego, które profesjonalizmem i poziomem, zdecydowanie przewyższają samą sztukę – „Mord” byłby jedynie mordem… popełnionym na łódzkiej publiczności.

***

Hanoch Levin (1943-1999) izraelski dramaturg, poeta, pisarz i reżyser teatralny. Pochodził z rodziny żydowskiej, która w 1935 roku wyemigrowała z Łodzi do Palestyny. Współpracował m.in. z Teatrem Miejskim w Hajfie, Teatrem Cameri z Tel Awiwu i Teatrem Habima. Spod jego pióra wyszło ponad 50 dramatów, takich jak: „Jakub i Leidenthal”, „Szyc”, „Męki Hioba” i „Mord”.

 /fot. Janusz Szymański

Sprawdź aktualny repertuar Teatru Nowego!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Maria Stuarda w Teatrze Wielkim – recenzja
IMG_4347
LS 2015: Shirley Valentine (foto)
IMG_0892
Letnia Scena: Maria S. (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*