przyjazneduszePo przysłowiowe „brzegi” została wypełniona duża sala Teatru Nowego w sobotni wieczór 26 lutego. Wśród przybyłych gości można było dostrzec nawet osobistości ze świata polityki. Powodem tak dużego zainteresowania widzów, była premiera nowego spektaklu w reżyserii Pawła Pitery pt. „Przyjazne dusze”(Spirit Level).

   
Osobom mniej obeznanym z teatralną tematyką warto nadmienić, że jest to premiera wersji w wydaniu Pitery, bo sam scenariusz, napisany przez Pam Valentine przed około pięciu laty, był wykorzystywany już wielokrotnie. Mówiąc metaforyczne, „Przyjazne dusze” to  premiera „odgrzewanego kotleta”  przyrządzonego przez innego kucharza. Poprzednie wersje min. w wykonaniu warszawskiego Teatru Kwadrat zebrały bardzo przychylne recenzje, przed reżyserem stanęło więc poważne zadanie, pokazania czegoś lepiej lub przynajmniej inaczej niż dotychczas.  
 
Autorkę scenariusza, wielokrotnie określano jako specjalistkę od sitcomów, nie dziwi więc fakt, że „Przyjazne Dusze” to historia dosyć prosta, żeby nie powiedzieć banalna. Bezdzietne małżeństwo w średnim wieku, Jack i Suzie Cameron ( Andrzej Szczytko i Maria Gładkowska) ulega śmiertelnemu wypadkowi podczas wakacji we Włoszech. Ponieważ Jack nawet po śmierci pozostaje nieprzejednanym ateistą, para zamiast do nieba, wraca do swojego letniego domu pod Londynem. Niestety, jako duchy, nie mogą już egzystować tak jak dawniej. Czas spędzają na wspomnieniach o minionym życiu i psotach jakie płatają agentowi nieruchomości Markowi Websterowi (Piotr Seweryński), który usilnie, choć z miernym skutkiem stara się pozyskać chętnych do nabycia nawiedzonego domu. Sytuacja zmienia się jednak gdy na wynajem decyduje się młode małżeństwo, Simon i Mary (Marcin Włodarski i Agata Kaczmarek). Mimo początkowej niechęci a nawet wrogości, Cameronowie stopniowo coraz bardziej zaczynają interesować się problemami młodej pary i uczestniczyć w ich życiu domowym.
 
Spektakl utrzymany jest w konwencji czegoś, co w filmie zwykło się określać mianem „kina familijnego” Symetryczne postacie, jasno określone role, prosta fabuła z klarownym morałem i oczywiście obowiązkowy „happy end” No i nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież jest to komedia. Mimo wielu rzeczy które można byłoby poddawać krytycznej ocenie, jeden najważniejszy, chciałoby się powiedzieć, konstytutywny warunek, został spełniony: spektakl jest po prostu zabawny.  Po dość ospałym początku, następuje seria dowcipów gagów i śmiesznych wydarzeń, których kulminacją jest druga wizyta teściowej (Danuta Rynkiewicz), czyli mamy Mary. Czy damie w tak zacnym wieku, przystoi dosiadać w niedwuznaczny sposób, agenta nieruchomości?
 
Mimo iż głównym celem sztuki, jest rozbawienie widza, oraz przeprowadzenie go przez historię możliwie gładko i bezpiecznie to można dostrzec kilka elementów które mogłyby aspirować do miana głębszego przekazu. Chodzi tu przede wszystkim o kwestie ulotności życia  którego nie potrafimy wykorzystać go we właściwy sposób. Najpiękniejszą rzeczą jaka może nam się przydarzyć jest przecież miłość, cała reszta jakoś się ułoży, podpowiada autorka.
 
Wielkie brawa dla aktorów drugoplanowych, ze szczególnym wyróżnieniem Piotra Seweryńskiego, którego każdorazowe pojawienie się automatycznie wywoływało śmiech. Doskonale z rolą anioła poradziła sobie, również  Teresa Makarska. Troszkę gorzej wypadły postacie pierwszoplanowe.  Para Włodarczyk-Kaczmarek, całkiem przyzwoicie ale bez fajerwerków. Natomiast Szczytko i Gładkowska, z powierzonymi im rolami, mogli zrobić więcej. Mam wrażenie, że nawet dużo więcej. Za mało wyrazu, za mało ikry, określenie poprawnie,jak na tak doświadczonych aktorów, jest mimo wszystko pewnym zawodem.
 
Jeżeli nie mamy specjalnych wymagań co do fabuły, i jesteśmy nastawieni na dużą porcję, lekkostrawnej zabawy w „serialowym stylu”, to zdecydowanie warto się wybrać.
 
Przyjazne dusze Przyjazne dusze Przyjazne dusze
Przyjazne dusze Przyjazne dusze Przyjazne dusze
Przyjazne dusze Przyjazne dusze Przyjazne dusze
Przyjazne dusze Przyjazne dusze

 

Zobacz także:

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Jakub_Firewicz_Milosz_Karboownik_Jaroslaw_Dziedzic_Micha
MFSPiN: Miarka za miarkę – recenzja
7
Opowieść wigilijna – recenzja
Ferragosto w Teatrze Powszechnym – recenzja
4 komentarze
  • Ilona Duda
    27 maja 2018 at 20:40

    Dla mnie po prostu bomba. Uśmiałam się ale i ma poważne sprawy też był czas. Oglądałam urywek tej sztuki z z innego teatru to wydawało mi się trochę sztuczne, ale w Łodzi aktorzy naprawdę profesjonalizm. Po prostu super. Mogłabym nawet obejrzeć jeszcze raz. Gorąco polecam. 😆

  • Anna
    17 grudnia 2016 at 16:16

    Polecam wszystkich sztukę zagrana przez młodych aktorów z domu kultury w Ksawerowie. Byłam na sztuce granej przez profesjonalistów i na tej granej przez amatorów i śmiem twierdzić że młodzi aktorzy zagrali lepiej. Brawo.

  • Arcadious
    1 marca 2011 at 16:11

    faktycznie sztuka przypominala nieco nagranie odcinka serialu komediowego przy udziale publiczności. Nieco odzwyczaiłem sie już od takiego teatru, ale… “Przyjazne dusze” to po prostu miły sposób spędzenia wolnego wieczoru. nie mniej, nie więcej 🙂

  • Joanna
    1 marca 2011 at 13:24

    Moim skromnym zdaniem dobrze to Pan ujął jednakże, myślę że niesprawiedliwa jest ocena ról pierwszoplanowych. Młodzi mieli wprowadzić jakąś świeżość i rzeczywiście bez fajerwerków natomiast małżeństwo duchów miało być bardziej stonowane, “na dystans” i przede wszystkim śmieszyć co Nowemu udało się bdb.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*