IMG_2517

Za nami inauguracja działalności fundacji „teatr/studio/Łódź”. Na warsztat wzięto Próby Bogusława Schaeffera. Na deskach AOIA prezentują je młodzi aktorzy, związani z PWSFTviT Łódź oraz PWST Kraków.

Dla reżysera to nie nowość. Jacek Orłowski z Próbami zetknął się jakiś czas temu przy okazji realizacji dyplomu ze studentami łódzkiej filmówki. Z tamtej wersji sztuki pozostała Anna Cichy Fatyga, Milena Staszuk (w prezentowanej w sobocie wersji zamiast niej pojawiła się Monika Mielnik) oraz Bartosz Szpak. Poza nimi w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych możemy zobaczyć Wacława Mikłaszewskiego oraz Bartosza Buławę lub też Jakuba Kryształa.

Scena. Deski teatralne. Teatr to teatr, a życie to życie. Kolejne, nieco improwizowane scenki – spiker, ławeczka, mafiozo. Prezentujący się aktorzy i kierujący nimi reżyser. Wybory. Sztuka na oczach widza rozpada się, tworzy nowe konteksty. A wszystko to w oparach absurdu, Bertolda Brechta oraz, co wiadome, Bogusław Schaeffera. Próby – aktorzy podczas nich poznają siebie, własne możliwości i bariery, sama sztuka, to tylko odegranie pewnej roli, najpierw należy się jej nauczyć.

Mam duży problem z Bogusławem Schaefferem, gdyż zawsze wydawał mi się twórcą przecenianym i zbyt jarmarcznym. Żadna ze znanych mi realizacji – czy to Scenariusz dla trzech aktorów, kolejne Audiencje – nie przekonały mnie do niego. Podobnie, niestety, jest z Próbami.

Wydaje się, że tekst Schaeffera nieco się zużył. Mimo dość ciekawych momentów, podczas których aktorzy muszą zmierzyć się sami ze sobą – zabaw językowych, zbyt wiele tutaj przeciętnych gagów i zagrań znanych ze współczesnych, niezbyt dobrych, kabaretów. Także być może z tego powodu odbiór sztuki – subiektywny – nie mógł być do końca pozytywny.

Na pewno na pochwałę zasługują młodzi aktorzy, którzy mimo kilku początkowych wpadek nieźle zaprezentowali się w swoich rolach (w szczególności Bartosz Buława i Bartosz Szpak), o dziwo na ich tle nijako wypadł najbardziej znany z improwizacji Wacław Mikłaszewski, grający tutaj postać reżysera. Na szczęście efekt „wzrostu przyjemności” powstały w trakcie przyglądania się przedstawieniu pokazuje, że jest nadzieja i możliwości, aby kolejne odsłony Prób były ciekawsze i bardziej udane. Byle była większa energia, a jeden aktor “podciągał” drugiego w słabszych momentach.

Brakowało tu zwiększonej interakcji z widzem i szaleństwa w improwizacji. Bez tego Próby są tylko dość poprawną, sprawną realizacją, zapewne wielu satysfakcjonującą, jednak nie jest to “tym”, czego należy oczekiwać. Mnie zabrakło „poweru”, czegoś co powaliłoby mnie częściej, niż tylko w kilku momentach. Na szczęście zawsze jest nadzieja, potencjał istnieje. Być może aktorzy się “rozegrają” i będzie ciekawiej.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
iwona
Iwona, księżniczka Burgunda – recenzja
a2011-09-25_13-41-17
Zakochany Miś w Teatrze Piccolo (foto)
plakat_witkac
Witkacy? – Profanacja – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*