orfeuszOrfeusz prezentowany w Klubie Nauczyciela to inscenizacja poematu Czesława Miłosza Orfeusz i Eurydyka oraz tekstów Wergiliusza, Zbigniew Herberta i Rainera Marii Rilkego. Spektakl jakże zaskakujący.

Już na samym początku dowiadujemy się, że nie będzie to zwykła sztuka, ale czymś w stylu performance, zdarzenia teatralnego, czegoś co ma nas zmusić do przemyśleń, zamyśleń, namyśleń – szeroko pojętej zadumy. I tak też się po części dzieje.

Zaczyna się na schodach, aktorzy czytają z kartek, poprawiają swoje kwestie, intonują na różne sposoby, sztuka jest żywa – każdy ma prawo do pomyłki. Do mnie ta forma przekazu kompletnie nie przemówiła. Chaos, niezdecydowanie i choć grający wkładają w to siebie, to całość nie klei się, rozprasza. Każda z trzech części odbywa się w innym miejscu. Widzowie przechodzą do kolejnych pomieszczeń. I znów kartki, które jak dla mnie zabijają cały klimat teatru, za dużo świateł, zero intymności. Aktorzy jakby nie zrażeni, nie dostrzegają niedociągnięć i grają. Stają się już luźniejsi, pewniejsi. Tylko oni i ich przekonanie, że są tutaj w słusznej sprawie, trzymają jeszcze w ryzach ten spektakl, uspokajają widza, choć nie na długo.

Nic tu do siebie nie pasuje. Ani przerysowane stroje, ani wnętrza ucharakteryzowane jakby pośpiesznie i niechlujnie. I tylko trzecia część na prawdę wciąga. Jest to interpretacja wiersza Czesława Miłosza i wreszcie aktorzy pozbywają się okropnych kartek i mówią, wygłaszają, żyją tą opowieścią. Nareszcie zostajemy wplątani w fabułę, przeżywamy ich wzruszenie, widzimy żal i smutek.

Na wyróżnienie na pewno zasługuje rola Orfeusza w wykonaniu Przemysława Sowy, wybijająca się ponad resztę zespołu. Muzyka pojawia się z przerwami, jest dobrana idealnie, jednak nijak nie ratuje spektaklu. Jest jej za mało, za cicho widzowi w głowie. Różnorodność i niedopasowanie zakłócają kompletny odbiór spektaklu.

Trudno mi napisać coś więcej. Wciąż mam dylemat – o czym tak na prawdę był spektakl? Co chciał nam powiedzieć autor, co przekazać tym obrazem? Czy wszystkie niedociągnięcia były zamierzone, czy spowodowane zbyt szybkim przygotowaniem? Jeszcze na długo to oto zdarzenie teatralne pozostawi we mnie niedosyt i poczucie kompletnego niezrozumienia. Ale może o to właśnie chodziło?

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
IMG_0979
Letnia Scena: Prawdziwa historia śmiechu (foto)
07_Rzeczy_Lukasz_Bzura_Luiza_Luszcz-Kujawiak
Rzeczy Teatru Logos – recenzja (foto)
kopciuszek3
Kopciuszek w Teatrze Pinokio – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*