022uwolnickarpiaOd festiwalowego przedstawienia należałoby oczekiwać chociażby minimalnie interesującej rozrywki. Nawet nie wysokiego lotu, ale co najmniej poprawnego tekstu. Niestety sztuka Uwolnić karpia, oparta na komedii zwycięzcy ostatniej edycji konkursu Komediopisanie, Piotra Bulaka, jest poniżej wszelakiego poziomu przyzwoitości i godności.

Akt pierwszy – czas umierać. Rodzina czeka na śmierć dziadka, ten na złość nie chce zejść z tego świata. Kolejne mniej lub bardziej wyrafinowane perswazje nic nie dają. Dziadek nie daje się przekonać tym, że “jego czas już minął”, “że wszystko już widział”, że “będzie miał wspaniały pogrzeb” czy też “że zmarnował życie matce”. Dlaczego dziadek ma umrzeć? Trudno powiedzieć, nie dowiemy się tego ani z tekstu, ani z kontekstu sytuacji. Koniec aktu. Czas na dziesięciominutową przerwę.

Akt drugi – zabić karpia, czyli kilka sposobów na to, aby… zabić karpia. Oczywiście martwy dziadek by się przydał, bo nikt, jak on nie potrafił zabijać (przeżył wojnę). Karpia można powiesić, utopić, spróbować porazić prądem. Nagle bum, fanfary, finał – niczym kwiatek do kożucha. All you need is love i „miłość ważniejsza od tradycji”. Koniec aktu drugiego. Koniec spektaklu. Uczucia bardzo mieszane, z przewagą zażenowania. Bo wszystko to płaskie i nasączone niepotrzebnymi wulgaryzmami.

Uwolnić karpia składa się z kilkunastu poszarpanych perswazji związanych z dziadkiem oraz sposobów na zabicie karpia. I tyle… nic więcej. Żadnej fabuły, relacji międzyludzkich, kilka dowcipów na poziomie licealnym, z dwie zabawne sceny. Żadnego „przeglądania się w lustrze” czy „opowieści o współczesnym społeczeństwie”. O słabości spektaklu świadczą papierowe postacie, które oznaczają się jedynie kilkoma grami słownymi – babcia co chwilę powtarza koniec świata, dziadek to lubię, a wnuczek bez kitu. W dodatku co chwila „gimnastykują się” – niczym w krzywym zwierciadle słabego teatru absurdu. Nic ich nie cechuje, w żaden sposób widz nie jest w stanie się z nimi zidentyfikować. Na dobrą sprawę w pierwszym akcie mogłoby występować tylko dwóch aktorów – umierający dziadek i osoba przekonująca go do śmierci – gdyż bohaterowie w żaden sposób się od siebie nie różnią, ani w wypowiedziach, ani w zachowaniu. Jedynie Aniela w pierwszych 40 minutach wypowiada może z trzy słowa.

joomplu:68959

Bulak próbuje być następcą Mrożka i Gomborowicza, jednak brakuje mu sprawności językowej, a także umiejętności prowadzenia narracji. A co tu mamy? Historię, która o niczym nie mówi, o nic nie zahacza, z niczego nie drwi. Trudno winić samych aktorów, że ich postacie nic nie oznaczają i nic nie przekazują – to jedynie postacie tła – tła pustej treści – treści którą można by zapełnić dowcipem, sarkazmem – jednak jeśli sam sarkazm opiera się wyłącznie na wulgaryzmach to… lepiej nie wspominać.

Plusem Uwolnić karpia jest jego czas – wraz z przerwą spektakl trwa niespełna 80 minut, ciekawe że w festiwalowym folderze informują o 25 minutach więcej. Czyżby w ostatniej chwili reżyser sztuki “wycięła” kilka fragmentów, aby nie męczyć nimi widza? I bardzo dobrze.

Prosta, wiekowa zasada – z dobrego scenariusza może powstać dobry lub zły spektakl, ze złego wyłącznie zły. I tak niestety jest w tym przypadku. Uwolnić karpia nie daje widzowi nic – nawet odrobiny zaskoczenia, szczypty inteligentnego humoru, czy aktorskich fajerwerków. Projekt na poziomie współczesnych, polskich (słabszych) kabaretów – zaskakujące, że taki twór wygrał Komediopisanie, chociaż jak po spektaklu wspomniano, toczono o to boje.

Rozumiem, że dzięki dofinansowaniu z MKiDN Teatr Powszechny co rok może zorganizować w ramach Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych własne dwie premiery.  Mam nadzieję,  że w przyszłości jednak kierował się lepszym gustem. W przeciwnym razie takie sztuki obniżać będą zarówno repertuar festiwalowy, jak i codzienny teatru. Nie wierzę w to, że Uwolnić karpia przetrwa nawet do końca sezonu. Może kiedyś doczekam się chwili, kiedy gorszy czas w repertuarze Powszechnego jednak definitywnie minie i nie spotykać nas będą tak negatywnie zaskakujące niespodzianki.

/fot. Anita Andrzejczak

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
technika
Technika Punku Świetlnego – recenzja
7
Opowieść wigilijna – recenzja
U progu Nieba – recenzja
3 komentarze
  • Grażyna
    21 marca 2014 at 07:16

    Świetny spektakl. Niebanalny. Pokazujący prawdę o nas samych. Dziękuję za niego.

  • Zofia
    21 marca 2014 at 01:44

    Bardzo dobry spektakl. Odważny, gorzki i życiowy. Życzyłabym sobie więcej takich w teatrze.

  • Martaaa
    20 marca 2014 at 18:21

    Niestety zgadzam się…. spektakl straszny, aż żal, że “takie potworki” wystawiają na łódzkiej scenie

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*