07-poczekalniaTrudno nazwać spektakl Krystiana Lupy prowokacją – bo z natury zmusza ona do przemyśleń lub też wywołuje skrajne uczucia. To po prostu nudny, bełkotliwy obraz, który niczym kołtun nuży z każdą kolejną minutą. Mogliśmy go zobaczyć w ramach XX Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Ot, czysta, teatralna nieprzyjemność.

Miejsce akcji – poczekalnia na peronie, czas – gdzieś w okolicach 3 w nocy. Bohaterowie – nieco zagubieni pasażerowie oczekujący na pociąg, wysiedli nie tam, gdzie chcieli. Czują się zagubieni, snują się, czasami dyskutują, czasami kłócą. Jest wśród nich grupa młodych aktorów powracających z Auschwitz, jest dziennikarka-alkoholiczka, kłócące się małżeństwo, mieszkaniec Auschwitz i starsza kobieta. Są wreszcie dwaj grafficiarze – przyglądający się całej historii gdzieś z boku, z dystansem i sarkazmem. Są i widzowie – oni też obserwują, a z każdą kolejną minutą coraz bardziej zanurzają się w bełkotliwym, nudnym bezsensie, który pojawia się w każdym kolejnym dialogu i monologu.

Podobno człowiek najbardziej naturalny jest we śnie i w ubikacji – i takich przestrzeni nie zabrakło w Poczekalni.0. Problem polega jednak na obdarciu tej naturalności w stronę “hiper”, co powoduje, że z zamierzenia dość przejrzysta sytuacja i tekst stają się niepotrzebnie zagmatwane. Lupa stworzył idealne środowisko do dywagacji nad ludzką kondycją, kulturą, cywilizacją – niestety zbytnio zagalopował się w swojej “zabawie” zapominając, że sztuka powinna mieć zmienne tempo, powinna zaciekawiać, prowokować, przyciągać i/lub odpychać. Bohaterowie z krwi i kości stają się tu niestety tylko papierowymi aktorami, których słowa nic nie wnoszą i nic nie powodują.

W świecie literatury krąży anegdota o wykładzie o nudzie. Kilkanaście lat temu jeden z profesorów taki wykład wygłosił – wszyscy jego słuchacze zasnęli. Swój cel osiągnął, pytanie tylko czy nie w zbyt prosty sposób? Podobną technikę próbuje stosować Lupa, zanudzić odbiorców przeciętnością. Bohaterowie czekając na pociąg, przebywający “gdzieś tam, na terenie zapomnianej, nieznanej nikomu stacji”, dyskutują w sposób pretensjonalny i bezzasadny. Przypomina to spory w czasie alkoholowych libacji, gdzie nie brak wyniosłych, pseudofilozoficznych haseł i niepotrzebnych kłótni. Ostatecznie kończy się tak samo – niczym. Dość marny chwyt również wiąże się z powtarzaniem przez aktorów niczym mantra stwierdzeń – jesteśmy słabi, gramy w słabej sztuce. To typowa obrona przed zarzutami.

Krystian Lupa doszedł do ślepego zaułka. Jego sztuka jest niczym więcej niż nudnym banałem, z którego w trakcie przerwy wyszła spora część widzów. Nie czuję tu prowokacji, a raczej znudzenie, braku pomysłu. Brak tu iskry, które pojawiają się chociażby u prezentowanej w ramach łózkiego Festiwalu Bitwy Warszawskiej 1920 Strzępki i Demirskiego. Wydaje się, że autor nie miał pomysłu na jej zapełnienie treścią dość ciekawej formy – taki spektakl na dobrą sprawę mógłby trwać zarówno godzinę, jak i osiem godzin. I nic więcej czy mniej by od siebie widzom nie zaoferował.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
kobro3
Kobro w Teatrze Nowym – recenzja
Rewicz_-_fotos_2
Z Różewicza dyplom – recenzja
07_Rzeczy_Lukasz_Bzura_Luiza_Luszcz-Kujawiak
Rzeczy Teatru Logos – recenzja (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*