GARDEROBIANY_galeria_15_fot._Tomasz_Urbanek_East_NewsZa nami kolejny spektakl prezentowany w ramach tegorocznej edycji Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi. Dwukrotnie, 20 i 21 marca, prezentowany na deskach Teatru Powszechnego “Garderobiany” to realizacja Teatru Narodowego w Warszawie.

Sztuka Ronalda Harwooda pt.: „Garderobiany”, napisana częściowo na podstawie osobistych doświadczeń, opowiada o obliczu aktora, które ukazuje się za „zamkniętymi drzwiami”. O teatrze, który nie zawsze musi zostać okrzyknięty sukcesem. O pragnieniu bycia wielkim, które może doprowadzić do szaleństwa, skutkach bezlitośnie upływającego czasu a także osobach, które mimo niewystawiania się na światła reflektorów, tworzą podstawę, bez której teatr nie mógłby istnieć. Harwood sam przyznał, iż pracując jako garderobiany brał na siebie część odpowiedzialności za kierowanie zespołem i zajmował się technicznymi przygotowaniami do spektaklu.

W wersji Adama Sajnuka główne role odgrywają: Jan Englert (Sir) oraz Janusz Gajos (Garderobiany Norman). Sir to niewzbudzający sympatii aktor-malkontent w podeszłym wieku. Targany chorobą, rutyną i problemami z pamięcią musi, po raz dwieście dwudziesty siódmy, wystąpić jako szekspirowski Król Lear. Nie chcąc zawieść trupy teatralnej, ale chyba przede wszystkim swojego narcystycznego „ja”, na własne życzenie wypisuje się ze szpitala, żeby – jak na wielkiego aktora przystało – stanąć na deskach teatru.

U jego boku dzielnie stoi garderobiany Norman, w rolę którego wciela się Janusz Gajos. To właśnie on czaruje publiczność inteligencją, gracją, historiami zaczynającymi się od słów: ”Miałem kiedyś przyjaciela, który…”. To dzięki Normanowi tytułowy Sir mimo ulatujących sił odzyskuje wiarę w siebie i gra Króla „mniej bezosobowo niż zwykle”, ponownie czuje się jak artysta przez duże A – wielki i doceniany.

Garderobiany – jedna dłoń trzymająca koniak, druga czekająca na to, by w razie potrzeby usłużyć przyjacielowi, u którego boku stoi od 16 lat. Kreowane przez tyle czasu lojalność i oddanie, ani trochę nie ustępują miejsca dowcipowi, ironii, a także – sprytowi. To właśnie on stał się najważniejszym współpracownikiem aktora, przebywającym z nim w trakcie przygotowań do występu, służącym radą, łechtającym miłym słowem, decydującym o odwiedzinach innych.    

Wszyscy chcemy być aktywnymi odbiorcami sztuki jaką oferują nam, tak dostępne w dzisiejszych czasach, przeróżne ośrodki kultury, często nieświadomie ignorując to, co dzieje się za kulisami. Jak wygląda zawód osoby, która po raz setny odgrywa tę samą rolę, której sława, jeszcze niedawno tak duża, przemija? Której umysł, jeszcze wczoraj tak lotny, dziś płata figle i bawi się pamięcią? „Źle się wiedzie błaznom w nędznym roku tym, gdy mędrzec głupcem się staje i nie wiedząc, co począć z umysłem swym, błazeńskie małpuje obyczaje.” I jak trafić na dobry moment zejścia ze sceny, żeby usłyszeć słowa: „Dobrze go wspominam”? Odpowiedzi na te pytania udziela spektakl pt.: „Garderobiany” w reżyserii Adama Sajnuka.

/fot. mat.pras. Tomasz Urbanek

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Filoktet_foto_K_Bielinski_10
Filoktet w Teatrze im. Jaracza – recenzja
komisariat
Zwariowany komisariat – recenzja
IMG_0259
Letnia Scena: Kabaret Ponurego Żartu (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*