fot._Piotr_Gamdzyk_18Najnowszy spektakl Powszechnego to adaptacja znanej powieści Jerzego Pilcha w reżyserii Jacka Głomba. Chociaż to jedna z lepszych propozycji tego teatru w ostatnim czasie, to jednak zapewne przepadnie z kretesem w zestawieniu ze spektaklami zbliżającego się kolejnego Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, na który został przygotowany.

Akcja rozpoczyna się w dniu 53 urodzin bohatera i zarazem „dniu Wojska Polskiego i Niebieskiego, dniu Wniebowzięcia Matki Boskiej Sianokosów”. Jerzy Pisarz otrzymuje sms-owe zaproszenie od Beniamina Bezetznego (postać wzorowana na Jerzym Urbanie) na bankiet, który stopniowo ma przerodzić się w orgię. Raut ma odbyć się w willi komunistycznego magnata, która sąsiaduje z „arcypolskim” dworem. Rzeczywistość miesza się tu z fantazją, prawda z kłamstwem, komizm z tragedią, martyrologia ze sportem… a w powietrzu wisi wielka rzeź.   

Premiera zapowiadała się bardzo interesująco: za kanwę inscenizacji posłużyła powieść poczytnego pisarza, reżyserię powierzono Jackowi Głombowi, na co dzień dyrektorowi legnickiego Teatru im. H. Modrzejewskiej. Nawet internetowy trailer wyglądał wyjątkowo profesjonalnie.

Reżyser  przed premierą mówił, że jest wielkim fanem twórczości Pilcha, jego Marsz Polonia miał być swego rodzaju panoramą dwóch Polsk – narodowo-patriotycznej i liberalno-alkoholicznej, opowieścią szaloną i fantasmagoryczną. Reżyser „przywiózł” ze sobą do Łodzi swoich stałych współpracowników Małgorzatę Bulandę – scenografia, Bartka Straburzyńskiego – muzyka, Witolda Jurewicza – ruch sceniczny i Roberta Urbańskiego, który zajął się adaptacją tekstu. W inscenizacji stworzonej przez Głomba i tego ostatniego brakuje niestety charakterystycznych dla Pilcha humoru, a przede wszystkim ironii i pikanterii. Być może oryginalny tekst został przycięty za mocno, być może za słabo – nie wiem. Ale efekt jest taki, że całość po prostu mało spójna i niejasna – alegoryczne postaci nie są tak oczywiste jak zapewne miały być, krytyczny sens oryginalnej historii Pilcha zatracił się w szybkim tempie i natłoku słów.

Premierowa publiczność najgłośniej śmiała się z najbardziej dosadnych żartów, a po spektaklu niestety dało się słyszeć nawet nie całkiem cichy szept – ale o czym to właściwie było? Warto za to docenić ruch sceniczny, i przede wszystkim scenografię, którą Głomb bardzo dobrze wykorzystał. Prosta i funkcjonalna pozwala na rozgrywanie akcji na kilku planach bez wielu dodatkowych rekwizytów. Doskonale sprawdzili się też aktorzy Jakub Kotyński (Jerzy Pisarz) i Grzegorz Wojdon (Bieniamin Bezetzny). Szkoda jednak, że obaj na deskach łódzkiego teatru występują gościnnie i że reżyser pozwolił im zagarnąć cały spektakl dla siebie, pozostawiając aktorom Powszechnego jedynie rolę tła. Ci zresztą wydają się być wyjątkowo ze swoim losem pogodzeni i nie wychylają się za bardzo.   

Na Marsz Polonia w Teatrze Powszechny jednak warto zwrócić uwagę. Zaproszenie do współpracy Jacka Głomba i wzięcie na warsztat tekstu spoza puli „Komediopisania”, może dawać nadzieję, że teatr ma wreszcie ochotę otworzyć się na bardziej wymagającego widza.

/fot. mat.pras. – Piotr Gamdzyk

ZOBACZ TAKŻE INNE RECENZJE SPEKTAKLI

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Sprzedawcy_Gumek_fot._Marcin_Wegner
Sprzedawcy gumek – recenzja
IMG_3926a
DekAmore w Teatrze Arlekin – recenzja
zazamknie
Przy drzwiach zamkniętych – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*