MARAT_SADE_FOT._MIKOLAJ_ZACHAROW_SZKOLA_FILMOWA_W_LODZI_-3Drugi, po „Poskromieniu złośnicy”, pełnowymiarowy dyplom czwartego roku Wydziału aktorskiego Szkoły Filmowej (nie licząc dwóch prezentowanych warsztatów: aktorskiego – „Próby” i radiowego – „Filip”) to „Męczeństwo i śmierć Jean Paul Marata przedstawione przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade”.

Osią spektaklu jest… spektakl – pierwsze schizofreniczne pole otwierające się przed widzem. W to przedstawienie, odgrywane przez umysłowo chorych pacjentów szpitala psychiatrycznego, powbijane są, niczym igiełki w poduszkę, kolejne wątki i perspektywy, kumulują się zaburzenia i psychozy. Przybyli przysłuchują się fikcyjnemu dialogowi Marata i Sade’a, który rozbrzmiewa echem, wijąc się między wieloma planami i płaszczyznami czasowymi (gdy popatrzeć na aktualne wydarzenia, nabiera kolejnych makabrycznych obwarowań).

Bunt przybiera tutaj różne postaci, przystraja się w odmienne formy, z jednej strony jest egoistyczny, subiektywny, samolubny, z drugiej – gotów oddawać własną głowę, krew toczyć, by znów z trzeciej krzykiem i wrzawą nawoływać do sprzeciwu. Ta poczyniona wyliczanka i tak nie wyczerpuje wszystkich opcji. Walczyć chce tutaj bowiem chyba każdy charakter, ale te potyczki obleczone są w neurotyczne rozedrgania, chaos, stłamszenie, zamknięcie – w obrębie wanny, pomieszczenia, wytycznych dyrektora przytułku czy wreszcie idei. I gdyby mało było zawiłości i pętli, tak jeszcze ciąży nad wszystkim seksualne rozpasanie, które raz po raz wyłazić pragnie, ale przecież i ono uwikłane jest w mechanizmy i trybiki. Nie ma rewolucji, która oddycha pełną piersią.

joomplu:67634

Ten schizofreniczny rys reżyser Rudolf Zioło konstruuje wprawnie. Już same rozwiązania scenograficzne wprowadzają wymowny charakter (stroje, dekoracje i rekwizyty tworzą niepokojącą mieszankę, która zwiastuje szaleńczy wybuch). Gdy dodać do tego spiętrzenie ruchu na scenie, mnogość „dziania się”, muzyczne harce na żywo i paranoiczny quasi-chór efekt zostanie osiągnięty z nawiązką.   

Spośród plejady kuriozalnych osobistości największą uwagę skupia na sobie postać pozornie najmniej ważna – zwykła pacjentka bez nazwiska, która wyrzuca z ust zaledwie kilka słów. W tej roli Aleksandra Przybył, która hipnotyzuje i oczarowuje widzów, każe podążać za sobą wzrokiem, obserwować swe dzikie i znerwicowane ruchy, gesty, miny. W kwestii mimiki urzeka również Michalina Rodak (wcielająca się w Simon Evrard). Ta również nie mówi zbyt wiele, ale nie szkodzi, wystarczająco dużo satysfakcji dostarcza przyglądanie się jej twarzy – chyba najbardziej przemyślane i świadome wśród obecnych na scenie (trzeba w tym momencie zaznaczyć, że niemal wszyscy aktorzy znajdują się na deskach przez cały spektakl, dlatego intencjonalność każdego wykrzywienia ust jest niezwykle ważna, Rodak i Przybył doskonale uzasadniają swą obecność). Ale w pamięć zapada też Paweł Dobek jako sam pan de Sade – jest charyzmatyczny i wyniosły, umiejętnie uosabia indywidualizm i hedonizm odgrywanej przez siebie postaci.

Studenci wcielając się w wariatów i szaleńców, formułują wspólny pytajnik. Wielki, przesycony obłąkaniem znak zapytania, przed którym w rzędzie stoją i buzują słowa-sztandary: przewroty, przemoc, wolność, opresja, władza, terror. Aktorzy przyglądają się im, wywracają na lewą stronę, dociekają czy są jedynie odklejającym się od ściany plakatem czy też wiarą zapisaną w krwiobiegu? Czy rewolucja to tkanka żyjąca, czy zawsze na rękach musi krwią wykwitać? A może to tylko farbka naprędce wylana, plastikowy nożyk zamiast sztyletu?

Wydaje się, że nad sceną unosi się komunikat wygłaszany za Albertem Camus – buntuję się, więc jestem. Szaleńczy (Na pewno? A może raczej niezwykle krystaliczny i przytomny?) głos jednak pyta – jak się buntujesz i do czego cię to doprowadza?

Męczeństwo i śmierć Jean Paul Marata przedstawione przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade

na podstawie sztuki Petera Weissa

Reżyseria: Rudolf Zioło
Asystent reżysera: Jakub Kryształ
Obsada: Patryk Palusiński (Jean Paul Marat), Paweł Dobek (Pan de Sade), Dominika Lichy (Karolina Corday), Michalina Rodak (Simona Evrard), Jakub Kryształ (Dupperet), Michał Barczak (Wywoływacz), Bartosz Szpak (Coulmier), Patryk Pietrzak (Jakub Roux), Aleksandra Przybył (Pacjentka), Śpiewacy – Anna Fatyga, Zuzanna Zazulin, Rafał Łysak, Mateusz Mosiewicz
Muzyka: Anna Stela
Scenografia: Dominika Błaszczyk
Ruch sceniczny: Paweł Sakowicz
Pianista: Adam Kupaj

/fot. Mikołaj Zacharow/Szkoła Filmowa w Łodzi

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
brzydal
Brzydal w Teatrze Szwalnia – recenzja
i_Obraz_033
Oskar i Pani Róża w Teatrze Pinokio – recenzja (foto)
Człowiek z Manufaktury – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*