Madama_Butterfly_01Teatr Wielki nadal w remoncie, a kolejne premiery wystawia gościnnie na scenie przy Jaracza. Tym razem zaprosił na koncertowo-inscenizacyjną wersję „Madam Butterfly” Giacomo Pucciniego –  przygotowaną bardzo przyzwoicie, ale zupełnie niepotrzebną.

Najnowsza łódzka premiera dzieła Pucciniego miała podwójny, bo koncertowo-inscenizacyjny charakter. Podwójna była również obsada, która w całości zaprezentowała się wyjątkowo dobrze. Na szczególne uznanie zasługują występująca w roli głownej w części inscenizacyjnej Anna Wiśniewska-Schoppa za doskonałe wykonanie aktorskie, oraz Bernardetta Grabias jako służąca Suzuki z części koncertowej, która kolejny raz potwierdziła swoje umiejetnosći wokalne. Reżyseria scen należała znów do Janiny Niesobskiej, która tym razem podeszła do niej z większą dbałością o szczegóły niż przy „Hiszpańskich fascynacjach”, co w połączeniu z malowniczymi kostiumami pomysłu Marii Balcerek dało naprawdę przyzwoity efekt. Jeszcze słowo o orkiestrze i chórze i o warunkach, w którym przyszło im pracować. Tym razem to chórzyści zostali upchnięci w lożach (po kilkanaście osób w jednej, co na pewno bardzo ograniczało ich swobodę ruchów i widoczność publiczności w sąsiednich lożach), a orkiestra zajęła scenę w całości. Dosłownie wypełniła ją po brzegi, zostawiając dla śpiewaków tylko wąski pasek z przodu (balet musiał sie mocno starać, żeby nie pomylić kroków i nie wpaść na któregoś z muzyków).  Mimo tego wszystkie nastroje i emocje zawarte w partyturze i z zaangażwoaniem odśpiewywane z przez artystów wybrzmiały całkiem zadowalajaco.

joomplu:32929

Na premierze zawsze warto mieć uszy i oczy szeroko otwarte na to, co dzieje się poza sceną. Rzadko zdarza mi się pisać recenzje w tak osobistym tonie, ale tym razem pokuszę się o zacytowanie tego, co po prostu udało mi się przypadkiem podsłuchać wśród widowni, a co podważa zasadność kolejnych gościnnych premier Wielkiego w Jaraczu. A najczęściej padającym stwierdzeniem było „jak na te warunki”. Obok mnie siedział starszy mężczyzna, zapewne karnetowy meloman, bo z wielkim przejęciem opowiadał mi o poprzednich premierach Wielkiego. W pierwszym akcie często przymykał oczy i wsłuchiwał się w dźwięki płynące ze sceny. W drugim akcie zdradził mi dlaczego: stłoczona na scenie orkiestra i przeciskający się między muzykami śpiewacy i tancerze niesamowicie go denerwowali: „Grają całkiem nieźle jak na te warunki. Jeśli zamknie się oczy, to jest pięknie”. Biorąc pod uwagę głosy, które dało się się słyszeć na foyer w przerwach, nie było on jedynym, który siedział na premierze z zamkniętymi oczami. Ktoś również zapytał panią z biura obsługi widzów jak długo jeszcze premiery będą odbywały się „takich warunkach”, na co padła odpowiedź z wyraźną nutą zawodu, że nadzieje były na rok, ale na pewno potrwa to o wiele dłużej.

joomplu:32932

Zarówno po pierwszej jak i drugiej premierze Teatru Wielkiego w Teatrze Jaracza miałam wrażenie, że to strata pieniędzy. Zastanawiam się po co przygotowywać szumnie zapowiadane premiery posługując się tylko półśrodkami, zmuszając artystów do pracy w naprawdę trudnych okolicznościach i serwując publiczności półprodukt. Skoro kolejne gościnne premiery są nieudane i kosztowne (podejrzewam, że sporą część wydatków stanowi wynajęcie sali, mimo zapewne preferencyjnych warunków, jakich sam sobie udziela dyrektor Nowicki), a remont siedziby teatru jest długi i również drogi, to czy nie warto przesunąć środków z jednego na drugie? Wstrzymać premiery na rok, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć przyspieszenie prac remontowych. Żeby jak najszybciej artyści mieli godne warunki do pracy, widzowie nie musieli przymykać oczu, a obsługa przepraszać za „takie warunki”.

PRZECZYTAJ INNE RECENZJE TEATRALNE NA PLASTRZE


PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
022uwolnickarpia
MFSPiN: Uwolnić Karpia – recenzja
federico
Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Federico?
koralinaplakat
Koralina w Teatrze Pinokio — recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*