przypadek_adasia_miauczyskiego_20130324_1875650978Ukazywać neurozę w teatrze to skazywać się na niezrozumienie i doszczętne pochłonięcie zarazem. Przypadek Adasia Miauczyńskiego Sceny L Domu Literatury w Łodzi tka właśnie taką cienką nitkę między tymi (i innymi) skrajnościami.

Adasia Miauczyńskiego specjalnie przedstawiać nie trzeba, to kreacja, która urosła już do rangi kultu, wgryzła się w masową świadomość. Marek Koterski stworzył postać-ambaras, z jednej strony to bohater-lustro, człowiek, w którym można się przejrzeć, znajdując własne odbicie; z drugiej – ktoś obcy, krańcowo odchylony w tę złą stronę, do której strach i opór się przyznać. To nieudacznik i samotnik, przepełniony fobiami i obsesjami, a nerwice wysypują mu się z kieszeni. Jest sfrustrowany i nie stroni od przekleństw, nie próbuje być na siłę miły, co najczęściej odbierane jest jako akt arogancji. Adasia prezentować by można, definiując znaczenie wariactwa albo groteski. Lecz przede wszystkim Adaś to organiczny przykład człowieka najprawdziwszego, pełnego blizn i skaleczeń, których nie chowa pod płaszczem, tylko pokazuje, patrząc prosto w duszę.

Czerpanie z Koterskiego to jeden z lepszych pomysłów, na jaki wpaść można, ale i pułapka, stanie milimetr od krawędzi przepaści. Jego scenariusze generują bowiem specyficzne pokłady odczuć i emocji. Bohater Koterskiego nigdy nie stanie się przyjacielem widza, może złapać z nim wspólny język, doprowadzić do śmiechu, ukazać podobieństwa, które ich łączą, ale zawsze pozostanie obcy, oddalony, nieprzystępny. Jego samotność i paranoiczność może fascynować, ale zawsze tylko częściowo, powierzchownie, nigdy na tyle, by doprowadzić do połączenia, zespolenia.

Włodzimierz Twardowski wpisuje się w ten projekt akuratnie, celnie ukazując schizofreniczne pobudki swej postaci. Jest jakby nieobecny, niedostępny, introwertyczny. Kiedy natomiast przychodzi do elementów śpiewanych czy też recytowania wierszy otwiera się i rośnie we własnym świecie, jest zaaferowany sobą, odpływa znów, tym razem w inne rewiry. To nie jest łatwe zadanie, normalnie taka gra byłaby czymś niewłaściwym, błędnym, wynikającym z braku umiejętności, tutaj z kolei trzeba odpowiedniej biegłości i zdolność, by takie stany odegrać.

Dobrze pomyślane jest to wszystko ze strony reżysera Andrzeja Czernego. Wykorzystał on oszczędność i prostotę (skrajna, choć oparta na formie mieszkalnej, surowość scenografii), by obudowywać je odpowiednimi atrybutami podkreślającymi psychozę i urojenia. Dużo robi tu także głos matki z offu (Monika Kamieńska), wyżej wspomniane piosenki (przygotowane przez Barbarę Drózd), ale przede wszystkim nagrania muzyczne wkomponowane w formie wyświetleń na ścianie. Wygląda to niczym element muzyki na żywo (Barbara Drózd – fortepian, Jacek Mazurkiewicz – kontrabas), ale tych artystów formalnie nie ma, są tylko rodzajem multimediów rzuconych z projektora. To prosty, ale tak fenomenalnie pasujący do klimatu zabieg (za który odpowiedzialny jest Marek Lewandowski).

Przypadek Adasia Miauczyńskiego to gorzka opowieść o maniakalno-depresyjnych schorzeniach, które mieszkają w ludzkim wnętrzu bez płacenia czynszu, ale nie da się ich eksmitować. To ukazanie paranoi i boleści, rozdzierającej samotności i strachu przed rzeczywistością, która stoi przed człowiekiem potworem. To spektakl o marzeniach, które są tylko nierzeczywistymi urojeniami; o odbijaniu się od nacierających dni i o pisaniu scenariuszy, które gdy już mają się pięknie ziścić, są wyrzucane przez nas samych do kosza, niszczone przez własną nieudolność.

SCENA L DOMU LITERATURY W ŁODZI
PRZYPADEK ADASIA MIAUCZYŃSKIEGO
wg scenariuszy Marka Koterskiego
w wykonaniu Włodzimierza Twardowskiego
reżyseria: Andrzej Czerny

muzyka (piosenki): Barbara Drózd
nagranie: fortepian: Barbara Drózd, kontrabas: Jacek Mazurkiewicz
multimedia: Marek Lewandowski
akustyk: Zbigniew Soczyński
światło: Adam Wrzesiński
głos matki: Monika Kamieńska

/fot. MB

Zobacz także:

Letnia Scena 2013: Hotel Babilon (foto)

Letnia Scena 2013: Savannah Bay (foto)

Letnia Scena 2013: Audiencja III, czyli Raj Eskimosów

Letnia Scena 2013: Dwoje biednych Rumunów mówiących po Polsku (foto)

Letnia Scena 2013: Błazen Pana Boga (foto)

Letnia Scena 2013: Ampuć, czyli zoologia fantastyczna (foto)

Letnia Scena 2013: Być jak Maria Janion – recenzja (foto)

Letnia Scena 2013: Wściek – recenzja (foto)

Letnia Scena 2013: Moja droga B. – recenzja (foto)

Letnia Scena 2013: Iwona, księżniczka Burgunda (foto)

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
SHITZ_B1_X
Shitz w Teatrze Nowym — recenzja
8
Wejście smoka. Trailer – recenzja
2lilla
MFSPiN: Lilla Weneda – recenzja
2 komentarze
  • 23 listopada 2014 at 20:44

    Czy ten wpis jest aktualny?

  • Molly
    2 września 2013 at 13:06

    Byłam, widziałam, doskonałe, chcę zobaczyć raz jeszcze!

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*