dwoje_biednych_rumunw_mwicych_po_polsku_20130318_1914866542

Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku to tekst tak dobry, że prawdopodobnie każda jego adaptacja będzie interesująca. A tych obrodziło sporo; w samej Łodzi, podczas Festiwalu Szkół Teatralnych, obcować mogliśmy z wersją łódzkiej PWSFTViT (reż. Bogajewska) oraz wrocławskiej PWST (reż. Dracz). Letnia Scena 2013 przypomina nam o kolejnej odsłonie z miasta Łodzi, tym razem w reżyserii Mortasa (premiera odbyła się w marcu tego roku).

Masłowska wytworzyła tekst tak schizofreniczny, bujny i intrygujący, że zepsuć go trudno. Problem pojawia się jedynie, gdy w autopsji naszej znajduje się kilka wydań tego dramatu. Sama porównywać mogę do dyplomu studentów czwartego roku Filmówki. I niestety dla Adama Mortasa Bogajewska bije go swoją interpretacją na głowę. Tutaj zabrakło trochę werwy i pędu, dzikości i obłędu. Mimo to nadal jest poprawnie i ze smakiem.

Spektakl ten to historia burzliwych perypetii dwójki ludzi po pewnej zbyt intensywnej imprezie pod hasłem „Brud, smród i ubóstwo”. Para autostopowiczów to tak naprawdę nie Rumuni, tylko aktor wcielający się w księdza Grzegorza w popularnym serialu telewizyjnym oraz samotna matka, która trzy dni temu zostawiła swoje dziecko w przedszkolu. Postaci wnikliwie poznają szkodliwość swych narkotycznych ekscesów, przeskakując w międzyczasie pomiędzy cudzymi samochodami i lokalami. Opowieść to wielowarstwowa; początkowo jawi się jako wulgarny żart, szalony dowcip, stopniowo jednak obnaża traumatyczne blizny siedzące w głowach bohaterów. Dwóch Rumunów można nazywać majstersztykiem, niezwykle umiejętnie bowiem łączy się tu przeciwstawne kwestie, absurd splata z powagą, by wytworzyć wypadkową dramatu i komedii, dowcipu i bolesnych autopsji.

Szkoda, że Mortas skierował się w stronę prostoty i oszczędności. Oczywiście kluczem są słowa, pokrętny język Masłowskiej, nawarstwiające się kwestie, ale ta mieszanka wybuchowa aż prosi się, by ją jeszcze doprawić, by dorzucić do niej więcej niedorzeczności i koloru. Brakuje muzyki (najlepiej na żywo, u Bogajewskiej to był kluczowy atut), można by pokusić się o więcej ruchu, akcji, dynamiczności. Jeśli nie wsparcie instrumentalne, może scenografia? Tu było zbyt skromnie, ta sztuka potrzebuje przepychu i przerysowania w każdym aspekcie. Aktorzy wyszli z tego obronną ręką, ale te wszystkie dodatki mogłyby ich wesprzeć, uwypuklić groteskę. Grają jednak przekonująco, nic nie uwiera, są żywi, plastyczni (zarówno postacie główne, jak i te jedynie epizodyczne, dopasowane charakterystycznie i z dokładnością).

Zawodu nieco odkryć można w formie zakończenia, które utraciło na sile wobec całości spektaklu, jakby nie udźwignęło nadmiaru emocji i intensywności, a przecież to ono powinno w widza uderzać najmocniej, to w nim jawi się puenta, punkt zwrotny, kulminacja, przelanie czary. To zdecydowanie najsłabszy element tego przedstawienia, trochę przeciągany, niedopracowany.

Dwóch Rumunów to dramat wysokich lotów, który przyswaja się z satysfakcją. Wersja Sceny L Domu Literatury dźwiga go dzielnie, jednak zbyt ostrożnie i delikatnie. Przypada do gustu, ale czuć niedosyt, zachowawczość i niepewność, podczas gdy pulsować to powinno nowatorstwem i gwałtownością.

/fot.MB

Zobacz także:

Letnia Scena 2013: Wściek – recenzja (foto)

Letnia Scena 2013: Moja droga B. – recenzja (foto)

Letnia Scena 2013: Iwona, księżniczka Burgunda (foto)

Letnia Scena 2013 – program, informacje

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Antygona_fot._Bartlomiej_Sowa_14i
Antygona w Teatrze Nowym – recenzja
IMG_0251
Letnia Scena 2017: Homuś (foto)
romans1akt26
Romans z Czechowem – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*