SDC11731Łódzcy amatorzy teatru mogą czuć się usatysfakcjonowani. Już dziś w naszym mieście zainauguruje działalność Scena OFF Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka. Na pierwszy ogień pójdą „Ślepcy” Maeterlincka – przypowieść o kondycji ludzkiej egzystencji napisana językiem dramatu.

 
Reżyserii podjął się Marek Strąkowski – absolwent reżyserii na holenderskiej Amsterdamse Hogeschool voor de Kunsten. Na scenie pojawi się wielu młodych aktorów, troje z nich to absolutni debiutanci. Autorem scenografii i kostiumów jest także debiutant – Konrad Szczęsny. Spektakl uzyskał patronat oraz wsparcie Wspólnoty Francuskiej Walonia-Bruksela.

Plaster towarzyszył twórcom podczas ostatnich przygotowań do premiery. Rozmawialiśmy z dyrekcją Teatru Nowego, reżyserem przedstawienia, a także aktorami.

Premiera „Ślepców” w reżyserii Marka Strąkowskiego już dziś o 19: w tymczasowej siedzibie Sceny OFF Teatru Nowego przy ul. Struga 90.


Janusz Michaluk, dyrektor naczelny Teatru Nowego im. K. Dejmka w Łodzi


– Panie Dyrektorze, czym dla Teatru Nowego w Łodzi jest scena offowa?
– Bardzo ważnym projektem artystycznym, unikalnym w skali kraju. Jest to miejsce dla młodych aktorów, reżyserów, scenarzystów. Oczywiście będą pojawiać się i dojrzali twórcy, ale głównym zamierzeniem jest promowanie debiutantów. Młodzi wiedzą, jak trudno wejść do zespołów teatralnych, które są spetryfikowane, zamknięte. Dajemy im szansę kontaktu z publicznością i recenzentami.

– Dlaczego właśnie „Ślepcy”?
– Łódź wyrosła z awangardy, więc nawiązujemy do tradycji naszego miasta. Kazimierz Dejmek w 1949 roku powoływał z kolegami Teatr Nowy i wtedy też na awangardę stawiał. Oczywiście „Ślepcy” nie są lekturą młodą, ale ciekawi jesteśmy, jak widzowie przyjmą to nasze spojrzenie na twórczość awangardową „po latach”.
– Pan jako dyrektor był zapewne obecny na próbach. Jest pan zadowolony z efektu finalnego?
– Przed nami jeszcze próba generalna, jest więc czas na wprowadzenie poprawek. Osobiście jestem usatysfakcjonowany tym, co widziałem.
– Co daje udział młodych artystów – debiutantów – w tym przedsięwzięciu?
– Na pewno młodość i energię. To, że grają na scenie ze starszymi kolegami, daje im rzecz jasna naukę zawodu. Mam nadzieję, że z tej mieszanki wyjdzie bardzo dobry efekt artystyczny.
– Wybór Marka Strąkowskiego na reżysera też nie był przypadkowy.
– Mare współpracuje z nami od pewnego czasu. Jest absolwentem szkoły reżyserskiej w Amsterdamie, ma na swoim koncie kilka ciekawych projektów, w tym Teatr Łódź Fabryczna. Jestem bardzo ciekaw jego prezentacji u nas.


Monika Chechelska, debiutantka teatralna, studentka III roku aktorstwa prywatnej łódzkiej uczelni


– Moniko, to twój debiut na scenie, i to już na trzecim roku studiów. Jak się tu znalazłaś?
– Powiem szczerze, że jest to naprawdę bardzo trudne do wytłumaczenia. Chyba zadecydował los i przypadek …

– A gdzie miejsce na talent?
– Pewnie też gdzieś jest, ale czasem temu talentowi trzeba dopomóc. To się działo tak szybko, że nawet nie wiem, jak to się stało. Oczywiście wszystko było efektem wcześniejszej rozmowy z reżyserem.
– Jak ci się pracowało przy „Ślepcach”?
– Pracowało mi się bardzo dobrze, mimo że to moja pierwsza styczność ze spektaklem. Reżyser był dla nas, debiutantów, bardzo wyrozumiały.
– Praca z doświadczonymi aktorami to też nie lada wyzwanie.
– Owszem, dlatego też często prosiliśmy ich o wskazówki, sami też udzielali nam rad. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni.
– „Ślepcy” to lektura wymagająca, zatem przygotowania musiały trochę potrwać.
– To prawda, pracowaliśmy ponad miesiąc. Próby rano i wieczorami przełożyły się trochę na szkołę. Pojawiło się parę nieobecności i koniecznych wyrzeczeń, ale uważam, że warto. Wszystko jest do nadrobienia.
– Czego widzowie mogą się spodziewać po przedstawieniu?
– Na pewno będą zaskoczeni, jeśli nie widzieli wcześniej zabiegów teatralnych, które mu tu stosujemy. Nie jest to z pewnością normalne, zwyczajne przedstawienie.
– Mogłabyś uchylić rąbek tajemnicy i powiedzieć, jakie to zabiegi?
– Najlepiej jest zobaczyć je samemu, więcej nie powiem.


Marek Strąkowski, współtwórca i koordynator sceny OFF Teatru Nowego, reżyser „Ślepców”



– Wziął pan na warsztat dzieło Maeterlincka. Dlaczego?
– Specyfika „Ślepców” polega na tym, że cały dramat w swojej strukturze zapisu jest dziś passe. Nie można z niego wykroić żadnej myśli, która byłaby zrozumiała dla człowieka nieobeznanego z symbolizmem. Przerobieni „Ślepcy” przedstawieni są językiem zrozumiałym dla współczesnych ludzi. Mówią o tym, jak człowiek poddał się mechanizmowi manipulacji i dlaczego sam go tworzy.
– Ile jest Maeterlincka w Maeterlincku?
– Mogę powiedzieć, że połowę oryginalnego tekstu zostawiłem, drugą wyrzuciłem.
– Zatem o co został uzupełniony pierwowzór?
– Między innymi o teksty Junga, Freuda i Heideggera.
– Na scenie pojawią się młode twarze. Warto inwestować w debiutantów?
– Zdecydowanie tak! Tylko młodzi są w stanie przekazać ideę teatru nowoczesnego. Poza tym, warto iść naprzód z tymi stawiającymi pierwsze kroki.
– Jest pan zadowolony z ich pracy.
– Tak, biorąc pod uwagę, że to studenci lub młodzi absolwenci, którzy uczeni są według szkoły polskiej. Potrafili nie tylko wykorzystać to, czego się nauczyli, ale także wyjść poza ramy, które narzuciła im szkoła. Z tego procesu jestem bardzo zadowolony.
– Sceniczne połączenie debiutantów i dojrzałych aktorów to z pewnością ciekawy zabieg.
– Współpraca ta dała wiele zgrzytów. Wyniknęły zarówno animozje, jak i swoiste przenikanie się doświadczenia z młodzieńczą werwą, która jest zjawiskiem niepowtarzalnym, niemożliwym do uchwycenia w starszych artystach. To połączenie działa bardzo korzystnie.
– Jakie widzi pan atuty „Ślepców?”
– Przede wszystkim taki, że zadają trudne pytania, na które nie zawsze można znaleźć odpowiedzi.
– Dramat Maeterlincka to pierwsze przedstawienie offowej sceny Teatru Nowego. Co dalej?
– Planujemy wystawienie projektu składającego się z dramatów Pasoliniego i tekstów Spinozy. Sam zrobiłem kompilację tych dzieł i powstał dość zgrabny w moim odczuciu dramat.
– Scena OFF Teatru Nowego ma być sceną awangardową.
– Dokładnie, ponieważ nawiązuje do tradycji Dejmkowskiej i Dejmkowskiego języka, który właśnie się w Łodzi rodził. Stanowił on zaprzeczenie zmurszałego teatru mieszczańskiego.
– Ukończył pan reżyserię w prestiżowej szkole w Amsterdamie. Czego nauczyła pana ta uczelnia?
– Przede wszystkim myślenia, a także traktowania teatru jako idei społeczeństwa.
– Czy te nauki można przełożyć na polski grunt?
– Oczywiście! To, że w Polsce się tego nie uczy nie znaczy, że nie chcemy o tym wiedzieć. Jest pewien dysonans między wiedzą a poznaniem.
– Czy taki sposób myślenia ma szansę zainteresować polską czy, patrząc bliżej, łódzką widownię?
– Tego nie wiem, To jest mój pierwszy tego typu projekt w Polsce, wcześniej wystawiałem w  Niemczech i Holandii i tam spotykałem się z dużym zainteresowaniem.
– Niemniej jednak, gdyby nie był pan przekonany, nie brałby się pan za to.
– Dokładnie. Wierzę, że potencjał młodego człowieka, młodego Europejczyka jest taki sam zarówno w Holandii, jak i w Polsce.
Ślepcy w Teatrze NowymŚlepcy w Teatrze NowymŚlepcy w Teatrze NowymŚlepcy w Teatrze NowymŚlepcy w Teatrze NowymŚlepcy w Teatrze NowymŚlepcy w Teatrze NowymŚlepcy w Teatrze Nowym
PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
_MG_4607
Jabłko w Teatrze V6 – recenzja
nakr_016
Na końcu tęczy Teatru Muzycznego (foto+wideo)
IMG_7264
Edukacja Rity – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*