Leonce_i_Lena“Gdyby tak można było stać się kimś innym, niż się jest. Choćby na chwilę”. To cytat ze sztuki Leonce i Lena George’a Buchnera, będący kwintesencją tematyki spektaklu, jaki na podstawie dzieła pisarza stworzył młody reżyser – Łukasz Fijał, student Wydziału Reżyserii Dramatu PWST w Krakowie.

Świat przedstawiony w komedii jest nierealny, bajkowy, co podkreślone zostało już na samym początku poprzez nazwy krajów, w których toczy sie akcja. Mowa o Popo i Pipi, które to słowa zaczerpniete z języka dziecięcego oznaczają odpowiednio pupę i siusiu. Spektakl opiera się na klasycznej, dworskiej intrydze. Książę z państwa Popo, przez swojego ojca, którym kierują względy polityczne, zmuszany jest do wzięcia za żonę księżniczki z kraju Pipi. Młodzi jednak na myśl o ślubie bez miłości buntują się i postanawiają uciec.

W spektaklu dyplomowym IV roku Wydziału Aktorskiego łódzkiej Filmówki, aktorzy – podążając za wyżej wspomnianym mottem sztuki – zamieniają się rolami. Dynamicznie zmienia się również oszczędna scenografia. Żaden z bohaterów nie czuje się dobrze w roli, jaką musi spełniać. Gdyby tego było mało okazuje się, że dyskomfort pozostaje nawet po wcieleniu się w kogoś innego.

Spektakl Leonce i Lena bez wątpienia został zdominowany przez mężczyzn. Nie chodzi tu tylko o znaczącą przewagę ról męskich. Panie nie miały do zaprezentowania nic poza płaczliwym melodramatyzmem, którego apogeum można było zaobserwować w śpiewanych przez nie nużących piosenkach. Bez tych zbędnych przerywników sztuka nie straciłaby zupełnie nic – wokalne wstawki nie niosły ze sobą żadnych nowych informacji dotyczących bohaterów. 

Reżyserowi udało się “pokazać” aktorów. Widać, jak bawią się swoimi rolami, jak umiejętnie przekazują portrety psychologiczne postaci. Ich prezentacji sprzyja oszczędna scenografia, opierająca się na bieli (białe tło, kostiumy). Umiejętności aktorskie to duży plus tej sztuki, przyćmiony nieco przez zbyt przewidywalny momentami tekst. Zabrakło drobnego elementu zaskoczenia. Widzowie obecną w sztuce intrygę rozwikłają na długo przed scenicznym finałem.

Buchner napisał Leonce’a i Lenę w pierwszej połowie XIX wieku. Niestety, mimo usilnych starań Fijała, który próbował tchnąć w tekst drugie życie, nie udało się sprawić, aby sztuka przetrwała próbę czasu. Zabrakło złotego środka, który sprawiłby, że wyśmiewanie się z mody na samobójstwa, czy zakochiwanie się z nudów, byłoby tak samo aktualne dziś, jak blisko dwieście lat temu.



PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
GARDEROBIANY_galeria_15_fot._Tomasz_Urbanek_East_News
MFSPiN: Garderobiany – recenzja
2apo
XXII MFSPiN: Apokalipsa – recenzja
IMG_0979
Letnia Scena: Prawdziwa historia śmiechu (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*